czwartek, 30 kwietnia 2015

Keigo-kacja - 11

Zbliża się pomalutku sesja. Tak, przestańcie mi tu jęczeć przed monitorem, sesja jest nieunikniona i dobrze o tym wiecie. Macie w związku z tym sporo nauki? Cóż...przejebatsu, albo jak to mówią Japończycy: 大変ですね (taihen desu ne) - "och jak ciężko/ojoj". Ale w tej kwestii można mieć nieco więcej empatii do studentów i powiedzieć:
① お察しします。 (Osasshi shimasu.) - "Współczuję."
例:お気持ち、心からお察しします。(Okimochi, kokoro kara osasshi shimasu.) - "Z całego serca współczuję/rozumiem twoje uczucia."

② 私にできることがあれば... Watashi ni dekiru koto ga areba...)- "Jeśli jest cokolwiek co mógłbym zrobić to..."
例: もし私にできることがあれば遠慮なくおっしゃってください。 (Moshi watashi ni dekiru koto ga areba enryo naku osshatte kudasai.) - "Jeśli jest cokolwiek co mógłbym zrobić to bez wahania daj mi znać." 
私にできることがあれば、何でもお手伝いいたします。 (Moshi watashi ni dekiru koto ga areba, nandemo otestudai itashimasu.) - "Jeśli jest cokolwiek co mógłbym zrobić to zrobię wszystko/pomogę w jakikolwiek sposób."




sobota, 18 kwietnia 2015

Przydawka taka trudna...

W ostatni poniedziałek pierwszaki pisały test, w którym co chwilę z zadania wyskakiwała przydawka lub forma warunkowa. Niestety, test poszedł tak sobie, bo wiele osób nie wychwyciło, że w danym zdaniu chodziło właśnie o wpisanie przydawki lub formy warunkowej. Zdarzały się też takie zdania, w których cześć osób użyła dokładnie wszystkich potrzebnych słów, ale w totalnie randomowej kolejności. No i weź se to późnie babo pozbieraj do kupy :P.
Ale, poza błędami przesyconymi "błędowatością" (czyli takimi, jakimi się na tym blogu nie zajmuję), były też dość ciekawe przykłady niezrozumienia pytania, a co za tym idzie, przykłady podania odpowiedzi poprawnych gramatycznie (!), ale z logiką tak trochę gorzej ^^. Była też jedna fajna literówka, od której zacznę :D.
Należało przetłumaczyć zdanie: "mimo że pada deszcz, to idę na spacer". Niestety "deszcz" (雨, ame), zmienił nam się w "starszą siostrę" (姉, ane) dając: あねが降っても、散歩します。(Ane ga futtemo, sanpo shimasu.) - "Mimo że pada siostrami, to idę na spacer."



Jedna odpowiedź na pytanie "co byś zrobił jakbyś został prezydentem", była już podana na fp, czyli:
もし大統領になったらケーキを作りたいです。(Moshi daitouryou ni nattara, keekii o tsukuritai desu.) - "Jakbym została prezydentem, to chciałabym zrobić ciasto."
A to mamy kolejną:
もし、大統領になったら、死にたいです。(Moshi daitouryou ni nattara, shinitai desu.)  - "Jakbym została prezydentem, to chciałabym umrzeć."
Też spoko :). Jak widać, na zajęciach można wymyślić bardzo fajną kampanię wyborczą, a nie to co teraz bez przerwy w tv leci.
("Kiełbasa, browary i inne towary narodzie kochany, ja Tobie dam opiekę lekarską i rentę wysoką tylko mnie wybierz na prezydenta.")

Na jednej wersji testu, padło również pytanie: どうして授業に来なかったんですか。(Doushite jugyou ni konakatta ndesu ka.) - "Czemuż to nie zjawiłeś się na zajęciach?"
Otrzymana odpowiedź: 勉強するのです。 (Benkyou suru no desu.) - "Bo się uczę."

I tak zostałam pojechania, że moje zajęcia są do kitu i na nich się człowiek nie uczy, tylko by się nauczyć, musi je omijać szerokim łukiem XD.

 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Moje nauczanie - co mnie drażni a co kręci

Nim zacznę chciałabym zaznaczyć, że ten post nie jest poradnikiem jak uczyć, ani do miana takiego nie pretenduje. W końcu moje doświadczenie w nauczanie jest stosunkowo niewielkie i daleko mi do wielkich dydaktyków. Na całe szczęście daleko mi też do określenia siebie wielką, a dzień w którym pomyślę, że jestem wybitną nauczycielką, prawdopodobnie będzie początkiem mojego regresu, ponieważ uważam, że ci, którzy siebie uznają za wielkich, za mistrzów, popadają w samouwielbienie i zaprzestają rozwoju, a gdy tego zabraknie, zaczyna się proces cofania. W przypadku nauczania nie można stać w miejscu, a tym bardziej nie można dopuścić by zacząć się cofać w metodach nauczania oraz wiedzy. Nauczycielowi chyba nawet nie wypada by sam siebie nazywał wybitnym. Ocena naszej pracy w końcu w dużej mierze nie należy do nas, ale do uczniów, ale o tym napisałam nieco niżej. Pewnie nie każdy się ze mną zgodzi co zawartych w tym poście stwierdzeń, ale cóż, takie jest moje zdanie i tego się trzymam.

1. Najpierw zacznę od tego co robię zawsze na pierwszych zajęciach, czyli ustalaniu zasad zaliczenia zajęć. Pewnie studenci mają ochotę czasem mnie wysłać w kosmos za ilość testów, ale już na początku mówiłę, że robię je zawsze po przerobieniu określonej ilości materiału. Jeśli chodzi o gramatykę (tę uczę tylko na 1 roku), to test jest zawsze po 6 lekcjach z podręcznika, a z pisma po omówieniu 25 znaków. Są też testy ze słówek i te są robione zawsze z 2 lekcji z podręcznika. Drugi rok, który ma ze mną te testy, nie czuje się pewnie nimi przytłoczony, ale u pierwszaków takie "wstępniaki" (bo zawsze są na samym początku zajęć) wypadają co tydzień :P. Ta regularność i objętość testów ma na celu jedno - wyrobienie w studentach nawyku systematycznego uczenia. Nie wątpię, że są osoby, które bez bata nad głową, uczą się z lekcji na lekcje, ale innych trzeba nieco zagonić do nauki, tak by potem nie było płaczu i zgrzytania zębami w sesji.

Będąc na pierwszym roku studiów, bardzo mi brakowało częstego sprawdzania własnej wiedzy. Dlatego też obecnie uczę tak, jak ja chciałam być uczona.

Jeśli chodzi też o testy, to jak ktoś na taki test nie przyjdzie, to jest on oczywiście niezaliczony. I o ile każdy test z gramatyki trzeba poprawić w czasie trwania semestru, to z pisma nie ma od razu poprawek, a jedynie na sam koniec semestru, test zbiorczy z tego, czego się nie zaliczyło. Wiem doskonale, że gdybym pozwoliła od razu pisać poprawki z pisma, to mało kto przychodziłby mi na pierwszy termin kolokwium.

No i nic mnie tak nie wkurza jak właśnie brak jasnych zasad ze strony wykładowcy; brak zorganizowania sobie czasu w semestrze na kolejne testy, a potem paniczna próba nadrobienia 3-4 testów w ciągu miesiąca. Brak przygotowania do zajęć i wprowadzanie ogólnego zamętu.


2. Zdarzyło mi się już przeczytać w sieci, że na zajęciach z gramatyki, wszystkie przykłady użycia danych form gramatycznych, powinny być autorstwa native speakerów, bo tylko takie są autentyczne. Ok, większość przykładowych zdań jakie podaję, również biorę z różnych źródeł, ale same podręcznikowe przykłady są nudne. Czy to naprawdę taka zbrodnia, jeśli niektóre słowa się pozmienia, by przykład był ciekawszy, a tym samym, łatwiejszy dla studentów do zapamiętania? 
Np. 
W moich przykładzie pan Miler, zamiast być kiepski w gotowaniu, jest kiepski w podrywaniu. Czyimś hobby zamiast zbierania znaczków jest zbieranie puszek lub mycie jeżyków!
Serio, nikomu nie stanie się krzywda jak zanotuje sobie również takie przykłady :).
Podobnie jest z przykładowymi zdaniami w materiach do pisma. Tam też, zabawne zdania nikomu nie zaszkodzą.

3. Tu przechodzimy do kolejnego zagadnienia, czyli humoru. Wspomniane wyżej przykłady, są na pewno jakimś elementem humorystycznym, który nieco rozładowuje napiętą atmosferę, związaną z koniecznością zrozumienia i zapamiętania nowej formy gramatycznej. Kto mnie zna, ten wie, że nie potrafię być ponurakiem i gdybym musiała wytrzymać z poważną miną przez kilka godzin w pracy, to pewnie z frustracji pocięłabym się gąbką. Również studenci na moich zajęciach nieraz sobie zażartują i wtedy od razu robi się miła atmosfera dla obu stron. Czasem rozluźniają się za bardzo i niektóre grupy muszę uciszać w trakcie zajęć, ale na szczęście nie każdy jest turbo gadatliwy ;). No i studenci wiedzą, że na zajęciach może być wesoło, ale swoje trzeba zrobić i jeśli chodzi o terminy oddawania pracy, czy testy z danej partii materiału, to nie ma zmiłuj. Dyscyplina musi być :D.
Jednak, jeśli jakiś wykładowca ma jakoś niespecjalne poczucie humoru, to lepiej by nie silił się na żarty. W takim wypadku nie wiadomo, czy śmiać się z dowcipu czy z wykładowcy. Wiadomo, że czasem każdemu zdarzy się dowalić suchara, ale zajęcia, to nie Familiada, by tylko takie żarciki leciały ^^.


4. Kolejną istotną sprawą jest niewiedza. Nauczyciel to nie chodząca encyklopedia czy słownik. Zdarzy mu się czegoś nie wiedzieć. Ja czasem też czegoś nie wiem i nie silę się na ściemę, tylko mówię wprost: "nie wiem, ale mogę sprawdzić". Natomiast znam takich wykładowców, co za cholerę nie przyznają się do niewiedzy. Wolą ściemniać, kombinować, albo udają, że nie słyszeli pytania, a jak student sprawdzi i wyjdzie, że ktoś tu ściemnia, to autorytet idzie w pizdu, a to już nie tak łatwo odbudować. 


5. Z autorytetem (lub jego brakiem) łączy się ocena wykładowcy przez studentów. Jakiś czas temu dotarło do mnie info (które niedawno powtórnie pojawiło się w sieci), że student nie ma wręcz prawa oceniać wykładowcy, bo 'jest osobą niekompetentną do takiej czynności' (lol). Tylko inny metodyk zna się na metodologii i najnowszych trendach w nauczaniu i tylko on może ocenić kolegę po fachu (lol2). No jak to przeczytałam, to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Przepraszam, ale to studenci przede wszystkim obcują z metodami nauczania danego wykładowcy i na tej podstawie mogą (tak, nie są na tyle głupi, by nie zauważyć co się dzieje) powiedzieć, czy dany sposób prowadzenia zajęć przez wykładowcę do nich przemawia, czy czują, że jest to dla nich strata czasu, bo i tak o wiele więcej są w stanie się sami dowiedzieć z książek. Przykładem takiego kiepskiego wykładu, może być referowanie przez wykładowcę swojej książki i nic poza tym. No skoro tak, to po co chodzić na wykład, skoro tak czy siak trzeba przeczytać tę książkę, a na zajęciach nie będzie nic ponadto? Podobnie źle wyglądać mogą lektoraty z języka. Gdy byłam na 1 roku studiów, to z jedną lektorką (native speakerem) mieliśmy mieć zajęcia z konwersacji, ale zamiast rozmowy, co zajęcia sprawdzaliśmy swoje zadania domowe i gdyby to były wypracowania, to może jeszcze miałoby to sens, ale to były ksera z ćwiczeniówki! Co lepsze, ta ćwiczeniówka miała na końcu klucz odpowiedzi! Co wyniosłam z tych zajęć? GÓWNO! I gdyby w tym momencie, podszedł do mnie taki wykładowca z hasłem, że jestem za głupia by zrozumieć metodologię mojej lektorki, to przywaliłabym mu w zęby. 
Jasne, ocena lektora przez innego metodyka jest na bardzo przydatna, ale nie uważam, że jest to jedyna słuszna forma oceny.
Moi najlepsi nauczyciele na studiach, z pewnością (w większości) kompletnie nie zali jakie są 'najnowsze trendy w nauczaniu' (to też hasło z tego samego źródła co info powyżej), a mimo to potrafili rewelacyjnie przekazać wiedzę. Ja również nie wiem jakie nazwy mają dane metody, którymi uczę, ale czy to czyni mnie gorszą lektorką? 
Faktem jest, że czasem studenci oceniają kogoś gorzej, tylko dlatego, że go nie lubią, a nie ze względu na to, jak prowadzi zajęcia. Akurat przy ocenie wykładowcy (np. w ankietach uczelnianych), powinno się brać pod uwagę istotne rzeczy, takie jak: sposób prowadzenia zajęć; przygotowanie do zajęć; rozplanowanie semestru; sposób traktowania studentów przez prowadzącego zajęcia (wzajemny szacunek to podstawa). 


6. Cenię sobie szczerość i potrafię powiedzieć komuś wprost, że mi przykro z powodu czyjegoś zachowania, albo że jestem z kogoś dumna. Jeśli ktoś dobrze zrobi zadanie albo odpowie na moje pytanie, no to logiczne, że pochwała się należy, a jak ktoś bardzo się wykaże na teście, to zawsze dostaje ode mnie jakiś bonus w postaci rysunku obok oceny ;). Zauważyłam też, że studenci w stosunku do mnie są dość otwarci i mówią wprost co im nie pasuje lub się podoba, również w moich zajęciach. W końcu dobra krytyka nie jest zła :D i dzięki niej można udoskonalić zajęcia. Rok temu usłyszałam na zajęciach z pisma, że są one nudne. Ok, przyjęłam do wiadomości, ale szkoda, że wątek nie został pociągnięty i nie dowiedziałam się, co dokładnie jest nudne i jaki jest pomysł na uatrakcyjnienie tych zajęć, bo tak to jestem trochę w kropce. Też nie każde pomysły jestem w stanie zrealizować, ale też od razu tłumaczę dlaczego czegoś nie mogę zrobić.


7. I chyba to ostatnia rzecz, którą warto wspomnieć, czyli pomoc. Niby mam dyżury na uczelni, ale wiadomo, że w danym czasie jednej grupie pasuje, a innej nie i ciężko ustalić dyżur tak, by wszystkim pasowało. Dlatego też nie widzę problemu, by studenci kontaktowali się ze mną poza zajęciami poprzez mail lub na FB. Nie raz dostawałam pytania, czy dane zdanie jest dobrze, albo jak coś zapisać po japońsku. Ba, zdarza mi się też dostać w prywatnej wiadomości link do ciekawego artykułu, albo filmik z alpakami XD. Wiadomo, że czasem akurat w danym momencie mogę nie mieć czasu, ale zawsze staram się pomóc jak tylko mam wolna chwilę.

Pewnie w natłoku myśli zapomniałam o jakiejś kwestii, ale to najwyżej uzupełni się w komentarzach :D.
Mam nadzieję, że ten długaśny wywód nikogo nie zanudził na śmierć ^^.


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

"Słowo na niedzielę" - marzec 2015

1. ミソる (misoru) - połączenie słowa 三十路 (misoji - "wiek 30 lat") z końcówką czasownikową る (ru), co w całości daje "zbliżanie się do trzydziestki".



2. 外こもり (sotokomori) - brzmi podobnie jak hikikomori, ale w tym wypadku rusza się tyłek z domu i to dość daleko. Sotokomori polega na intensywnym zarabianiu przez krótki czas w (swoim) kraju, a potem z zaoszczędzonymi pieniędzmi robi się wypad do kraju, w którym życie jest dość tanie, by tam sobie pomieszkać dłużej (a potem wrócić do siebie i znowu przez krótki czas zapieprzać). Niestety wszyscy wiemy ile da się u nas zarobić i gdzie za to można pojechać...


3. うさんぽ (usanpo) - zlepek słów ウサギ (usagi - "królik") i 散歩 (sanpo - "spacer"), co daje nam "spacer z królikiem". Odnosi się to do trendu, wśród singielek, które kupują sobie uroczego króliczka, a potem z nim łażą wszędzie, spędzają z nim sporo czasu.


4. 汚ギャル (ogyaru) - połączenie słów 汚物 (obutsu - "brudny, uwalony, np. kupą") oraz ギャル (gyaru - od angielskiego "gal"). Całość daje nam dziewczynę, która zbytnio nie dba o higienę, może chodzić kilka dni w tej samej bieliźnie i wcześniej ją czuć niż widać. Czyli zapachy znane z naszej komunikacji miejskiej, nie są w Japonii obce.


5. CC (しーしー・shii shii) - Skrót od Chou Cawaii ("bardzo uroczy/najbardziej uroczy/ uber uroczość overload"). Mimo że かわいい (kawaii) w transkrypcji zapisujemy przez "K", to tu jest przez "C", ponieważ jest też skrót CK (しーけい・shii kei) - "chou kimoi" czyli "uber fuuuj".





piątek, 10 kwietnia 2015

Kanji - 逃

Dziś na tapetę leci 逃げる (nigeru), który znaczy "uciekać", ale według moich studentów "murzynić". Przyznajcie się, że sami tak skojarzyliście ten odczyt, wy ... wy... etnosceptycy! 

Ok, to teraz pomijając odczyt, przejdźmy do interpretacji wyglądu. Współczesny zapis nie porusza wyobraźni, za to ten dawny, to ło ho ho :D







Mamy tu drogę i ... krzyże! No i w końcu, powtarzane niemal co zajęcia hasło "tam jest Jezus", ma choćby cień uzasadnienia. No w końcu każdy widzi, że po prawej są 3 krzyże, a skoro droga i krzyże to i Droga Krzyżowa, a jak pagórki to Golgota. Co prawda Jezusowi uciekanie, a właściwie respawn, zajął 3 dni, ale powiedzmy, że na studenckie potrzeby zapamiętania znaku i znalezieniu w nim Jezusa (... zabrzmiało nieco w stylu Świadków Jehowy...) uznaję takie wyjaśnienie. W końcu historyjka mnemotechniczna ma być skuteczna, a nie mądra ^^. 

środa, 1 kwietnia 2015

16. どっち?

Ok, znowu należy dopasować odpowiednie znaczenie do podanego słowa.

問題:
名前負(なまえま)

どっち?
A: 名前(なまえ)がりっぱすぎて、実物(じつぶつ)がおとって()えること
B: 相手(あいて)のりっぱな名前(なまえ)にのまれて、気持(きも)ちの(うえ)()けてしまうこと



Odpowiedź