środa, 28 czerwca 2017

Podsumowanie roku akademickiego 2016/2017

Zabierałam się do tego nieco psioczącego wpisu już od jakiegoś czasu, ale fakt, że nie mam szans na zwykłe klepanie postów na komputerze sprawił, że na telefonie zajęło mi to hmmm dobrych kilka dni.

To był dla mnie wyjątkowo dziwny rok akademicki, bo do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się zaczynać zajęć po pierwszym semestrze. Idąc na macierzyński myślałam, że osoba, która będzie mnie zastępować będzie uczyć pisma w takiej samej kolejności, jak robimy co roku czyli według książki "Kanji in context". Z samej książki nie korzystam, bo jest dość drętwa, ale zawiera całe stare jouyou kanji, podczas gdy większość podręczników zawiera tylko 500-600 znaków, a potem szukaj sobie człowieku innego źródła (które zapewne nie będzie kompatybilne z dotychczasowym). Niestety, lektorka zmieniła podręcznik na "Basic Kanji Book", który ma fajne ćwiczenia (i te sobie czasem podkradałam) ale ma malutko złożeń i trzeba każdą lekcję uzupełniać o kolejne. Do tego obie części mają w sumie 500 znaków, więc pojawia się problem, o którym wspominałam powyżej.

Przed porodem przygotowałam też sobie materiały, z których planowałam korzystać na zajęciach, w tym czytanki z wymazaną furiganą nad znakami, które według moich obliczeń powinny być już omówione. No tyle że zmieniła się kolejność wprowadzanych znaków, więc tu ciut mi nie wyszło tak jak planowałam, a na wszelkie poprawki na bieżąco po prostu nie miałam czasu (jeśli ktoś mi powie, że niemowlęta głównie śpią, to bez wahania go wyśmieję i zaproponuję spędzenie choćby pół dnia z moim małym).

Do tego doszły też nie planowane zajęcia, czyli ćwiczenia (spodziewałam się tylko pisma), ale tu już był luz :).

Myślę że mimo kilku niedociągnięć nie było źle, a w przyszłym roku już wszystko wraca do normy.

Dużym zaskoczeniem były wszelkie zmiany w organizacji nauczania. Nagle zmieniliśmy ewaluację zajęć by była dostosowana możliwie jak najlepiej pod JLPT (nieoficjalnie zawsze w pewnym sensie była, ale teraz miało być na mur beton). Doszły slychanki, doszły wypracowania na wyższych rocznikach (nie wszystkich i tu jedna lektorka dość osobliwie uznała co jest wypracowaniem, ale ok). Wcześniej przez 2 lata na pierwszym roku, zmuszałam studentów do pisania wypracowań na zaliczenie, ale sprawdzanie tego to była dla mnie istna mordęga. Zmieniliśmy też tempo nauki (jest wolniejsze) by większości nadążała i łapała o co chodzi (bez współpracy ze strony studentów w wielu przypadkach niestety nie wyszło, ale wolniej już nie będzie).

W tym roku mieliśmy po raz pierwszy i chyba ostatni, zintegrowany egzamin na koniec roku. Zintegrowany, to znaczy, że każdy lektor musiał zrobić swoją część na jeden egzamin, który trwał i trwał. O ile sam pomysł jest ok, to wykonanie dość kłopotliwe, bo trzeba przypilnować by każdy lektor wyrobił się ze swoją częścią na czas, a do tego już na etapie tworzenia swojej części trzeba określić ile mniej więcej może to zająć studentom by pozostali lektorzy wyrobili się ze swoimi częściami. Wcześniej po prostu każdy robił swój osobny egzamin i było mniej zamieszania. Jedynie egzamin ustny zawsze był i będzie prowadzony i przygotowywany przez kilka osób.

Mnie przypadło zrobienie części z kanji dla 1 i 2 roku oraz dokkai (rozumienie tekstu) dla pierwszaków. Dokkai był jedynie w formie "a, b, c, d" i choć był krótki (kilka dialogów, w sumie 14 pytań), to mógł sprawdzić problem jeśli ktoś nie wczytał się dobrze w tekst. Część z kanji składała się z 2 zadań, gdzie drugie to po prostu dodanie furigany do tekstu, ale pierwsze to "a, b, c, d" ze złożeniami wyglądającymi bardzo, baardzo podobnie, np. mając do wybrania złożenie jinkou, wiele osób wybierało opcję 入口 zamiast 人口. Fakt, że wszystkie prawidłowe odpowiedzi były "c", a ostatnia "a", dodatkowo komplikowało sprawę ;). Cóż, nie mówiłam że będzie bardzo łatwo, a jedynie że dam "ludzkie" złożenia :).

W tym roku też po raz pierwszy mieliśmy tak dużo lektorów! Zwykle musieliśmy obskoczyć wszystkie grupy w 3 osoby, a teraz udało się zorganizować 6 nauczycieli. Tyle że 2 Japonki już zapowiedziały, że wracają do Japonii i nie wiadomo czy zamiast nich uda się znowu 2 znaleźć czy tylko 1.

No to chyba byłoby na tyle jeśli chodzi o podsumowanie. We wrześniu zobaczę się z kilkoma osobami na poprawkach i liczę że tym razem zdadzą :).

piątek, 16 czerwca 2017

"Słowo na niedzielę" - maj 2017

1. アゲアゲ (age age) - być nakręconym, odnosi się do uczucia, gdy czujemy, że napięcie rośnie, np. jesteśmy w klubie, słyszymy, że właśnie leci nasza piosenka, więc jesteśmy tak podjarani, że lecimy na parkiet :D


2. あげぽよ (agepoyo) - ma to samo znaczenie co "age age", ale tym razem jest to słowo używane przez gyaru, a końcówka 'poyo' ma za zadanie nadać słowu bardziej uroczego charakteru.


3. アゲ嬢 (agejou) - kobieta, która ubiera się w stylu 小悪魔 (ageha), czyli "diablicy". Cechuje się mocno podkreślonymi oczami, podniesioną, natapirowaną fryzurą z loczkami, tipsami i świecidełkami.


4. あげまん (ageman) - słówko z 1990 r. więc już ciut przestarzałe, a odnosi się do kobiety, która ma niby przynosić szczęście mężczyźnie, z którym się spotyka.