czwartek, 13 lipca 2017

"Słowo na niedzielę" - czerwiec 2017

1. 朝シャン (asashan) - słówko z 1987 r. czyli już tuuurbo stare, a oznacza obudzenie się i pójście pod prysznic by umyć głowę (stąd połączenie 朝 - "rano" i シャン - skrót od "szampon").



2. アザス (azasu) lub あざーっす (azaassu) - młodzieżowy skrót z 2006 r. oznaczający "dziękuję". Stosowane na blogach lub w mailach (smsach).


3. 朝スポ (asasupo) -skrót od 早朝スポーツジム (souchou supootsu jimu), a oznacza pójście na siłownie wcześnie rano przed pracą.


środa, 28 czerwca 2017

Podsumowanie roku akademickiego 2016/2017

Zabierałam się do tego nieco psioczącego wpisu już od jakiegoś czasu, ale fakt, że nie mam szans na zwykłe klepanie postów na komputerze sprawił, że na telefonie zajęło mi to hmmm dobrych kilka dni.

To był dla mnie wyjątkowo dziwny rok akademicki, bo do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się zaczynać zajęć po pierwszym semestrze. Idąc na macierzyński myślałam, że osoba, która będzie mnie zastępować będzie uczyć pisma w takiej samej kolejności, jak robimy co roku czyli według książki "Kanji in context". Z samej książki nie korzystam, bo jest dość drętwa, ale zawiera całe stare jouyou kanji, podczas gdy większość podręczników zawiera tylko 500-600 znaków, a potem szukaj sobie człowieku innego źródła (które zapewne nie będzie kompatybilne z dotychczasowym). Niestety, lektorka zmieniła podręcznik na "Basic Kanji Book", który ma fajne ćwiczenia (i te sobie czasem podkradałam) ale ma malutko złożeń i trzeba każdą lekcję uzupełniać o kolejne. Do tego obie części mają w sumie 500 znaków, więc pojawia się problem, o którym wspominałam powyżej.

Przed porodem przygotowałam też sobie materiały, z których planowałam korzystać na zajęciach, w tym czytanki z wymazaną furiganą nad znakami, które według moich obliczeń powinny być już omówione. No tyle że zmieniła się kolejność wprowadzanych znaków, więc tu ciut mi nie wyszło tak jak planowałam, a na wszelkie poprawki na bieżąco po prostu nie miałam czasu (jeśli ktoś mi powie, że niemowlęta głównie śpią, to bez wahania go wyśmieję i zaproponuję spędzenie choćby pół dnia z moim małym).

Do tego doszły też nie planowane zajęcia, czyli ćwiczenia (spodziewałam się tylko pisma), ale tu już był luz :).

Myślę że mimo kilku niedociągnięć nie było źle, a w przyszłym roku już wszystko wraca do normy.

Dużym zaskoczeniem były wszelkie zmiany w organizacji nauczania. Nagle zmieniliśmy ewaluację zajęć by była dostosowana możliwie jak najlepiej pod JLPT (nieoficjalnie zawsze w pewnym sensie była, ale teraz miało być na mur beton). Doszły slychanki, doszły wypracowania na wyższych rocznikach (nie wszystkich i tu jedna lektorka dość osobliwie uznała co jest wypracowaniem, ale ok). Wcześniej przez 2 lata na pierwszym roku, zmuszałam studentów do pisania wypracowań na zaliczenie, ale sprawdzanie tego to była dla mnie istna mordęga. Zmieniliśmy też tempo nauki (jest wolniejsze) by większości nadążała i łapała o co chodzi (bez współpracy ze strony studentów w wielu przypadkach niestety nie wyszło, ale wolniej już nie będzie).

W tym roku mieliśmy po raz pierwszy i chyba ostatni, zintegrowany egzamin na koniec roku. Zintegrowany, to znaczy, że każdy lektor musiał zrobić swoją część na jeden egzamin, który trwał i trwał. O ile sam pomysł jest ok, to wykonanie dość kłopotliwe, bo trzeba przypilnować by każdy lektor wyrobił się ze swoją częścią na czas, a do tego już na etapie tworzenia swojej części trzeba określić ile mniej więcej może to zająć studentom by pozostali lektorzy wyrobili się ze swoimi częściami. Wcześniej po prostu każdy robił swój osobny egzamin i było mniej zamieszania. Jedynie egzamin ustny zawsze był i będzie prowadzony i przygotowywany przez kilka osób.

Mnie przypadło zrobienie części z kanji dla 1 i 2 roku oraz dokkai (rozumienie tekstu) dla pierwszaków. Dokkai był jedynie w formie "a, b, c, d" i choć był krótki (kilka dialogów, w sumie 14 pytań), to mógł sprawdzić problem jeśli ktoś nie wczytał się dobrze w tekst. Część z kanji składała się z 2 zadań, gdzie drugie to po prostu dodanie furigany do tekstu, ale pierwsze to "a, b, c, d" ze złożeniami wyglądającymi bardzo, baardzo podobnie, np. mając do wybrania złożenie jinkou, wiele osób wybierało opcję 入口 zamiast 人口. Fakt, że wszystkie prawidłowe odpowiedzi były "c", a ostatnia "a", dodatkowo komplikowało sprawę ;). Cóż, nie mówiłam że będzie bardzo łatwo, a jedynie że dam "ludzkie" złożenia :).

W tym roku też po raz pierwszy mieliśmy tak dużo lektorów! Zwykle musieliśmy obskoczyć wszystkie grupy w 3 osoby, a teraz udało się zorganizować 6 nauczycieli. Tyle że 2 Japonki już zapowiedziały, że wracają do Japonii i nie wiadomo czy zamiast nich uda się znowu 2 znaleźć czy tylko 1.

No to chyba byłoby na tyle jeśli chodzi o podsumowanie. We wrześniu zobaczę się z kilkoma osobami na poprawkach i liczę że tym razem zdadzą :).

piątek, 16 czerwca 2017

"Słowo na niedzielę" - maj 2017

1. アゲアゲ (age age) - być nakręconym, odnosi się do uczucia, gdy czujemy, że napięcie rośnie, np. jesteśmy w klubie, słyszymy, że właśnie leci nasza piosenka, więc jesteśmy tak podjarani, że lecimy na parkiet :D


2. あげぽよ (agepoyo) - ma to samo znaczenie co "age age", ale tym razem jest to słowo używane przez gyaru, a końcówka 'poyo' ma za zadanie nadać słowu bardziej uroczego charakteru.


3. アゲ嬢 (agejou) - kobieta, która ubiera się w stylu 小悪魔 (ageha), czyli "diablicy". Cechuje się mocno podkreślonymi oczami, podniesioną, natapirowaną fryzurą z loczkami, tipsami i świecidełkami.


4. あげまん (ageman) - słówko z 1990 r. więc już ciut przestarzałe, a odnosi się do kobiety, która ma niby przynosić szczęście mężczyźnie, z którym się spotyka.



sobota, 6 maja 2017

"Słowo na niedzielę" - kwiecień 2017

1. アカハラ (akahara) - skrót od アカデミック・ハラスメント (akademikku harasumento) i chodzi o taki rodzaj nękania na uczelni, który zarówno dotyczy studentów jak i pracowników niższego szczebla (np. mobbing względem magistrów przez dr lub profesorów).


2. あかんたれ (akantare) - to samo znaczenie co ばかたれ (bakatare) czy アホたれ (ahotare), z tym że pochodzi z dialektu Kansai. Oznacza "idiotę, kretyna, debila". Sama końcówka たれ podkreśla nam czyjąś naturę.


3. アキバ系 (akibakei) - "styl z Akiby" czyli Akihabary, odnosi się do ludzi w wieku 20-30 lat, którzy lubią spędzać czas w Akihabarze. Zwykle kojarzy się to z geekami lub otaku. W Akibie można spotkać skupiska osób grających na przenośnej konsoli.


4. アキバ系ファッション (akibakei fasshon) - to nic innego jak moda z Akiby, czyli jeansy, koszulka, bandana, (w mojej prywatnej opinii) styl lekkiego przegrywa (nie no żarcik ^^).


wtorek, 25 kwietnia 2017

„Ni pies, ni … kuna? – tanuki w kulturze Japonii dawniej i dziś”

Chyba niemal w każdej dawnej religii obok demonów i różnego rodzaju stworów, występowały zwierzęta posiadające nadprzyrodzone moce. Pewnie niewielu z Was wie, ale nasz słowiański bóg Perun, odpowiednik greckiego Zeusa, potrafił przybrać postać niedźwiedzia, przez co te zwierzęta były uważane za niezwykłe. W końcu nie wiadomo, czy spotkany w lesie miś to zwykły futrzak, czy może sam bóg, choć nieco kudłaty. Z kolei koty, a zwłaszcza czarne kocury, były kojarzone z pupilkami czarownic i do dziś w zabobonach pozostało, że jeśli na swojej drodze spotkamy czarnego kota, to w jakiś magiczny sposób przyniesie nam pecha.


W Japonii również wierzono, że wybrane zwierzęta mogą posiadać nadprzyrodzone zdolności bądź być wysłannikami bogów, jak np. 善狐 (zenko), dobre, białe lisy, słudzy bóstwa ryżu i płodności - Inari.

Rzeźba zenko w świątyni Inari

Były też i mniej przyjazne lisy, czyli 狐 (kitsune), które mogły sporo narozrabiać, a nawet i zabić człowieka. Co ciekawe, potrafiły zmieniać się w dowolną osobę, dzięki czemu przenikały niepostrzeżenie do świata ludzi. Niemniej nie wszystkie opowieści o nich skupiają się jedynie na negatywnych cechach, bowiem jedna z najsłynniejszych opowieści 信太妻 (Shinodazuma) – historia „lisicy z Shinody” – opowiada tragiczne losy Kuzunohy, lisicy, która musiała opuścić swojego męża i syna, gdy ci odkryli, że nie jest człowiekiem.

Podobnie koty, które jak lisy, umiały przemienić się w człowieka, zyskały złą reputację, choć bywają też opowieści, w których odgrywają pozytywną rolę. Niemniej, do grona wspomnianych, nietypowych zwierzaków zaliczają się również tanuki. Pewnie sama nazwa większości z Was niewiele mówi. Tanuki to to sympatyczne zwierzątko ze zdjęcia poniżej, które w polskiej literaturze orientalistycznej jest nazywane kuno-psem, a po angielsku to raccoon-dog, czyli szopo-pies.

Tanuki


Być może niektórzy kojarzą jego mniej realistyczny wizerunek jaki można spotkać w całej Japonii w postaci rzeźb, figurek, maskotek i czego dusza zapragnie.


Nie wiadomo skąd wzięło się wyobrażenie, że tanuki są równie sprytne jak lisy, chętnie wyprowadzają ludzi w pole lub co gorsza, że potrafią być niebezpieczne. Spójrzcie jeszcze raz na zdjęcie powyżej i sami powiedzcie: Czy te oczy mogą kłamać?

Psoty tanuki zwykle nie są złośliwe i na ogół wyobrażano ich sobie jako pogodne i przychylne człowiekowi stworzenia, które potrafiły zmieniać się w dowolny przedmiot, jak i w ludzi. Czyli posiadały taką samą umiejętność jak opisane w mitologii koty i lisy.

W wielu miejscach w Japonii, przed domem czy w restauracjach, można spotkać figurki tanuki o charakterystycznym wyglądzie, gdzie zwierzak cechuje się: przyjaznym uśmiechem, jedną łapką uniesioną w geście zapraszania, a drugą trzymająca butelkę sake oraz potężnych, pękatym brzuchem jak i równie potężnymi ... genitaliami. 


Tak jak było już wspomniane, tanuki zwykle są przedstawiane jako nieszkodliwi psotnicy, ale zdarzają się również opowieści, w których te zwierzęta zachowują się groźnie, przyjmując cechy charakteru typowe dla lisów i kotów z japońskiej mitologii. W dość znanym zbiorze bajek japońskich zostały zamieszczone dwie opowieści o niebezpiecznych wyczynach tanuki. W pierwszej, tanuki złapany przez drwala pożera w odwecie jego żonę, a drwala topi. W drugiej, postąpił podle wobec lisa i źle się to dla niego skończyło. Jednak najbardziej znana opowieść o tanuki to „Bumbuku-chagama”, czyli opowieść o "szczęśliwym kociołku". Jej dwie wersje są zawarte w "Mitologii Japonii" autorstwa Jolanty Tubielewicz, a brzmią tak: 
"Duży, żelazny kocioł, wokół którego osnuta została legenda, można oglądać w świątyni Morinji w Tatebayashi.

Wejście do świątyni Morinji, Tatebayashi, prefektura Gunma.

Legenda świątynna ma dwie różne wersje. Pierwsza mówi o tym, jak pewien mnich z Morinji postawił kociołek z wodą na piecyku i czekał na swoją herbatę. Jakież było jego zdumienie, gdy nagle z kociołka wysunął się prążkowany ogon, po czym kociołek zeskoczył na podłogę i przybrał kształt tanuki. Małoduszny mnich przestraszył się i sprzedał kociołek śmieciarzowi. W nocy, kiedy śmieciarz pogrążony był we śnie, kociołek podszedł do posłania i budząc śmieciarza zaproponował mu stanowisko impresaria cyrkowego. Lubił bowiem nasz tanuki chodzić po linie. Śmieciarz zrozumiał, że posiadł rzadki skarb i w krótkim czasie został bogaczem dzięki cudownemu kociołkowi.

Rzeźba tanuki – kociołka w Morinji.

Kociołek z Morinji.

Druga wersja z Morinji datowana jest na rok 1570, kiedy opat Gesshuu zaprosił tysiąc gości na uroczystość świątynną. Miał początkowo kłopot ze znalezieniem dostatecznie dużego naczynia, , żeby przygotować gościom herbatę, ale chłopiec-posługacz imieniem Morizuru skądś przyniósł kociołek, w którym ciągle był wrzątek, chociaż wydano zeń już tysiąc filiżanek herbaty. Mnich Tennan, który przyszedł do Morinji w 1587 roku i usłyszał historię cudownego kociołka, zaczął podejrzliwie patrzeć na Morizuru, wobec czego chłopiec zbiegł. Okazało się wówczas, że był on zaangażowany do świątyni w 1426 roku, a więc przez sto sześćdziesiąt jeden lat działał jako młodociany posługacz. Morizuru był to tanuki w ludzkiej postaci i wystawili mu świątynkę na terenie Morinji.

Jeszcze inna popularna wersja ludowa przypisuje pojawienie się cudownego kociołka wdzięczności tanuki, którego ubogi staruszek wyratował z ciężkiej opresji. Tanuki zmienił się dla wybawcy w piękny brązowy kociołek i kazał się sprzedać za wygórowaną cenę. Kupcem był mnich, ale tanuki szybko uciekł ze świątyni, bo ogień przypiekł mu brzuszek (Tubielewicz, 1980:248-250)." 

W rożnych rejonach Japonii podana legenda jest rożnie przedstawiana. Gdzie nie gdzie zamiast tanuki, główną postacią jest lis. Z kolei na Shikoku i Sado, gdzie nie ma lisów, można spotkać się z "opętaniem przez tanuki" (tanuki-tsuki).

Tanuki w sztuce

Tanuki pojawiały się nie tylko w opowieściach, ale też w szeroko rozumianej sztuce. I tak obok rzeźb, można było spotkać się z wizerunkami tych zwierząt na: 

- Obrazach, a dokładnie drzeworytach ukiyo-e, czyli „przepływającego świata”, gdzie autor, Utagawa Kuniyoshi (epoka Edo; 1603-1868) głównie skupił się na przedstawieniu wierzenia, jakoby moszna tanuki potrafiła rozciągnąć się do wielkich rozmiarów.






Tanuki pojawił się jako hasło encyklopedyczne już w XVII wieku. I tak np. pojawił się w wydanym w 1666 r. „Kinmōzui” ( 訓蒙図彙), co można przetłumaczyć jako „Zebrane ilustracje do pouczania nieoświeconych” autorstwa Nakamury Tekisai’a, ale magiczne zdolności tanuki zostały tam jedynie wspominane. Dokładniejszy ich opis znalazł się za to w „Wakan Sansai-zue” (和漢三才図会) - „Ilustrowana encyklopedia sino-japońska” utworzona pod redakcją Terajimy Ryōan’a, lekarza z Osaki.

Wakan Sansai-zue

Netsuke, czyli miniaturowe rzeźby używane w Japonii od ok. XV w., służące do mocowania woreczka (sakiewki) do pasa kimona.

źródło zdjęcia                                                     źródło zdjęcia

 Jako obi, czyli pas do kimona.
źródło zdjęcia                                                          źródło zdjęcia
źródło zdjęcia                                             źródło zdjęcia


Tanuki w popkulturze

Wcześniejsze przykłady użycia wizerunku tanuki dotyczyły jeszcze epoki feudalnej, ale wraz z nastaniem nowoczesności Japończycy wcale nie przestali tworzyć dzieł mniejszych i większych z podobizną tego zwierzaka. I tak obecnie można spotkać się z wizerunkiem tanuki w popkulturze jako:

  Jedno w wcieleń Hello Kitty


-   Postać z gry. Tu akurat mamy Super Mario 3.


-  W mandze i anime, zarówno we własnej postaci, czyli np. w „Pom Poko” - anime o tanuki ze znanego studia Ghibili .


Oraz jako postać w pewien sposób nawiązująca do tanuki, np. Shukaku z „Naruto”,

Ponchi z „Shaman King”
czy Hachi z anime „Inuysha”.

-  W filmie z 2005 r. „Princess Raccoon”, gdzie chińska aktorka Zhang Ziyi wcieliła się w postać Tanuki-hime, księżniczki tanuki, która zakochała się w księciu.


- Jako alternatywna wersja lalek z okazji święta dziewczynek „Hina matsuri”, które przypada na 3 marca. Wtedy właśnie wystawia się taki lalkowy dwór cesarski.


-   Jako dość nietypowy zabuton, czyli japońska poduszka do siedzenia.


-  Oraz wiele innych przykładów wzorów na kubkach, koszulkach, zwykłych maskotek itd.

Zestaw do herbaty.

Zestaw do sake.

Portfel

A także tanuki pilnujący porządku na różnego rodzaju znakach ostrzegawczych i informacyjnych.



Mam nadzieję, że ten krótki artykuł nieco przybliżył Wam postać kuno-psa, czyli japońskiego tanuki. 

Bibliografia

Tubielewicz J., „Mitologia Japonii”, Warszawa 1980, s. 248-250.
http://en.wikipedia.org/wiki/Kuzunoha
http://hyakumonogatari.com/category/tanuki-stories/
http://www.jnto.go.jp/engpre2/location/spot/shritemp/morinji.html

(Tekst wystąpienia z II Dnia Kultury Japonii na Uniwersytecie Śląskim)

niedziela, 23 kwietnia 2017

"Mushi - czyli co kieruje Japończykami"

Zapewne wiele osób oglądając japońskie teleturnieje, filmy czy seriale zastanawia się, co tak naprawdę kieruje Japończykami, którzy czasem zachowują się w sposób dla nas niezrozumiały lub wręcz absurdalny. Odpowiedź może okazać się bardzo prosta. Japończycy od dawna czuli, że poza świadomością kryje się w nich coś więcej. Twierdzą, że w ich ciałach czai się robak, czyli po japońsku „mushi” (虫). Jednak spokojnie, nie mówimy tu o tasiemcu czy innym pasożycie.


Nikt nie widział tego robaka, ale uważa się, że znajduje się on w określonym miejscu czekając na swój ruch. Oczywiście ciężko powiedzieć gdzie dokładnie jest to określone miejsce. Być może chodzi o brzuch, dlatego że w języku japońskim mamy wyrażenie oznaczające "złoszczenie się", które wskazuje właśnie na tę część ciała - „hara ga tatta” (腹が立った), dosłownie: „brzuch wstał”. Skoro „robak”, który czai się w brzuchu może swoim zachowaniem doprowadzić do tego, by osoba w której mieszka się zezłościła, to nie pozostaje nic innego jak tylko „zabić robaka” czyli „mushi o korosu” (虫を殺す). Niemniej, mimo że robak mógł zostać zabity, to na jego miejscu zaraz powstaje kolejny, który zadomowi się w dokładnie tej samej części ciała.

Pozostaje pytanie czy w takim wypadku w ciele Japończyka jest jeden, dwa, a może kilka robaków? Niezależnie od ich liczby uważa się, że to one są odpowiedzialne za ludzkie działania, w związku z czym niełatwo jest zrozumieć Japończyków bez analizy, o jakim robaku mowa.

Freud w swoich badaniach odróżnił świadomość od znacznie bardziej obszernej i wpływowej nieświadomości, przedstawiając w jaki sposób ta druga wpływa na tę pierwszą. Czym jest ta nieświadomość? W dużym skrócie, w warstwach rozległego obszaru, na dnie ludzkiej duszy czai się ślepa energia kierująca człowiekiem. To odkrycie w dziedzinie psychologii nastąpiło w XX w., jednak Japończycy już dużo wcześniej instynktownie czuli tę siłę. Nie potrafili jej sprecyzować, więc wyobrazili ją sobie właśnie jako „robaka”. Podobnie jak w przypadku freudowskiej „nieświadomości”, tak i ta siła tkwi w podświadomości i nie da się jej w żaden sposób kontrolować.
          
Niemniej trzeba uważać, by „robak” był na swoim miejscu i najlepiej spał. Jeśli przypadkiem okazałoby się, że z jakiegoś powodu „robak” nie może wrócić na swoje miejsce, to następuje „mushi no idokoro ga warui” (虫のいどころが悪い) czyli „zły adres/miejsce robaka”. W takiej sytuacji wzmaga się złość i nie można się uspokoić. Z kolei to jest wstępem do „hara no mushi ga osamaranai” (腹の虫が治まらない), co oznacza „nie móc się pohamować” .

W przeciwieństwie do „nieświadomości”, „robak” posiada intuicję. Tak jak wszystkie insekty posiada zmysły, dzięki którym może rozpoznawać innych ludzi. Wystarczy tylko, że posłucha lub spojrzy na osobę, z którą ma do czynienia i jeśli uzna, że coś jest nie tak, od razu następuje jego reakcja odmowna. W takich momentach mówi się, że „robak cię nie lubi”, czyli „mushi ga sukanai” (虫が好かない). Nie musi być podany konkretny powód tego nielubienia. Po prostu przy danej osobie czujemy się niekomfortowo. Jeśli mimo ostrzeżeń „robaka” zignorujemy jego przeczucia, to wtedy zdenerwowany pluje śliną zwaną „mushizu” (虫ず), którą na język polski tłumaczymy jako „zgaga”. Oczywiście ta „ślina” jest tym samym, co kwas żołądkowy, a jego przemieszczanie się w górę przełyku nazywane jest „mushizu ga hashiru” (虫ずが走る), czyli „mushizu biegnie”. Właśnie w ten sposób „robak” próbuje kontrolować swojego człowieka.

Ta wyostrzona intuicja „robaka”, która może się objawiać w taki sposób jak było to wcześniej wspomniane, jest nazywana „mushi no shirase” (虫の知らせ) - „robakowe wieści”. Innym przykładem tych „wieści” jest sen. Być może komuś z Was zdarzyło się śnić o dawno niewidzianym znajomym, po czym następnego dnia spotkał go na ulicy. Taki zbieg okoliczności to również „mushi no shirase”.

Inne przykłady aktywności „robaka” to np. „mushi ga okiru” (虫が起きる), czyli „robak się budzi”. To jedna z bardziej nieprzyjemnych sytuacji, w której nagle następuje w nas pewna zmiana, czujemy się niepewnie. Czasem dochodzi do tego płacz i utrata wiary w siebie. Takie osoby są nazywane po japońsku „nakimushi” (泣き虫) - „beksa; mazgaj” (dosłownie „płaczący robak”) lub „yowamushi” (弱虫) - „tchórz; słabeusz” (dosłownie „słaby robak”). Poza takimi dość negatywnymi określeniami są również te w miarę pozytywne. I tak mamy „hon no mushi” (本の虫) - „mól książkowy” oraz „gei no mushi” (芸の虫) - „robak sztuki” - w ten sposób określimy osobę zanurzoną w świecie sztuki.

Kolejne przykłady, jakie można wymienić, dotyczą relacji damsko-męskich. Gdy dziewczyna ma chłopaka, to taki związek jest określany jako „mushi ga tsuita” (虫がついた), czyli „robak się doczepił”. Oczywiście w żadnym wypadku nie należy tego kojarzyć z sytuacją, w której jedno z partnerów jest zwykłym pasożytem żerującym na swojej drugiej połówce. W tym wypadku chodzi o to, że i dziewczyna i chłopak mają w sobie „robaka miłości” – „koi no mushi” (恋の虫), którego można by przyrównać do naszych „motyli w brzuchu”.

Następna sytuacja to „mushi ga ii” (虫がいい), w której „robak” dobrze się czuje (czyli po japońsku - „ii”). Jaka to sytuacja? Kiedy zachowujemy się samolubnie, to znaczy, że robak jest w dobrym nastroju. Podsumowując przedstawione powyżej opisy zachowań „robaka”, można dojść do wniosku, że to dość wredna, kochająca siebie istota.

Całe przytoczone zachowanie „robaka” można porównać do duszy, która wyraża „ja chcę”, „ja myślę”, „ja czuję”. Duszy jak i „robaka” nie widać. W różnych kulturach w różnoraki sposób wyobrażano sobie duszę. W Chinach można by do tego przyrównać energie „yin” i „yang”. „Yang” to jasna energia, otrzymana z niebios, która po śmierci wraca do nieba, a „yin” to ciemna strona otrzymana z ziemi, która wraca właśnie do ziemi. W Japonii taką duszą jest właśnie „robak”, ale w ten sposób Japończycy określają „pierwotną duszę”, a nie tę, która jest równoznaczna z duchem. Czym ona jest? Czasem można odnieść wrażenie, że w duszy człowieka jest jeszcze jedna osobna dusza. Tą właśnie drugą duszą jest wspomniany wcześniej „robak” ujawniający się w podświadomości wspomnianej przez Freuda. Toteż z punktu widzenia współczesnej psychologii jest czymś bardziej psychicznym niż duchowym.

Gdy człowiek umiera, to według Japończyków ostatnim, co trzyma go jeszcze na tym świecie, jest „oddech robaka” – „mushi no iki” (虫の息), który z racji stanu, w jakim jest osoba umierająca, nie może być świadomy. Stąd również nawiązanie do podświadomości.

Skąd w ogóle pomysł, że druga, czy inaczej pierwotna dusza to „robak”? Tak jak prawdopodobnie większość ludzi na świecie, tak i Japończycy uważali insekty za coś, co bardziej przyprawia o obrzydzenie niż wprawia w zachwyt. Niemniej w pewien sposób wzbudzały w nich zainteresowanie.

Już w epoce Heian (794 – 1185 n.e.) znane były powieści, w których występowały między innymi modliszki i ślimaki np. „Mushi mezuru hime gimi”(虫めづる姫君). Z kolei w „Azechi no dainagon no omusume” (按察使の大納言の御むすめ) księżniczka zbierała robaki, po czym z zainteresowaniem obserwowała jak te zmieniają się w motyle.
Z jednej strony uważano insekty za coś obrzydliwego i strasznego, a z drugiej tkwiła w nich jakaś tajemnica, która mogła fascynować.

Pozostaje jeszcze kwestia skąd wyobrażenie, że to „robak” jest w ciele, a nie coś innego, jak np. jeżyk czy alpaka. Z pomocą przychodzi nam opowieść z księgi dawnych wydarzeń zwanej „Kojiki”, a dokładnie opowieść o pierwszych bogach Izanagim i Izanami, którzy stworzyli pozostałych bogów. 

W czasie narodzin kolejnych bóstw nagle stała się tragedia, przez którą Izanagi musiał udać się do świata umarłych, by zabrać stamtąd swoją zmarłą żonę:


„Wśród tego licznego potomstwa zdarzały się od czasu do czasu niezbyt udane twory, ale do prawdziwej tragedii doszło dopiero wtedy, gdy Izanami wydała na świat boga ognia Homusubi. Spalona od wewnątrz Izanami konała w okrutnych męczarniach, ale jeszcze w czasie agonii dokonywała dzieła prokreacji. Z jej wymiotów i ekskrementów powstały nowe bóstwa: Kanayamahiko – bóg metalu, Mizuhanome – bogini wody, Haniyama – bogini gliny.

Udręczony widokiem żoninej męki, Izanagi czołgał się wokół bezsilnej postaci wylewając rzęsiste łzy. Z tych łez rozpaczy powstała bogini lamentująca Nakisahame. Izanagi wykrzyknął z rozdzierającym żalem:

- O, że też musiałem oddać moją ukochaną w zamian za jedno dziecko! – i za śmierć małżonki wziął odwet na Homusubim. Pociął go mieczem na sztuki. Z pociętych kawałków ciała i z krwi, która spłynęła z miecza, powstały również nowe bóstwa. Nie wróciło to jednak życia Izanami. Odeszła do Krainy Ciemności – Yomi no kuni.  

Wierny Izanagi poszedł ją odzyskać, ale kiedy już ją odnalazł, powiedziała z goryczą:

- Mężu mój i panie, czemu przychodzisz tak późno? Ja już jadłam z kuchni Krainy Ciemności… Muszę teraz odpocząć. Proszę cię, nie patrz na mnie.


Izanagi nie posłuchał tej prośby. Wyłamał jeden ząb z grzebienia, zrobił z niego pochodnię i przy jej świetle spojrzał na małżonkę. Straszny widok przeraził go do najwyższego stopnia. Jego ukochana była odrażającym, rozkładającym się trupem! Robaki toczyły piękne niegdyś ciało, a 'w głowie jej przebywał Wielki Piorun, w brzuchu jej przebywał Czarny Piorun, w łonie jej przebywał Rozpruwający Piorun, w jej lewym ręku przebywał Wybuchający Piorun, w jej prawym ręku przebywał Piorun-Młot, w jej lewej nodze przebywał Huczący Piorun, w jej prawej nodze przebywał Skryty Piorun: razem było już w niej osiem Piorunów'.

Izanagi rzucił się do panicznej ucieczki, a Izanami nie mogąc znieść wstydu, którego doznała przez jego obecność, kazała go schwycić ośmiu piekielnym jędzom.” (Tubielewicz, 1986, s.31-32)

Z tej opowieści wyłania się jeden wniosek, gdy ktoś umiera, z jego ciała wychodzą czerwie, a skoro to one się poruszają w martwym ciele, to oznacza, że to właśnie one są odpowiedzialne za działanie człowieka. Oczywiście wszyscy wiemy, że to nie prawda, ale starożytni właśnie w taki sposób tłumaczyli sobie tę sytuację.

Gdyby spojrzeć do japońskiego słownika, to pod hasłem „mushi” znajdziemy wiele idiomów z nim związanych. Kilka z nich było już wcześniej wspominanych. Dodatkowo bazując na słowniku „Daigenkai” (大言海) autorstwa Ootsuki Fumihiko można się dowiedzieć, że „mushi” czyli „robak” prawdopodobnie pochodzi od słowa „mushi” (蒸) - „para”. W skrócie, parowanie powoduje poczucie ciepła („nekki” - 熱気). W związku z tym, skoro „mushi” to jednocześnie odczyt słowa „robak” i „para”, a żywy człowiek ma w sobie ciepło („netsu” - 熱), oznacza to, że najprawdopodobniej w ciele człowieka jednak mieszka „robak”, a nie coś innego. Pozostaje teraz jeszcze tylko jedno pytanie: co w takim razie czai się w nas?

Bibliografia:
Tubielewicz J. 1986, Mitologia Japonii.
Morimoto T. 1988, Nihongo omote to ura. [森本 哲郎, 1988, 日本語 表と裏]
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sigmund_Freud

(Tekst wystąpienia z I Dnia Kultury Japonii na Uniwersytecie Śląskim)


czwartek, 20 kwietnia 2017

IV Dzień Kultury Japonii na UŚ

Wczoraj mieliśmy kolejny dzień japoński na Uniwersytecie Śląskim, w związku z tym, czas na małe podsumowanie.
Niestety, pogoda jak i czas poświąteczny przyczyniły się do małej liczby odwiedzających nasze warsztaty, jak i prelekcje. Ogólnie na wydziale mieliśmy spore pustki, przez które było mi nieco smutno, ale w sumie to ci, których nie było powinni żałować, a było sporo atrakcji ;)

Jak co roku studenci częstowali japońską herbatą (Nie, to nie była ceremonia ^^'. Ta właściwa była później.)


Mieliśmy warsztaty origami.


Pisaliśmy imiona po japońsku.


A nawet niektórzy rysowali mangę! :D


Były stoiska z różnościami, w tym z moimi starymi gazetami "Kawaii" i "Mangazynem" ;) (Niektórzy pewnie nie kojarzą takich czasopism ;)


Były japońskie gry - go, shougi i hanafuda.



Jak i mniej tradycyjne.


Studenci zorganizowali konkurs w używaniu pałeczek, jak i zgadywaniu co może oznaczać dane zapożyczenie.



Były również warsztaty z wiązania furoshiki.


Był i punkt informacyjny ;)


Tyle z warsztatów, a w tym samym czasie odbywały się prelekcje i warsztaty prowadzone przez wykładowców.

Na początek poleciał mój mini wykład o dajare. Już kiedyś pisałam o tego typu żartach, natomiast w prelekcji udowodniłam, że jest to coś więcej ;). Być może uda mi się sklecić jakiś post streszczający moje wystąpienie.


Następne dr Krzysztof Olszewski udowadniał, że kanji to najbardziej humanitarnych system pisma, piękny dzięki metaforom :).

 
Po tych dwóch prelekcjach, pani Tomishige opowiedziała nieco o kimonach i yukatach, a następnie zademonstrowała jak taką yukatę założyć.

(PS. Nie bierzcie cukierków od nieznajomych ;)

Następnie, z prezentacji pani Magdy Kotlarczyk dowiedzieliśmy się, jakie elementy shintou można odnaleźć w anime "Kimi no na wa".


Ostatnia prelekcja dotyczyła japońskich bajek i opowieści, a została przygotowana przez panią Umemori.


Na koniec posłuchaliśmy krótkiej prezentacji o ceremonii herbaty i mogliśmy napić się matchi.


Po czym zakończyliśmy dzień japońską piosenką :)


Może frekwencja nie dopisała, ale i tak dobrze się bawiliśmy :)



Dziękuję dr Olszewskiemu za udostępnienie zdjęć ^^.