wtorek, 1 grudnia 2015

"Słowo na niedzielę" - listopad 2015

1. ボンレスハム (bonresu hamu) - czyli "boneless ham" to taka szyneczka obwiązana sznureczkami, ale to określenie odnosi się również to nóg grubych dziewczyn wciśniętych w kabaretki. U nas tez niektórzy mówią na to "szyneczki" ;)



2. 偽装難民 (gisounanmin) - "nielegalny imigrant podszywający się pod uchodźcę". Szukałam pewnego hasła i Tangorin mnie mocno zaskoczył.


3. ノンケ (nonke) - tak faceta heteroseksualnego określają homoseksualni. Samo słowo pochodzi od "non 気 (ke)/その気がない" (sono ke ga nai), czyli, że nie jest homoseksulany. その気 (sono ke) to właśnie potoczne określenie homoseksualności. Tak, to nie błąd, że 気 jest odczytywane jako 'ke', a nie 'ki ;)


4. やり逃げ (yarinige) - połączenie słów やる (yaru), które obok standardowego znaczenia "robić" ma również to bardziej kolokwialne, slangowe "chędożyć" oraz 逃げる (nigeru - "uciekać"). Całość daje wulgarne określenie oznaczające seks zakończony naszą ucieczką, bez ponownego kontaktowania się z osobą, z którą się przespało. Podoba mi się tłumaczenie na angielski brzmiące "wham-bam-thank-you-ma'am", bo skrótowo i dokładnie opisuje znaczenie "yarinige" :D





czwartek, 26 listopada 2015

a to sensei :D

Na dzisiejszych zajęciach, jednym z omawianych słów było ところ (tokoro), które nie tylko oznacza fizyczne miejsce, ale też cechę, to coś. Akurat w podręczniku jeden z przykładów odnosił się do takiego fizycznego miejsca, a brzmiał:

一度書いたあとで、変なところがないか先生に見てもらいました。 (Ichido kaita ato de, hen na tokoro ga nai ka sensei ni mite moraimashita.) - "Po tym jak raz napisałem, to nauczyciel sprawdził, czy nie ma błędów (dosłownie "dziwnych miejsc")."

Pech, że studenci nie do końca zrozumieli podane zdanie i wyszedł nam nauczyciel "oglądający moje dziwne miejsce". A to nauczyciel ^^'.

Cóż, mnie się zdarza zerkać do zeszytów studentów i poza notatkami można znaleźć takie "dziwne miejsca":

Godzill-komórczak :D


Godźmin XD


Son Godzil i Vegealpak :D



środa, 11 listopada 2015

kot, kot, kot, kot, kot

Wczoraj 1 rok miał kolejny test ze słówek, na którym jedna studentka w każdą lukę wstawiła słowo 猫 (neko - "kot"), stąd tytuł dzisiejszego postu. Niestety, to nie mogło się udać ^^'.

Po poprzednim teście myślałam, że już nie spotkam rzeczowników wstawionych w miejsce czasowników, ale bywało, że:
テストをえんぴつで。 (Tesuto o enpitsu de neko.) - "Test ołówkiem kot."
テストをえんぴつで。 (Tesuto o enpitsu de niku.) - "Test ołówkiem mięso."
テストをえんぴつで火曜日。(Tesuto o enpitsu de kayoubi.) - "Test ołówkiem wtorek."

Najwięcej problemów sprawiło zdanie: ___で___を食べます。(___de ___o tabemasu.), które możemy przetłumaczyć jako "Jem ___ w ____." lub "jem___ przy pomocy____."
Zwykle studenci wybierali tę drugą opcję, ale wyrazy wstawili na odwrót. Ten sam błąd popełnili po teście, w trakcie zajęć, gdzie partykuły doczepiali przed wyrazem zamiast po nim, mimo że o tym już niejednokrotnie wspominałam. Na zajęciach poprawiłam to na bieżąco, ale na teście już poszło do oceny. Cóż, może po tym teście wszyscy zapamiętają, że partykuła leci po danym słowie, a nie przed ;).
Poniżej kilka propozycji ze słowami wstawionymi na odwrót (spokojnie, za to odejmowałam tylko pół punktu, a nie że całość źle, bo rozumiem, że na początku partykuły to mordęga ^^) .
卵でスプーンを食べます。 (Tamago de supuun o tabemsu.) - "Jem łyżkę jajkiem."
すしではしを食べます。 (Sushi de hashi o tabemasu.) - "Jem pałeczki przy pomocy sushi."
パンで手を食べます。 (Pan de te o tabemasu.) - "Jem rękę chlebem."
肉でナイフを食べます。 (Niku de naifu o tabemasu.) - "Jem nóż mięsem."
肉ではしを食べます。 (Niku de hashi o tabemasu.) - "Jem pałeczki mięsem."
ご飯でビールを食べます。 (Gohan de biiru o tabemasu. ) - "Jem piwo ryżem/posiłkiem."
ケーキでフォークを食べます。 (Keeki de fooku o tabemasu.) - "Jem widelec ciastem."

Oczywiście bywały i dziwne zestawienia, typu:
人でご飯を食べます。 (Hito de gohan o tabemasu.) - "Jem posiłek człowiekiem."
魚で肉を食べます。 (Sakana de niku o tabemasu.) - "Jem mięso rybą."

Biednemu Tanace też się dostało, bo co prawda większość w zdanie 田中さんはどんな___ですか。 (Tanaka san wa donna ___ desu ka. - "Jakim ___ jest pan Tanaka?") wstawiała 人 (hito - "człowiek"), 医者 (isha - "lekarz") czy 先生 (sensei - "nauczyciel"), ale bywały też:
田中さんはどんな肉ですか。(Tanaka san wa donna niku desu ka.) - "Jakim mięsem jest pan Tanaka?" (eeee, niepokojące)
田中さんはどんな車ですか。 (Tanaka san wa donna kuruma desu ka.) - "Jakim samochodem jest pan Tanaka?"
Było tez kilka osób niezdecydowanych jaki ten język japoński jest, bo podali:
日本語は難しいですが、やさしいです。 (Nihongo wa muzukashii desu ga, yasashii desu.) - "Japoński jest trudny, ale łatwy."
Kolejny test ze słownictwa już za 2 tygodnie. Muszę pomyśleć nad jego formą, ale zdania z lukami bardzo mi odpowiadają ^^.

niedziela, 8 listopada 2015

"Słowo na niedzielę" - październik 2015

1. 貢ぐ君 (mitsugu kun) - słowo popularne w latach 90-tych, ale już praktycznie wyszło z użycia. 貢ぐ (mitsugu) oznacza "wspierać, finansować", a 'mitsugu kun' to facet, który obdarowuje dziewczynę różnymi prezentami, czasem pieniędzy, a czasem też postawi obiad w knajpie (wtedy zmienia się w メッシー君 - messhii kun - facet stawiający nom w restauracji). Zwykle obdarowywane kobiety nie są w głęboki relacjach z 'mitsugu kun', więc nie mówimy tu o zwykłym randkowaniu czy związkach.

2. ロンタイ (rontai) - słowo dość stare, bo z 1984 r,, a powstało jako skrót od ロングタイトスカート (rongu taito sukaato - "długa, obcisła spódnica"). W latach 90-tych, gdy weszła moda na krótkie spódniczki i luźne skarpetki, długie kiecki poszły w zapomnienie, ale nie samo słówko. Powstała nawet manga (już dość leciwa) - "Rontai Baby", a że jak wiemy moda z czasem wraca, to i może 'rontai' jeszcze się pojawi ;)


3. 読モ (dokumo) - skrót od 読者モデル (dokusha moderu - "czytelnik - model") i odnosi się do modelek - amatorek z kolorowych magazynów, które kiedyś były (lub nadal są) czytelniczkami danego magazynu.


4. 鬼女 (kijo) - czyli "wiedźma", poza swoim standardowym znaczeniem, jest jednocześnie skrótem od 既婚女性 (kikon josei - "mężatka/kobieta zamężna"), co w pewnych sytuacjach możne oznaczać to samo :P






środa, 28 października 2015

teścik ze słownictwa

Od jakichś 3 lat, gdy dostaję zajęcia z ćwiczeń lub konwersacji, robię częste testy ze słownictwa. Poprzednio były to kilkuminutowe testy co tydzień z 2 lekcji z "Minna no Nihongo" (lub z "New Approach" na 2 i 3 roku), a od tego roku są to co 2-tygodniowe testy z 4 lekcji. Zmieniła się też forma testów i tak pierwszy w tym roku teścik pierwszaków, składał się z dwóch zadań: 
1. Należało ze zbioru słów wykreślić to, które nie pasowało, np.
 学生 (gakusei - "uczeń")・先生 (sensei - "nauczyciel")・医者 (isha - "lekarz")・会社 (kaisha - "firma") - chyba wiadomo, które nie zalicza się do zbioru ;)

2.Należało w podane zdania wstawić takie słowo by całość stanowiła sensowną wypowiedź.

Rozumiem, że w pierwszym zadaniu mógł ktoś nie nauczyć się wszystkich słów i po prostu skreślił nie to, ale w drugim była pełna swoboda, można było naprawdę wybronić się na wiele sposobów, ale chyba niektórym bardzo się znaczenia słów pomyliły, a gdzieniegdzie też i gramatyka z tych pierwszych lekcji.

Poniżej kilka ciekawych przykładów kombinowania, które podziwiam :), ale niestety nie do końca poszło po myśli autorów.
1. Pytanie brzmiało いくらですか。 (Ikura desu ka - "Ile to kosztuje?") i w odpowiedzi było ....です。(desu). Wybrane odpowiedzi jakie się znalazły to (pozwoliłam sobie jako domyśli podmiot wstawić "ja"):
- 大学生です。 (Gakusei desu.) - "Jestem uczniem"
- 医者です。(Isha desu.)  - "Jestem lekarzem"
- はい、そうです。 (Hai, sou desu.) - "Tak, zgadza się". Aaaa tu ktoś uważał na zajęciach i zapamiętał, że w wielu tych prostych pytaniach o rzeczownik można wybronić się w ten sposób ;). Dobrze zapamiętał, ale いくら podobnie jak inne zaimki pytajne po prostu potrzebuje konkretnej odpowiedzi, więc tym razem ta odpowiedź się nie sprawdziła :)
- 先生です。 (Sensei desu.) - "Jestem nauczycielem"
- はい、いくらです。 (Hai, ikura desu.) - "Tak, ile kosztuje". Tu ktoś kombinował podobnie jak przy sou desu i gdyby pytano o konkretny przedmiot/osobę, to by się udało ^^.
- ポーランドです。 (Poorando desu.) - "To Polska."
- あそこです。 (Asoko desu.) - "Tam." Tu ktoś dobrze myślał, że mamy zaimek, tyle że znaczenie nie to.

2.Pytanie 何歳ですか。(Nansai desu ka. - "Ile masz lat?") i  moja ulubiona odpowiedź 私はポーランド人です。(Watashi wa Poorandojin desu. - "Jestem Polakiem"). Jeśli napisała to studentka (a nie pamiętam kto dokładnie), to w sumie słuszna odpowiedź :D. U nas nie wypada kobiety pytać o wiek, więc hasło "jestem Polką" powinno wystarczyć ^^ (ale oczywiście nie przeszło).

3.何時に_____か。(Nanji ni ____ ka. - "O której godzinie.....?") i tu można było wstawić dowolny znany czasownik, co też wiele osób zrobiło. Wielu też wstawiało samo です (desu), co niestety nie było ok, ale ktoś dobrze skojarzył, że chodzi o czas (w końcu to kanji już omawialiśmy), tyle że w lukę wstawił 時計 (tokei - "zegarek").

4.あの人は_____ですか。 (Ano hito wa ____ desu ka. - "Czy tamten człowiek to .....?"). Znowu, można było dać cokolwiek co ma sens i najczęściej ludzie kojarzyli to ze zwykłym pytaniem "kto to" dając だれ (dare - "kto"). Niemniej ktoś naprawdę lubi zegarki, bo pojawiło się właśnie 時計.

5. Moje ulubione zdanie, bo tu już naprawdę pełna inwencja twórcza :D. Zadnie brzmiało 今日は_____ですか。 (Kyou wa ____ desu ka.- "Czy dziś jest....?"). Jako, że nawet na zajęciach z kanji męczyliśmy dni tygodnia i miesiąca, to myślałam, że każdy wrzuci tam albo 何曜日 (nanyoubi - "który dzień tygodnia") albo jakiś konkretny dzień, ale nie. Chyba niektórzy zapomnieli co oznacza 今日 (choć znaczek na dzień/słońce był już na lekcjach z kanji i samo złożenie poza listą słówek, jest też w materiałach z kanji). No ale ok, doceniam próby i starania, bo puste miejsce to każdy potrafi zostawić, ale coś wpisać to już jest wyzwanie, a same próby świadczą o tym, że faktycznie siedzieli nad tymi słówkami :). Po prostu zapomnieli co to 今日.
I tak mamy "Czy dziś to....":
本 (hon - "książka")・先生 (sensei - "nauczyciel")・会社 (kaisha - "firma")・日本 (nihon - "Japonia")・銀行員 (ginkouin - "pracownik banku")・学生 (gakusei - "uczeń")・食堂 (shokudou - "stołówka")・ドイツ人 (doitsujin - "Niemiec")・何時 (nanji - "która godzina")・会社員 (kaishain - "pracownik firmy")

Pierwsze testy zawsze są najtrudniejsze, bo człowiek jeszcze nie wie jak ma się uczyć tak odmiennego języka obcego i na początku mimo dobrych chęci, może mu po prostu nie wyjść. Dlatego też nie zdziwiło mnie, że parę osób oblało, parę zaliczyło jako tako, ale też i 5 i 4+ nie brakowało :).
Niemniej, nawet jak komuś się nie udało, to ważne że spróbował i do testu podszedł uczciwie, bez ściągania ;)


czwartek, 22 października 2015

pozytywny

Dzisiejszy dzień mogę śmiało zaliczyć do udanych. Co prawda były problemy z dojazdami (jestem wdzięczna za podwózkę ^^), ale wiem, że bywała już większa tragedia (płonące 91, oh yeah).

A co do pozytywów:
1. We wtorek pierwszaki miały wprowadzone kanji, a dziś już je ćwiczyliśmy i choć minęło tak mało czasu, to ćwiczenia szły całkiem sprawnie :).

2. Drugi rok przeszedł w tryb "turbo gambaru" i poprosił o szybciutkie przerobienie gramatyki z obecnego podręcznika i przejście do nowego, by łatwiej im się pracowało z jeszcze jedną dodatkową książką. I tak dziś poszły 3 lekcje z książki i za tydzień pójdą kolejne 3, bo tyle nam brakuje by skończyć podręcznik. Na początku nie zrozumiałam ich prośby bo rzadko się słyszy "wincyj gramy, wincyyyyjjjj!" zamiast "nieeee, wolnieeeej, mniej nowego materiałuuuu", a tu nie dość, że szybko zrobiliśmy tyle gramatyki, to jeszcze udało się poczytać przygotowane na dziś komiksy ;).

3. Mój pies łaskawie, po raz pierwszy, postanowił nie zasikać dywanu (jedynego w całym mieszkaniu), tylko skorzystał z łazienki :D. Dobry Magister ^^.


wtorek, 20 października 2015

zastanówmy się chwilkę

Dziś miałam przyjemny dzień na uczelni. Po pierwsze, udało mi się zaparkować na parkingu przed wydziałem i nie musiałam wkurzać się na "kierowców" parkujących na 2-3 miejscach (tak, nawet na 3 można i to mając małe auto). Po drugie, moje pierwszaczki były dziś całkiem nieźle zdyscyplinowane, powolutku uczą się mówić (każdy pięknie powiedział o sobie z 4-5 zdań, choć na dzień dobry twierdzili, że nie ma takiej opcji), powolutku kojarzą, rozumieją coraz więcej (mina jednego studenta: "Boże, odgadłem; rozumiem; umiem odpowiedzieć" - bezcenna :D), no i hasło Stalin-chan mnie rozbroiło ^^.

Ale co jakiś czas dostaję też sygnały, że na niektórych zajęciach, prowadzonych przez innych wykładowców, coś jest nie tak. Zresztą moje też niepokojąco często nie wyglądają zbyt kolorowo. 
Poniżej prezentuję sytuacje, które spotkały mnie i/lub moich kolegów/koleżanki z uczelni. Prosiłabym by każdy kto czyta poniższe pytania zastanowił się, czy kiedykolwiek zachował się w ten sposób na jakichkolwiek zajęciach:
 - Czy rozmawiałeś na zajęciach pomimo upomnień nauczyciela by tego nie robić?
 - Czy nagminnie opuszczałeś zajęcia? (nie liczy się wizyta u lekarza czy choroba)
 - Czy w trakcie lekcji zamiast uczestnictwa w zajęciach: grałeś na telefonie/tablecie/konsoli/komputerze?
 - Czy w trakcie lekcji przeglądałeś Facebooka czy inne strony internetowe zamiast skupiać się na zajęciach?
 - Czy przeszkadzałeś w zajęciach bawiąc się jakimiś gadżetami?
 - Czy głośno przeklinałeś? (nie chodzi o pojedyncze, wyrywkowe wypowiedzi, których czasem można nie zauważyć, ale nagminne przeklinanie) 
 - Czy na testach ściągałeś pomimo upomnień by tego nie robić?
 - Czy nagminnie przychodzisz nieprzygotowany na zajęcia? (zalicza się w to częsty brak materiałów do nauki/ćwiczeń/podręcznika)
 - Czy pomimo upomnień nauczyciela olewałeś jego prośby i wracałeś do robienia rzeczy niezwiązanych z zajęciami?
 - Czy na danej lekcji zamiast uczestnictwa zajmowałeś się nauką na inne zajęcia?
 - Czy kiedykolwiek przyszedłeś na zajęcia pijany lub pod wpływem innych środków odurzających?


Nie jestem pewna, czy wymieniłam wszystkie sytuacje z jakimi się zetknęłam lub o których słyszałam, bo przez te 3 lata na uczelni trochę się tego zebrało.

Jeśli na choćby 1 pytanie odpowiedziałeś tak, to teraz postaw się w sytuacji nauczyciela. Pomyśl, że przygotowywałeś się przez kilka godzin do zajęć, wyszukałeś materiały, opracowałeś je, zrobiłeś notatki, pomoce naukowe dla uczniów. Następnie przychodzisz na zajęcia, a tu większość grupy nie ma materiałów lub nie ma większości grupy ... znowu. Przyszedłeś na zajęcia, starasz się je prowadzić, a tu kilka osób rozmawia ze sobą i tworzy się szum, nie słyszysz co odpowiada pytana osoba. Upominasz studentów, zaczynasz mówić i po chwili znowu słyszysz, że ktoś rozmawia ignorując twoją prośbę o ciszę. Próbujesz zaangażować studentów do ćwiczeń, albo tłumaczysz dane zagadnienie i widzisz, że kilka osób ma cię totalnie w dupie, gra na telefonie, przegląda jakieś strony czy bawi się jakimiś pierdołami. Upominasz ich, ale po jakimś czasie widzisz, że sytuacja się powtarza. 
Czy w takiej sytuacji czułbyś się komfortowo? Czy uważasz, że twoja wielogodzinna praca była tego warta? Czy czujesz się szanowany i doceniony?

Osobiście spotkałam się z niemal każdą z wymienionych sytuacji i to nie jednorazowo, ale wielokrotnie, żeby nie powiedzieć, że nagminnie. Na szczęście nie doświadczyłam jedynie tej najbardziej ekstremalnej, ale czasem mam wrażenie, że to tylko kwestia czasu... Współczuję za to osobie, która w trakcie zajęć musiała sobie poradzić i z tym problemem.

Nie krzyczę na studentów, uważam, że zachowuję się w stosunku do nich fair i oczekuję podobnego traktowania mojej osoby, ale czasem jest naprawdę nieciekawie i czuję, że cały mój trud poszedł na marne. Mam sporą cierpliwość, ale ona też ma swoje granice i bywały już sytuacje, że naprawdę miałam ochotę wstać, podziękować za takie zajęcia i wyjść z sali. 

Dlatego chciałabym by każdy z Was zastanowił się nad swoim dotychczasowym postępowaniem i jeśli coś było nie tak, to wyciągnął wnioski na przyszłość.

poniedziałek, 12 października 2015

"Nie będziesz mieć blogów cudzych przede mną" :D

Pewnie po przeczytaniu tytułu tego posta, część osób zrobiła wielkie oczy, ale już tłumaczę, to hasło jakie rzuciła dziś jedna ze studentek na naszych zajęciach ^^. Dziś było krótko (2 zajęcia + dyżur), ale i tak się działo, głównie na zajęciach z 3 rokiem ;). Na początku było moje wielkie zdziwienie, gdy zobaczyłam jaką w tym roku przydzielono mi salę. Dostałam w pełni skomputeryzowaną, z tablica multimedialną i w ogóle cud miód :D. Co prawda aż tak wypasionej nie potrzebuję i pisanie testów będzie nieco kłopotliwe, ale myślę, że uda nam się odpowiednio wykorzystać taką salę :). I nie mam na myśli przeglądania na necie zdjęć jedzenia. Ehhh głodne studenty. Minus z komputera dla każdego studenta jest też taki, że podczas omawiania dzisiejszego tekstu i dyskusji, niektórzy na bieżąco wyszukiwali zagadnienia z tekstu (lub skojarzenia z zagadnieniami). I tak mówiąc o 桜色 (sakura iro), czyli odmianie koloru różowego, nagle na jednym z monitorów widzę zdjęcia "majtkowego różu" przedstawionego na różowych gaciach XD. 
Z kolei jak mówiliśmy o zaimkach pierwszej osoby, to nagle na monitorze zauważyłam, że ktoś przeglądał ten blog. W sumie ok, w końcu jest post o zaimkach, ale zaraz pojawiła się strona innego bloga i tak właśnie padło hasło: "Nie będziesz mieć blogów cudzych przede mną" ;).

Z ciekawych interpretacji nowego słownictwa, to chyba na zawsze zapamiętam pewne tłumaczenie うば桜 (ubazakura), które dalej w lekcji było wyjaśnione m.in. jako きれいなおばあさん (kirei na obaasan - "ładna babcia"), ale nim to tłumaczenie się pojawiło, to jeden ze studentów zapytał o znaczenie tymi słowami: "MILF ですか。" ("Czy to MILF"). Eeeeee yyyyy eeeee nie ^^'. Ale doceniam próbę objaśnienia ;).

Jutro kolejny dzień zajęć i być może kolejne nietypowe pomysły studentów ^^.

piątek, 9 października 2015

Niewiele Ci mogę dać (testów ze słówek)

Wczorajszy mail od studentów mnie wzruszył i aż żal mi było napisać "nie mogę". Przykładam dość dużą wagę do regularnych testów by studenci na bieżąco wiedzieli jakie są ich postępy, co jeszcze kuleje i by czuli bat nad głową, że należny się uczyć systematycznie. Niestety z roku na rok ilość zajęć w siatce programowej jest zmniejszana i wtedy musimy rezygnować z niektórych rzeczy. W tym wypadku, o którym chciałabym powiedzieć, były to testy ze słownictwa, które na 1 roku robiłam z częstotliwością cotygodniową (w tym roku zmieniam na co 2 tygodnie i nieco inną formę). Taki króciutki test co tydzień miał 1 zadanie - zmusić do regularnej nauki słówek, których w każdym tygodniu pojawiało się sporo. Niestety, przez zmniejszenie ilości zajęć, trzeba z czegoś zrezygnować i tak 2 rok nie ma już ze mną ćwiczeń, a jedynie objaśnienia z gramatyki i pismo (oba przedmioty nadal będą dość często testowane), a 3 rok został u mnie jedynie z gramatyką i nawet pismo nam zniknęło całkowicie (a wraz z nim testy z kanji). 

Wczoraj zostałam poproszona o przywrócenie testów ze słówek i choć chciałabym, to nie mam już gdzie ich wcisnąć bez okrajania istotnych rzeczy. Już i tak pozamienialiśmy zajęcia z pisma, by nie tylko ćwiczyć kanji, ale i mówienie, a zajęcia z gramatyki bazujące na podręczniku "New Approach", też poza objaśnieniami nowych form, będą zawierać ćwiczenia. Jedynie do testów gramatycznych mogę dodać więcej zadań sprowadzających słownictwo, ale tryb cotygodniowych testów przy obecnej ilości godzin raczej nie wróci :(
To co mogę teraz polecić osobom spragnionym testowania słownictwa, to programy, o których pisałam tu.

czwartek, 8 października 2015

pierwszy dzień pracy w nowym roku

Skończyło się wolne, czas powrotu na uczelnię i wkurzania się, że już o 9 nie ma gdzie auta zaparkować.
Dziś postanowiłam wtopić się w tłum ubierając trampki i bluzę w liski/kotki (nie wiem co to), a wtopienie było na tyle skuteczne, że przy odbieraniu klucza pani musiała sprawdzić czy faktycznie jestem wykładowcą :). Niemniej w tym roku nie chciało mi się robić jaj ze studentów 1 roku tak jak rok temu (kto nie kojarzy niech przejrzy archiwum bloga).

Pozytywnie zaskoczyła mnie liczebność grup pierwszorocznych, bo bałam się, że będą sporo liczniejsze, a tu nawet znośnie :). Oczywiście pierwsze zajęcia z nimi to głównie wprowadzenie do fonetyki i kany, a kolejny tydzień będziemy tłuc kanę aż do porzygu, ale jest to konieczne nim ruszymy z podręcznikiem.
Ciekawe ile czasu zajmie mi zapamiętanie wszystkich nowych twarzy i imion, bo z tym zawsze mam problem. Oczywiście mąż przypomniał mi patent z serialu, który w sumie nie jest zły XD.



Tak poza pierwszakami, miałam też zajęcia powtórkowe z 2 rokiem i dobrze, że nastawiłam się na delikatną powtórkę bo ojojoj słownictwo uleciało im z głów (nie mówiąc o gramatyce). Słychać było, że nieliczni powtarzali japoński przez wakacje, ale choć pierwsze zajęcia były dość oporne z mówieniem, tak drugie (z pisma), na których czytali mangę i mi ją streszczali po japońsku, wypadły już lepiej. Również okazało się, że komiksy są fajnym dodatkiem do zajęć z pisma, bo choć nie ma w nich za dużo kanji, to jednak mogę dzięki nim przećwiczyć również rozumienie tekstu i mówienie. Styczność z potocznym japońskim też jest na plus.

W poniedziałek czekają mnie pierwsze, powakacyjne zajęcia z 3 rokiem i też ciekawe jak pójdzie po dłuższej przerwie, a tymczasem muszę pomyśleć co każdej grupie zaserwować w następnym tygodniu ^^.

 

czwartek, 1 października 2015

"Słowo na niedzielę" - wrzesień 2015

1.スタバ (Sutaba) - to po prostu skrót od スターバックス(Starbucks).



2. 大丈V (daijoubui) - znaczenie takie samo jak przy 大丈夫 (daijoubu - "ok, w porządku"), ale tu bardziej chodzi o sam zapis, gdzie V (odczytywane z angielskiego jako 'bui' - tak, wiem, wiem...) to znany wszystkim gest zwycięstwa. Inny spotykany zapis to 大丈v(^ー^)v.


3. シカメ (shikame) - połączenie シカト (shikato - "ostracyzm, ignorowanie kogoś") i メール (meeru - "email"). Zdarzyło wam się dostać maila/sms i go olać? No to to właśnie to :).


4. 黒歴史 (kurorekishi) - dosłownie "czarna historia", czyli rzeczy z przeszłości, o których wolelibyśmy zapomnieć.

czwartek, 24 września 2015

ćwiczenia z mówienia

Jeśli weźmiemy do ręki pierwszy lepszy podręcznik do japońskiego na poziomie początkującym (choć w sumie nie tylko), to wszelkie obrazki czy dialogi zawsze dotyczą rzeczy, z którymi można spotkać się na co dzień, np. wizyta u lekarza, w sklepie, zapraszanie kogoś do siebie czy pytanie o drogę. Nie mówię, że to źle, bo naprawdę warto przećwiczyć jak się zachować w realnej sytuacji, ale nie oszukujmy się, klepanie po raz n-ty takich standardów jest nudne. Do tego, jeśli mamy konkretny dialog/tekst i pytania do niego, to bardziej nieśmiałe osoby mogą się zamknąć w sobie i nie odezwać na lekcji. Oczywiście sprawdzanie poprzez pytania, czy dany tekst został zrozumiany jest normalnym ćwiczeniem i jest to w mojej ocenie niezbędne, ale jeśli chcemy po prostu zmobilizować kogoś do mówienia, to to ćwiczenie już nie koniecznie spełni nasze oczekiwania.
Dlatego też, już jakiś czas temu, wspominałam na 'fanpejdżu' o wprowadzeniu dodatkowych ćwiczeni na mówienie, opartych na obrazkach niezwiązanych z żadną formą gramatyczną, żadnym konkretnym dialogiem czy tekstem. 
Przykład takiego obrazka: 


Oczywiście, nim wprowadzę te ćwiczenia na studiach, muszę jeszcze troszkę poczekać, bo rok akademicki jeszcze się nie rozpoczął, ale przećwiczyłam już ich zastosowanie na korepetycjach ;). Jaki wynik? Rewelacyjny :D. Mając przed sobą dość nieśmiałą osobę, która nie ma większego problemu z pisaniem po japońsku czy rozwiązywaniem standardowych zadań, ale przy swobodnej konwersacji nieco się wycofuje, tu nagle się otworzyła i nie miała problemu z mówieniem :D. Co prawda, ten uczeń nie wie, że prowadzę blog, więc nie zna ani Godzilli ani Janusza (alpakę rozpoznał, że to alpaka), ale nie przeszkadzało mu to w opowiedzeniu co też mogło wydarzyć się na danym obrazku, a postaci nazwał po swojemu. Dodatkowo, nie rysując tła, każdy może umieścić dane postaci w dowolnej scenerii i w związku z tym opisać całą sytuację jak i uczucia jakie mogą towarzyszyć postaciom w wymyślonej sytuacji. Różne też mogą być powody dla których postacie wyglądają tak, a nie inaczej, np. mając Godzille z podbitym okiem możemy podać dowolny powód zaistnienia takiej sytuacji, np. Alpak go pobił bo był zazdrosny o Janusza; Godzill sam  sobie przywalił, bo tak lubi; spadł na niego gołąb; przytulił ziemię po pijaku itd.
Ponadto nie ukrywam, obrazki są zwykle zabawne, przez co znika napięcie i stres związany z mówieniem na zajęciach. Gdy jesteśmy rozluźnieni od razu łatwiej nam wymyślić cokolwiek by nawiązać dialog.

Na zajęciach na pewno nie zrezygnuję całkowicie ze standardowych pytań do teksu, bo chciałabym wiedzieć czy to co czytam z uczniami jest dla nich zrozumiałe, ale poza takimi ćwiczeniami na pewno wprowadzę też właśnie te luźniejsze rozmówki, które mam nadzieję zmotywują każdego do wypowiedzenia choćby jednego zdania :).

środa, 2 września 2015

Keigo-kacja - 12

Czasami potrzebujemy czyjejś pomocy, chcemy się kogoś poradzić lub po prostu potrzebujemy przez chwilę jego atencji. Jak byście standardowo zapytali, czy ktoś ma chwilkę? Jeśli odpowiedź brzmi: 今暇ですか? (Ima hima desu ka?) - "Czy jesteś teraz wolny?" - to bardzo dobrze :). Ta forma już jest grzeczna, bo w końcu ma końcówkę desu, a nie jest to samo 今暇? (Ima hima?). Niemniej jak już wiecie, można jeszcze to ugrzecznić ;).

①. 後でお時間を~ (Ato de ojikan o~) - "Potem/ w późniejszym czasie~"
例:後でお時間をいただけますか。(Ato de ojikan o itadakemasu ka.) - "Czy byłbyś tak uprzejmy by później poświęcić mi nieco czasu?"
②.お手すきの時に~ (Otesuki no toki ni) ・お手すきの際に (Otesuki no sai ni)~ - "W wolnej chwili/gdy masz czas"
お手すきのときに、少しお時間をいただけませんか。(Otesuki no toki ni, sukoshi ojikan o itadakemasen ka.) - "Gdy będziesz wolny, to czy nie mógłbyś poświęcić mi chwilkę?"


wtorek, 1 września 2015

"Słowo na niedzielę" - sierpień 2015

1. ソー活 (sookatsu) - połączenie słów ソーシャルネットワーク (soosharu nettowaaku - "social network") z 就職活動 (shuushoku katsudou - "poszukiwanie pracy") . Całość daje nam "szukanie roboty przy pomocy portali społecznościowych".

2. ブログる (buroguru) - aż dziw bierze, że to słowo jeszcze się tu nie pojawiło :D. Jeśli do katakańskiego 'burogu' dodacie końcówkę czasownika 'ru', to wyjdzie "blogowanie". Tak, takie słowo na serio istnieje i nie jest to kolega "spaderu"; "przejebatsu" i innych pol-japów ;).

3. あちゃあ (achaa) - słowo, które ponoć "narodziło się" w tym samym roku co ja, więc do najmłodszych nie należy ;). To takie delikatne wyrażenie naszego wkurzenia gdy, np. przywalimy w szafę małym palcem u nogi, albo wdepniemy skarpetą w mokre. Czyli można by przetłumaczyć na polski jako "o kurcze", "o motyla noga" :D.


4. ポチる (pochiru) - połączenie końcówki czasownikowej z onomatopeją ポチッ (pochi), będącej dźwiękiem klikania. Całość daje nam nie tyle samo klikanie na komputerze, co kupowanie przez internet (np. wciskanie guzika "kup teraz").


5. もてぷよ (motepuyo) - połączenie słów モテる (moteru - "pociągać przeciwną płeć/być atrakcyjnym") i ぷよぷよ (puyopuyo - "być jak galaretka"). Co jest seksowne i "galaretowane"? Grubsze dziewczyny o ładnej twarzy ;).




piątek, 28 sierpnia 2015

ćwiczenia których nie lubię

Nim zacznę moje wywody, spójrzcie na poniższy cytat, do którego chciałabym się odwołać:

Przypomnijmy jednak przytoczoną już wcześniej tezę, iż to opinia uczniów, a nie nauczyciela przesądza o rzeczywistej atrakcyjności lekcji.” (Komorowska, 2002:56)

Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Nieraz i mnie zajęcia po prostu nie wyszły. Przyniosłam materiały, miałam nadzieję, że będzie fajnie, a wyszła kiła i mogiła. Cóż, bywa, trzeba wyciągnąć wnioski dlaczego się nie udało.
Często (choć nie zawsze) jest to wina nudnych ćwiczeń. Sama osobiście nienawidzę dryli językowych, czyli zadań, w których mamy podany przykład rozwiązania i każde kolejne zdanie możemy po prostu podstawić do wzoru i bezmyślnie, mechaniczne rozwiązywać. Rozumiem, że taka automatyka działania ma za zadanie wyuczenie się na pamięć wzorca danego zdania, który możemy później podstawiać w innych sytuacjach i budować poprawne wypowiedzi. Niemniej sama przy takich ćwiczeniach wyłączam myślenie, lecę z automatu i prawdopodobnie większość moich uczniów robi dokładnie to samo, a co za tym idzie, ćwiczenie nic nie ćwiczy. Przykładem takich dryli jest cała sekcja "renshuu B" z "Minna no Nihongo", którą omijam szerokim łukiem. Tego typu ćwiczenia pojawiają się też w ćwiczeniówce do Minny, z której korzystam, gdy już naprawdę nie miałam czasu i siły na tworzenie lepszych ćwiczeń (zwykle tak jest od maja do sesji z racji natłoku ostatnich testów + poprawek jak i zaległych wypracowań oddanych do sprawdzenia), ale staram się je pomijać na rzecz tych nieco lepszych, wymagających odrobiny zastanowienia.

Czy pozostałe ćwiczenia jakie robię ze studentami uważam za cud miód? No nie do końca, bo o ile mogą spełniać swoje założenia (ćwiczą daną formę, którą chcę przećwiczyć), to mogą być właśnie nudne (świetny przykład to również ćwiczeniówka do "New Approach" - sorry moi 2- i 3-roczni). Dlatego od kilku dni intensywnie myślę jak w miarę możliwości urozmaicić zajęcia z ćwiczeń. Na całe szczęście nie tylko ja te ćwiczenia prowadzę, bo grupy mają jeszcze 2 innych wykładowców, ale to nie zwalnia mnie z kreowania przydatnych i ciekawych lekcji. Skoro już zmieniłam formę zajęć z kanji, to czas na zmiany w ćwiczeniu gramatyki.

A jakie ćwiczenia Wy uważacie za dobre, a na które reagujecie alergicznie? 


Cytowana książka: Komorowska, H. (2002). Metodyka nauczania języków obcych.  Fraszka Edukacyjna. Warszawa.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

反対語 (hantaigo)

Antonimy, czyli wyrazy przeciwstawne, są chyba w  każdym języku (bo nie wyobrażam sobie jak mogłoby ich nie być) i warto je znać. Ostatnio oglądam programy o języku japońskim, skierowane do japońskich dzieci i wpadłam na pomysł by i Was przetestować ze znajomości hantaigo ;). Przykłady od 1 do 15 są zaczerpnięte z programu, czyli pierwszoklasiści powinni je znać (choć w programie niektórzy dorośli z sondy ulicznej mieli z niektórymi problem), a pozostałe 5 to moje propozycje. Czasem prawidłowa jest więcej niż 1 odpowiedź, a swoje propozycje antonimów (nie wszystkich, jeśli ktoś wszystkich nie zna) możecie wpisywać w komentarzach ;)

Powodzenia (^_^ )


1.(ひがし)
2.(のぼ)
3.(はや)い⇔
4.(おお)きい⇔
5.(かしこ)い⇔
6.(わる)い⇔
7.得意(とくい)  
8.(わたし)
9.(そら)
10.(あたま)
11.(うそ)
12.(みず)
13.(たましい)
14.()(もの)
15.(やま)
16.赤字(あかじ)
17. (あか)るい⇔
18. (うれ)しい⇔
19. (くも)り⇔
20. ()

środa, 19 sierpnia 2015

nauka słownictwa


Są wakacje, więc jak co roku, staram się jak najwięcej zrobić nowych materiałów, z których później korzystam w czasie roku akademickiego. Pewnie niektórzy (tak jak moi rodzice) myślą, że w ciągu 3 lat od kiedy zaczęłam uczyć na uniwersytecie, mam już wszyściutko gotowe, no bo przecież uczę tylko 1 przedmiotu - język japoński. Oj jak bardzo, ale to bardzo takie osoby się mylą ^^'. Fakt, część rzeczy mam już gotowych, ale co roku uczę też inne roczniki niż dotychczas, dochodzą mi inne przedmioty (np. od października po raz pierwszy będę tłumaczyć gramatykę na 2 i 3 roku), więc tworzenie nowych pomocy trwa i trwa. Nawet to co już jest, ciągle wymaga udoskonalenia i tak 8-12 h spędzonych na tworzeniu 1 pliku materiałów do pisma, to dopiero połowa sukcesu, bo od zeszłego semestru zmieniłam koncepcję prowadzenia zajęć z kanji i teraz kolejne godziny lecą przy robieniu nowych ćwiczeń do już powstałych materiałów ;).
I tak właśnie od powrotu znad naszego pięknego morza, do którego nie ma dostępu, gdyż Janusze od świtu robią zasieki z parawanów, siedzę i męczę się nad stworzeniem sensownych objaśnień dla moich drugo~ i trzecioroczniaków. A ponieważ powolutku dostaję konwulsji przy wertowaniu słowników gramatycznych, to postanowiłam napisać post o tym, jak sama uczę się słówek.


Zacznę od tego, że pamięć mam fatalną. Zawsze miałam problemy z nauką języków i zapamiętaniem nowych treści, ale mam wrażenie, że po pewnym incydencie pod koniec studiów, ta pamięć jeszcze dodatkowo wzbogaciła się o czarne dziury zasysające każdą nową informację. Jeśli nie spędzam co najmniej 15 minut dziennie na nauce słówek, to one puff! Znikają szybciej niż kasa z portfela.

Na początku studiów niezbyt przykładałam się do regularnej nauki słownictwa, co prawdopodobnie odbija się na moim japońskim do dzisiaj. Później (tak od 2 roku - chyba...) siedziałam już dzień w dzień nad listą słów z kolejnych lekcji. Jak oceniam tę metodę nauki? Kijowo... Zamiast uczyć się pojedynczych słów, uczyłam się podświadomie ich kolejności na liście, przez co niemal z pamięci dyktowałam je po kolei, ale zapytana na wyrywki wyskakiwał mi w mózgu 'system error'. 
Z czasem zaczęłam uczyć się z ręcznie robionych fiszek, które gromadziły się w takiej ilości, że po pewnym czasie były wszędzie. Samo ich robienie było dość czasochłonne, więc systematyczność ich robienia dość kulała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że są fiszki w wersji elektronicznej, no ale pierwszego lapka dorobiłam się dopiero na 3 roku, bo licencjat wypadało napisać na czymś lepszym niż kamulcu z tekstem wyrytym dłutem. Niemniej, dopiero na 4 roku w końcu zaczęłam korzystać z programów do fiszek i korzystam z nich niezmienne no dziś.



Pierwszy program, który chciałabym przedstawić to "Anki" (暗記 - anki - "zapamiętywanie"). Obecnie dostępny jest nie tylko na PC, ale też tablety i telefony i właśnie, już od jakiegoś czasu, korzystam wyłącznie  z wersji na Androida. Sam program (ten Androidowy) można pobrać stąd, a komputerowy stąd. Polecam od razu utworzyć sobie konto online (tu), bo w ten sposób można odpalić dokładnie te same karty (zapisane tam gdzie skończyliście) na dowolnym urządzeniu. Parę lat temu takich bajerów nie było i moje wyniki przy każdym formacie leciały w kosmos. 
Lubię "Anki", bo ma bardzo rozbudowaną bazę gotowych zbiorów kart do wielu języków oraz przedmiotów (tak, biologia czy chemia też się znajdą), ale jak ktoś chce to może też tworzyć swoje. Ja ze względu na swoje lenistwo wolę przerabiać już istniejące, bo program daje taką możliwość w trakcie nauki. 


Niemniej w "Anki" przeszkadzało mi nieco, że moja wiedza sprawdzana jest  tylko w 1 sposób, tzn. mam słowo i muszę odpowiedzieć jak ono brzmi i co oznacza. Nie było (przynajmniej w tych taliach co mam załadowane) bardziej różnorodnych ćwiczeń, które sprawdzałyby czy potrafię odgadnąć słowo ze słuchu, zapisać je, czy do podanego znaczenia dobrać japoński odpowiednik.

Dlatego też naukę z "Anki" uzupełniam "Kanji Senpai" (do pobrania tu). Tu mamy tylko talie słówek ułożone według JLPT, a nie np. zagadnień gramatycznych jak w "Anki", ale za to poznane słownictwo jest sprawdzane na kilka sposobów. Darmowa wersja nie zawiera audio, ale można je sobie dokupić. Najpierw zaczęłam korzystać z "Kanji Senpai" na telefon, ale szybko się zniechęciłam, bo ekran mały i łatwo było kliknąć w nie tę odpowiedź co potrzeba. Dopiero jakiś czas temu jedna ze studentek przypomniała mi o tym programie, a że już mam tablet, to teraz korzysta mi się o wiele lepiej ^^.

Jest jeszcze jeden program, który wielu poleca, a mianowicie Obenkyo. Dawniej, pamiętam, że można było uczyć się z niego i ćwiczyć kanę, kanji, słownictwo i nawet gramatykę (choć chyba nie na wszystkie poziomy JLPT). Jednak ostatnio nie dość, że została tylko kana, kanji i liczby, to jeszcze jest tylko hiszpańska (?) wersja językowa, a przez błąd w programie, nie da się zmienić ustawień języka. Dlatego też tego programu póki co nie polecam. 

Na sam koniec info, które powinno być czymś oczywistym, ale pewnie na dla każdego jest. Programy na bazie supermemo dają taką ilość słów do powtórki jaką sobie nie tylko ustawiliśmy, ale też przerobiliśmy. Czyli nie ma co szarżować i robić po kilkadziesiąt (kilkaset?) słów dziennie, bo w dziennej powtórce ta liczba wzrośnie już do kilku tysięcy, a to zaburza efektywną naukę. Lepiej małymi kroczkami poznawać nowe słówka niż zalać się masą słownictwa, którego nie będziemy w stanie ogarnąć.

sobota, 1 sierpnia 2015

"Słowo na niedzielę" - lipiec 2015

1. ブサメン (busamen) - połączenie słów 不細工 (busaiku - "brzydki") i 面 (men - "twarz") lub angielskiego "men". Całość daje nam brzydkiego chłopa.

2. おなべ (onabe) - mimo że w zapisie to "szanowny garnek" to z gotowaniem nie ma to nic wspólnego. Onabe to kobiety, które w wyglądzie i zachowaniu są dość męskie. To słowo stosuje się też do określenia "faceta" w parze lesbijek. Jednak ze względu na negatywny, dyskryminujący charakter tego słowa, nie polecam otwarcie tak kogokolwiek nazywać.

3. おかま (okama) - kolejny (oczywiście wyłącznie w dosłownym tłumaczeniu) "szanowny dzbanek/kociołek" - odpowiednik onabe, ale w odniesieniu do mężczyzn, czyli facet o zachowaniu i wyglądzie kobiety lub gej.

4. ユニバレ (yunibare) - zostać nakrytym na noszeniu ciuchów z sieci ユニクロ (Yunikuro - "Uniqlo"). Samo słowo to połączenie nazwy firmy z バレる (bareru) - "wyjść na jaw (tajemnica/kłamstwo"). Ubrania z tej firmy są kojarzone z taniochą i tandetą, dlatego niektórzy mogą się wstydzić, że chodzą w takich ciuchach.



sobota, 25 lipca 2015

'aisatsu' nieco inaczej

Dziś postanowiłam zajęć się jednymi z pierwszych słów, jakie chyba każdy (nawet ci, którzy nie mówią po japońsku) kojarzy właśnie z językiem japońskim, a są to:
さようなら (sayounara) - "do widzenia"
こんにちは (konnichiwa) - "dzień dobry" (po południu)
こんばんは (konbanwa) - "dobry wieczór" 

Co może zaskakiwać w tych słowach? Na pierwszy rzut oka nic. I laik i osoba znająca japoński po prostu skojarzy je z ich współczesnymi znaczeniami. Tyle. A co jeśli okaże się, że dawniej nie do końca miały takie znaczenie, a co lepsze, obecne formy to jedynie skróty?  

Oryginalnie 「さようなら」 (sayounara) to skrót od さようならば (sayounaraba), co oznaczało dokładnie to samo co współczesne:「それならば」(sorenaraba), 「しからば」 (shikaraba), 「そういうことでしたら」 (sou iu koto deshitara) -  "jeśli tak/jeśli tak ma być to...", ale obecnie nie posiada takiego znaczenia, a bliżej temu słowu do 「これにて失礼いたします」 (kore nite shitsurei itashimasu), czyli grzecznego stwierdzenia, że teraz sobie pójdziemy i w związku z tym przepraszamy za to naszego rozmówcę. Tę samą etymologię posiada さらば (saraba - "żegnaj"), ale w przeciwieństwie do さようなら już właściwie nie używamy tego słowa, stało się archaizmem. 
Czyli tak skrótowo, さようなら dawniej było używane w ten sam sposób, co współczesne それでは (soredewa), それじゃあ (sorejaa), では (dewa), じゃ (ja) - "więc/skoro tak to...", ale stało się zwrotem grzecznościowym oznaczającym pożegnanie.


「こんにちは」(konnichiwa) to skrót od  「今日は、よいお日柄で」 (Konnichi wa, yoi ohigara de) - "Dziś (życzę ci) udanego dnia".
「こんばんは」(konbanwa) pochodzi od 「今晩は、よき穏やかな晩です」 (Konban wa, yoki odayaka na ban desu.) - "Dzisiejszy wieczór prawdopodobnie będzie spokojny".
W obu powyższych przypadkach już chyba każdy uczący się japońskiego widzi, dlaczego 「こんにちは」 i 「こんばんは」 mają na końcu は odczytywane nie jako ha, ale jak partykułę wa, którą w rzeczywistości jest. Zawsze powtarzam to na pierwszych zajęciach z japońskiego, ale przykłady przedstawiające pochodzenie tych słów, zapewne pełniej obrazują dlaczego jest tak, a nie inaczej.


Temat posta prosty, ale mam nadzieję, że nawet ci bardziej obeznani w japońskim znaleźli w nim interesujące informacje :).

Bibliografia:
大森亮尚 (おおもり・あきひさ). (2012).[日本人の謎] なぜ、ことばを省略したがるのか?

wtorek, 14 lipca 2015

Kobiety są z Wenus a Motomyszy z Marsa

Ileż to razy albo słyszeliśmy, albo gdzieś w necie czytaliśmy, że faceci nie rozumieją kobiet i vice versa. Ja sama czasem nie rozumiem kobiet, ale to może tylko moje dziwactwo. Prawdą jest jednak, że kobiety i mężczyźni (nie wszyscy i nie zawsze) posiadają nieco odmienne strategie komunikacyjne i dziś chciałabym właśnie wspomnieć nieco o 女性語 (joseigo - "języku kobiet") i 男性語 (danseigo - "języku mężczyzn"), choć od razu zaznaczam, będzie to informacja bardzo skrótowa.

Zacznijmy może najpierw od naszego podwórka, czyli języka polskiego oraz języka obcego, z którym mamy największą styczność, czyli angielskiego. Pewnie wielu z Was nie ma pojęcia, że takie rozróżnienie na mowę mężczyzn i kobiet występuje w tych językach. W przypadku polskiego pewnie pierwsze co Wam się nasunie to odmienne końcówki czasownika, bo przecież "ja robiłem" i "ja robiłam". Ale tak naprawdę mowa kobiet i mężczyzn to coś o wiele bardziej skomplikowanego. 

Już początkiem XX w., a dokładniej w 1922 r. za sprawą publikacji Otto Jespersena 1922 pt. "Language: Its Nature, Development, and Origin" poruszono temat 'język a płeć', ale pierwsza większa fala publikacji w tym temacie pojawiła się dopiero w latach 70'tych, czyli w czasach wzmożonego ruchu feministycznego. Początkowo opisywano mowę kobiet jako odchylenie od normatywnej, wzorcowej mowy mężczyzn i głównie skupiano się na różnicach a nie na podobieństwach. Nie mówię, że dawniej nie było ich więcej, ale obecnie wiele różnic po prostu się zaciera, a język bardziej unifikuje. Zresztą, patrząc na wypunktowane poniżej elementy mowy, sami sobie odpowiedzcie czy Wy, przedstawicie owych płci, zawsze mówicie z zachowaniem tych cech, czy może tylko częściowo lub wcale?

Zacznijmy od najczęściej cytowanej i niejednokrotnie krytykowanej analizy jaką przeprowadziła Lakoff (1975) odnośnie mowy kobiet:
- Bogactwo specyficznego słownictwa - eufemizmów.
- Stosowanie pytań dodanych. – angielskie question tags.
- Unikanie jasnych wypowiedzi.
- Hiperpoprawność gramatyczna.
- Kobiety więcej przepraszają.
- Użycie modalnych konstrukcji (can, could, would, should).
- Unikanie wulgaryzmów.
(Arabski, 2013:14; Lakoff, 1975; Ueno, 2003:94-95)

Następnie spójrzcie na uzupełnienie jakie dali A. Mulac, T. Lundell i J. Bradac (1986) odnośnie mowy kobiet i mężczyzn:
  • Mowa mężczyzn:
- wokalizacja pauz (np. „yyy”, "hmmm", "eee")
- podawanie własnych opinii (np. "najlepiej zrobić tak....")
- popełnianie błędów gramatycznych
- używanie dłuższych słów, specjalistycznej terminologii
- częste stosowanie zaimka osobowego „ja”
- odniesienia do większej grupy ludzi (np. „większość/ wszyscy wiedzą, że...”)
  • Mowa kobiet:

- odniesienia do stanów emocjonalnych (np. „co mnie zdziwiło, zaskoczyło...”)
- niepewność wypowiedzi (np. „wydaje mi się...”)
- używanie bardziej rozbudowanych zdań
- stosowanie pytań o potwierdzenie, pytań dodanych odpowiadających angielskim question tags (np. „..., prawda?”, „...czyż nie”, „..., co nie”)
- stosowanie opozycji w celu złagodzenia własnej wypowiedzi (np. „powinieneś to zrobić, ale ...”)
- używanie pytań retorycznych
- stosowanie funkcji fatycznej w postaci przerywników, np. „acha”, „no tak”, „racja”
- stosowanie intensyfikatorów np. „tak bardzo”, „ogromnie dużo”, „niezmiernie”

A na koniec coś bardziej współczesnego, czyli analiza jaką przeprowadziły K. Oppermann i E. Weber (2000) na zlecenie Institut fuer Neue Wirtschafts –Rhetorik w Brunschwiku. Ich badanie polegało na zapytaniu ankietowanych, czy istnieje rozróżnienie na język kobiet i mężczyzn. Z pośród 98 ankietowanych 92 osoby potwierdziły istnienie różnic między mową kobiet i mężczyzn, 3 osoby podały, iż prawdopodobnie takie rozróżnienie jest, a 3 zaprzeczyły istnieniu takiej mowy. A oto wyniki:
  • Cechy języka mężczyzn:
- bezpośredniość
- brak lub skąpa ilość szczegółów
- głośny ton wypowiedzi
- przerywanie rozmówcy
- używanie krótkich zdań
- asertywność
- brak emocji
  • Cechy języka kobiet:

- pasywność
- chaos w argumentacji
- łagodny ton wypowiedzi
- poszukiwanie potwierdzenia swoich racji
- ostrożność
- znaczna ilość pytań
- emocjonalne podejście do rozmówcy i wypowiedzi
- brak precyzji

Jak widzicie część z wymienionych cech, powtarza się, ale skąd w ogóle takie różnice? Według Lakoff wynika to z odmiennego sposobu wychowania dziewczynek i chłopców. Kto z Was nie słyszał "chłopaki nie płaczą", "dziewczynki nie mówią w ten sposób"? Ano właśnie, od dziewczynek oczekuje się, że będą grzeczne, ułożone, opiekuńcze, a chłopcy mają być twardzi. Inna z teorii mówi o odmiennej budowie mózgu, gdzie u kobiet ośrodek mowy jest zarówno w półkuli lewej jak i prawej, przez co szybciej uczą się mówić, ale też ich wypowiedzi są bardziej nacechowane emocjonalnie. U chłopców mowa jest tylko w lewej półkuli przez co wypowiedzi są bardziej logiczne, ale przy uszkodzeniu mózgu, mężczyzna może całkowicie utracić zdolność mówienia, a u kobiety prawa półkula przejmie funkcję lewej i nadał zachowa zdolność mowy. 

W mojej ocenie jedno jak i drugie, to jest i budowa mózgu, ale przede wszystkim wychowanie, może wpływać na rozróżnienie w sposobie komunikacji kobiet i mężczyzn.

Ok, to teraz przejdźmy do tego co Was najbardziej interesuje, czyli joseigo i danseigo. Styl wypowiedzi Japonek jest uważany za element tradycyjnej kultury, którego celem jest podkreślenie piękna i kobiecości osób, które się nim posługują. Ale pomimo, że jest teoria, według której rozróżnienie na mowę kobiet i mężczyzn powstało już około XIV w., to jednak wszelkie dowody wskazują, że nastąpiło dużo później, bo w epoce Meiji (1868 - 1912) i jest to miks wpływu zachodniej cywilizacji oraz ideału ryōsai kenbo („dobra żona i mądra matka”). Czyli tyle jeśli chodzi o tradycyjną kulturę. Oczywiście wyobrażenie jaki jest japoński genderlekt (czyli mowa płci), a jak jest w rzeczywistościz jego użyciem, to dwie odrębne sprawy.

Najpierw informacje jak te mowy są stereotypowo postrzegane.

Japoński język kobiet często jest interpretowany podobnie jak jego zachodni odpowiednik, jako pozbawiony siły, okazujący uległość oraz niższy status społeczny kobiety (Ide, 1982; Okamoto, 1995; Smith, 1992), delikatny, subtelny, pozbawiony bezpośredniości, grzeczny (Okamoto, 1995; Reynolds-Akiba, 1993; Shibamoto, 1985; Smith, 1992). Cechuje się licznymi honoryfikatorami w postaci prefiksów „o” i „go”, pytaniami dodanymi, specyficznymi partykułami końcowymi, takimi jak wa (わ), kashira (かしら), czy typowymi dla kobiet zaimkami osobowymi - atashi (あたし) czy atakushi (あたくし). Natomiast w mowie męskiej występują partykuły końcowe - ze (ぜ), yo (よ), na (な) - podkreślające siłę wypowiedzi i stanowczość oraz zaimki pierwszej osoby takie jak boku (僕) czy ore (俺) (Ueno, 2003:95). Do tego możemy dodać też kotobazukai, czyli pewne słowa i wyrażenia o wydźwięku bardziej slangowym.

Ponieważ wypisanie wszystkich elementów jednej jak i drugiej mowy jest bardzo trudne (a dodatkowo post byłby strasznie długaśny), to zamiast wyszczególnienia ich tutaj, odsyłam do listy utworzonej w 2010 przez The Japan Foundation Japanese-Language Institute: Link (należy kliknąć w dział postacie i wybrać chłopiec lub dziewczynka). Oczywiście ta lista też zawiera tylko niektóre cechy, a nie wszystkie.

Tak jak pisałam, są to stereotypowe wyobrażenia o mowie płci w japońskim, a czy każdy tego przestrzega zawsze i wszędzie? Nie. Według badań, np. małe dziewczynki (w wieku przedszkolnym) niejednokrotnie mówią o sobie boku i dopiero idąc do pierwszej klasy podstawówki uczą się, by siebie nazywać watashi. Dzieciaki w gimnazjum, liceum i wczesnych latach studiów też niejednokrotnie mieszają ze sobą style. Np. Ide (1993) w swych badaniach nad współczesną młodzieżą zaobserwowała, że chłopcy częściej stosują partykułę końcową łagodzącą wypowiedź (kashira), a z kolei dziewczęta stosują (daze) czyli partykułę końcową służącą do emfazy swojej wypowiedzi. Sama robiłam analizę blogów osób w wieku kilkunastu, 20 i 30 lat odnośnie użycia mowy genderowej i przemieszanie było obecne. Również w komiksach postacie męskie i żeńskie nie zawsze mówią zgodnie ze standardami, bo być może te standardy są błędne? 

Oczywiście joseigo i danseigo są dostrzegalne w mowie potocznej, a im wyższy poziom honoryfikatywności, tym większa unifikacja mowy i po takich wypowiedziach czy tekstach nie sposób odgadnąć płci autora. 

Być może dawniej bardziej zwracano uwagę, by kobiety i mężczyźni wyrażali się według wymyślonego wzorca, ale już w epoce Meiji byli buntownicy mówiący tak jak im wygodniej, np w owym czasie powstał  jogakusei kotoba ("język studentek") uważany za grubiański, bo nie zgodny z wymyślonymi normami. W związku z tym czy należy się uczyć elementów  joseigo danseigo? No oczywiście, że tak! Skoro Japończycy i Japonki mówią z użyciem tych elementów (niektórzy bardziej trzymają się standardów, inni mniej, ale jednak), to jeśli chcemy brzmieć równie naturalnie jak native speakerzy, to powinniśmy je znać. Uważam, że jest to niezbędne do stworzenia swojej unikatowej, naturalnej wersji mowy czyli swojego idiolektu. 
 
Ten post to malutki fragmencik tego co chciałabym Wam przekazać, a czego na razie nie mogę. Ale jak w końcu napiszę pracę doktorską, obronię się i wydam swoje "dzieło", to będziecie mieli informacjo o mowie kobiet i mężczyzn aż za dużo ;).


Bibliografia:
Arabski J. (2013). Psychologiczne i neurobiologiczne różnice między kobietami i mężczyznami. W: Gender w języku, kulturze i literaturze. S.13-27
Ide, S. (1982). Japanese sociolinguistics: Politeness and women’s language. Lingua, 57, 357-385.
Ide, S. (1993). Sekai no joseigo, nihon no joseigo: Joseigo kenkyuu no shintenkai o motomete. Nihongo-gaku, 12 (6), 4-12. Japanese. New Voices : A Journal for Emerging Scholars of Japanese Studies in Australia and New Zealand. Volume: 5. Pp. 103-129 
Lakoff, R. (1975). Language and woman’s place. New York: Harper and Row.
Mulac, A., Lundell, T.L., Bradac, J.J.  (1986).  Male/female language differences  and attributional consequences in a public speaking  situation:  Toward an explanation of the gender-linked language effect. W: Communication Monographs, 53, 116-129.
Okamoto, S. (1995). “Tasteless” Japanese: Less “feminine” speech among young Japanese women. W: K. Hall & M. Bucholtz. Gender articulated: Language and the socially constructed self. s. 297-325.
Oppermann, K., Weber, E. (2000). Język kobiet, język mężczyzn. Jak porozumieć się w miejscu pracy.
Reynolds-Akiba, K. (1993). Onna no nihongo. Tokyo: Yuushindo. 
Shibamoto, J. (1985). Japanese women’s language. New York: Academic Press.
Smith, J. (1992). Women in charge: Politeness and directive in the speech of Japanese women. Language in Society, 21 (1), 59-82.
Ueno, J. (2003).  Gender Differences in Japanese Conversation. W: Journal of Intercultural Communication Studies. s.92-107.