piątek, 28 sierpnia 2015

ćwiczenia których nie lubię

Nim zacznę moje wywody, spójrzcie na poniższy cytat, do którego chciałabym się odwołać:

Przypomnijmy jednak przytoczoną już wcześniej tezę, iż to opinia uczniów, a nie nauczyciela przesądza o rzeczywistej atrakcyjności lekcji.” (Komorowska, 2002:56)

Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Nieraz i mnie zajęcia po prostu nie wyszły. Przyniosłam materiały, miałam nadzieję, że będzie fajnie, a wyszła kiła i mogiła. Cóż, bywa, trzeba wyciągnąć wnioski dlaczego się nie udało.
Często (choć nie zawsze) jest to wina nudnych ćwiczeń. Sama osobiście nienawidzę dryli językowych, czyli zadań, w których mamy podany przykład rozwiązania i każde kolejne zdanie możemy po prostu podstawić do wzoru i bezmyślnie, mechaniczne rozwiązywać. Rozumiem, że taka automatyka działania ma za zadanie wyuczenie się na pamięć wzorca danego zdania, który możemy później podstawiać w innych sytuacjach i budować poprawne wypowiedzi. Niemniej sama przy takich ćwiczeniach wyłączam myślenie, lecę z automatu i prawdopodobnie większość moich uczniów robi dokładnie to samo, a co za tym idzie, ćwiczenie nic nie ćwiczy. Przykładem takich dryli jest cała sekcja "renshuu B" z "Minna no Nihongo", którą omijam szerokim łukiem. Tego typu ćwiczenia pojawiają się też w ćwiczeniówce do Minny, z której korzystam, gdy już naprawdę nie miałam czasu i siły na tworzenie lepszych ćwiczeń (zwykle tak jest od maja do sesji z racji natłoku ostatnich testów + poprawek jak i zaległych wypracowań oddanych do sprawdzenia), ale staram się je pomijać na rzecz tych nieco lepszych, wymagających odrobiny zastanowienia.

Czy pozostałe ćwiczenia jakie robię ze studentami uważam za cud miód? No nie do końca, bo o ile mogą spełniać swoje założenia (ćwiczą daną formę, którą chcę przećwiczyć), to mogą być właśnie nudne (świetny przykład to również ćwiczeniówka do "New Approach" - sorry moi 2- i 3-roczni). Dlatego od kilku dni intensywnie myślę jak w miarę możliwości urozmaicić zajęcia z ćwiczeń. Na całe szczęście nie tylko ja te ćwiczenia prowadzę, bo grupy mają jeszcze 2 innych wykładowców, ale to nie zwalnia mnie z kreowania przydatnych i ciekawych lekcji. Skoro już zmieniłam formę zajęć z kanji, to czas na zmiany w ćwiczeniu gramatyki.

A jakie ćwiczenia Wy uważacie za dobre, a na które reagujecie alergicznie? 


Cytowana książka: Komorowska, H. (2002). Metodyka nauczania języków obcych.  Fraszka Edukacyjna. Warszawa.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

反対語 (hantaigo)

Antonimy, czyli wyrazy przeciwstawne, są chyba w  każdym języku (bo nie wyobrażam sobie jak mogłoby ich nie być) i warto je znać. Ostatnio oglądam programy o języku japońskim, skierowane do japońskich dzieci i wpadłam na pomysł by i Was przetestować ze znajomości hantaigo ;). Przykłady od 1 do 15 są zaczerpnięte z programu, czyli pierwszoklasiści powinni je znać (choć w programie niektórzy dorośli z sondy ulicznej mieli z niektórymi problem), a pozostałe 5 to moje propozycje. Czasem prawidłowa jest więcej niż 1 odpowiedź, a swoje propozycje antonimów (nie wszystkich, jeśli ktoś wszystkich nie zna) możecie wpisywać w komentarzach ;)

Powodzenia (^_^ )


1.(ひがし)
2.(のぼ)
3.(はや)い⇔
4.(おお)きい⇔
5.(かしこ)い⇔
6.(わる)い⇔
7.得意(とくい)  
8.(わたし)
9.(そら)
10.(あたま)
11.(うそ)
12.(みず)
13.(たましい)
14.()(もの)
15.(やま)
16.赤字(あかじ)
17. (あか)るい⇔
18. (うれ)しい⇔
19. (くも)り⇔
20. ()

środa, 19 sierpnia 2015

nauka słownictwa


Są wakacje, więc jak co roku, staram się jak najwięcej zrobić nowych materiałów, z których później korzystam w czasie roku akademickiego. Pewnie niektórzy (tak jak moi rodzice) myślą, że w ciągu 3 lat od kiedy zaczęłam uczyć na uniwersytecie, mam już wszyściutko gotowe, no bo przecież uczę tylko 1 przedmiotu - język japoński. Oj jak bardzo, ale to bardzo takie osoby się mylą ^^'. Fakt, część rzeczy mam już gotowych, ale co roku uczę też inne roczniki niż dotychczas, dochodzą mi inne przedmioty (np. od października po raz pierwszy będę tłumaczyć gramatykę na 2 i 3 roku), więc tworzenie nowych pomocy trwa i trwa. Nawet to co już jest, ciągle wymaga udoskonalenia i tak 8-12 h spędzonych na tworzeniu 1 pliku materiałów do pisma, to dopiero połowa sukcesu, bo od zeszłego semestru zmieniłam koncepcję prowadzenia zajęć z kanji i teraz kolejne godziny lecą przy robieniu nowych ćwiczeń do już powstałych materiałów ;).
I tak właśnie od powrotu znad naszego pięknego morza, do którego nie ma dostępu, gdyż Janusze od świtu robią zasieki z parawanów, siedzę i męczę się nad stworzeniem sensownych objaśnień dla moich drugo~ i trzecioroczniaków. A ponieważ powolutku dostaję konwulsji przy wertowaniu słowników gramatycznych, to postanowiłam napisać post o tym, jak sama uczę się słówek.


Zacznę od tego, że pamięć mam fatalną. Zawsze miałam problemy z nauką języków i zapamiętaniem nowych treści, ale mam wrażenie, że po pewnym incydencie pod koniec studiów, ta pamięć jeszcze dodatkowo wzbogaciła się o czarne dziury zasysające każdą nową informację. Jeśli nie spędzam co najmniej 15 minut dziennie na nauce słówek, to one puff! Znikają szybciej niż kasa z portfela.

Na początku studiów niezbyt przykładałam się do regularnej nauki słownictwa, co prawdopodobnie odbija się na moim japońskim do dzisiaj. Później (tak od 2 roku - chyba...) siedziałam już dzień w dzień nad listą słów z kolejnych lekcji. Jak oceniam tę metodę nauki? Kijowo... Zamiast uczyć się pojedynczych słów, uczyłam się podświadomie ich kolejności na liście, przez co niemal z pamięci dyktowałam je po kolei, ale zapytana na wyrywki wyskakiwał mi w mózgu 'system error'. 
Z czasem zaczęłam uczyć się z ręcznie robionych fiszek, które gromadziły się w takiej ilości, że po pewnym czasie były wszędzie. Samo ich robienie było dość czasochłonne, więc systematyczność ich robienia dość kulała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że są fiszki w wersji elektronicznej, no ale pierwszego lapka dorobiłam się dopiero na 3 roku, bo licencjat wypadało napisać na czymś lepszym niż kamulcu z tekstem wyrytym dłutem. Niemniej, dopiero na 4 roku w końcu zaczęłam korzystać z programów do fiszek i korzystam z nich niezmienne no dziś.



Pierwszy program, który chciałabym przedstawić to "Anki" (暗記 - anki - "zapamiętywanie"). Obecnie dostępny jest nie tylko na PC, ale też tablety i telefony i właśnie, już od jakiegoś czasu, korzystam wyłącznie  z wersji na Androida. Sam program (ten Androidowy) można pobrać stąd, a komputerowy stąd. Polecam od razu utworzyć sobie konto online (tu), bo w ten sposób można odpalić dokładnie te same karty (zapisane tam gdzie skończyliście) na dowolnym urządzeniu. Parę lat temu takich bajerów nie było i moje wyniki przy każdym formacie leciały w kosmos. 
Lubię "Anki", bo ma bardzo rozbudowaną bazę gotowych zbiorów kart do wielu języków oraz przedmiotów (tak, biologia czy chemia też się znajdą), ale jak ktoś chce to może też tworzyć swoje. Ja ze względu na swoje lenistwo wolę przerabiać już istniejące, bo program daje taką możliwość w trakcie nauki. 


Niemniej w "Anki" przeszkadzało mi nieco, że moja wiedza sprawdzana jest  tylko w 1 sposób, tzn. mam słowo i muszę odpowiedzieć jak ono brzmi i co oznacza. Nie było (przynajmniej w tych taliach co mam załadowane) bardziej różnorodnych ćwiczeń, które sprawdzałyby czy potrafię odgadnąć słowo ze słuchu, zapisać je, czy do podanego znaczenia dobrać japoński odpowiednik.

Dlatego też naukę z "Anki" uzupełniam "Kanji Senpai" (do pobrania tu). Tu mamy tylko talie słówek ułożone według JLPT, a nie np. zagadnień gramatycznych jak w "Anki", ale za to poznane słownictwo jest sprawdzane na kilka sposobów. Darmowa wersja nie zawiera audio, ale można je sobie dokupić. Najpierw zaczęłam korzystać z "Kanji Senpai" na telefon, ale szybko się zniechęciłam, bo ekran mały i łatwo było kliknąć w nie tę odpowiedź co potrzeba. Dopiero jakiś czas temu jedna ze studentek przypomniała mi o tym programie, a że już mam tablet, to teraz korzysta mi się o wiele lepiej ^^.

Jest jeszcze jeden program, który wielu poleca, a mianowicie Obenkyo. Dawniej, pamiętam, że można było uczyć się z niego i ćwiczyć kanę, kanji, słownictwo i nawet gramatykę (choć chyba nie na wszystkie poziomy JLPT). Jednak ostatnio nie dość, że została tylko kana, kanji i liczby, to jeszcze jest tylko hiszpańska (?) wersja językowa, a przez błąd w programie, nie da się zmienić ustawień języka. Dlatego też tego programu póki co nie polecam. 

Na sam koniec info, które powinno być czymś oczywistym, ale pewnie na dla każdego jest. Programy na bazie supermemo dają taką ilość słów do powtórki jaką sobie nie tylko ustawiliśmy, ale też przerobiliśmy. Czyli nie ma co szarżować i robić po kilkadziesiąt (kilkaset?) słów dziennie, bo w dziennej powtórce ta liczba wzrośnie już do kilku tysięcy, a to zaburza efektywną naukę. Lepiej małymi kroczkami poznawać nowe słówka niż zalać się masą słownictwa, którego nie będziemy w stanie ogarnąć.

sobota, 1 sierpnia 2015

"Słowo na niedzielę" - lipiec 2015

1. ブサメン (busamen) - połączenie słów 不細工 (busaiku - "brzydki") i 面 (men - "twarz") lub angielskiego "men". Całość daje nam brzydkiego chłopa.

2. おなべ (onabe) - mimo że w zapisie to "szanowny garnek" to z gotowaniem nie ma to nic wspólnego. Onabe to kobiety, które w wyglądzie i zachowaniu są dość męskie. To słowo stosuje się też do określenia "faceta" w parze lesbijek. Jednak ze względu na negatywny, dyskryminujący charakter tego słowa, nie polecam otwarcie tak kogokolwiek nazywać.

3. おかま (okama) - kolejny (oczywiście wyłącznie w dosłownym tłumaczeniu) "szanowny dzbanek/kociołek" - odpowiednik onabe, ale w odniesieniu do mężczyzn, czyli facet o zachowaniu i wyglądzie kobiety lub gej.

4. ユニバレ (yunibare) - zostać nakrytym na noszeniu ciuchów z sieci ユニクロ (Yunikuro - "Uniqlo"). Samo słowo to połączenie nazwy firmy z バレる (bareru) - "wyjść na jaw (tajemnica/kłamstwo"). Ubrania z tej firmy są kojarzone z taniochą i tandetą, dlatego niektórzy mogą się wstydzić, że chodzą w takich ciuchach.