wtorek, 27 sierpnia 2013

"Słowo na niedzielę" - sierpień

Sierpień się już powoli kończy, więc czas na podsumowanie facebook'owych, niedzielnych obrazków.

1. 阿婆擦れ女・あばずれおんな (abazure onna) - To określenie kobiety bezwstydnej, która źle się prowadzi, bywa wulgarna. Myślę, że dobrymi polskimi synonimami będą: "suka", "bezwstydna latawica", "pinda", "lafirynda". Można też się spotkać z użyciem tego słowa w całym złożeniu あばずれ女の息子 (abazure onna no musuko), który jest tym samym co katakańska wersja サノバビッチ (sanobabicchi) czyli "son of a bitch".


2. マ行女 (ma gyou onna) - to kobieta nie lubiąca mężczyzn. Sama nazwa to dosłownie "kobieta rzędu MA". Chodzi oczywiście o rzędy znaków w tabeli kany, czyli: a, i, u, e, o; ka, ki, ku, ke, ko (...)MA, MI, MU, ME, MO. To jakie cechy kryją się pod kolejnymi głoskami?
マ (ma) - 魔女のような女 (majo no you na onna) - "kobieta jak wiedźma"ミ (mi) - 見えっ張り (mieppari) - "osoba próżna, pusta"
ム (mu) - 無神経 (mushinkei) - "osoba gruboskórna"
メ (me) - 目立ちたがり (medachitagari) - "popisywać się"
モ (mo) - 文句ばかり (monku bakari) - "nic tylko narzeka"



3. ばらばら・バラバラ (bara bara) - onomatopeja rozrzucenia, rozproszenia, rozczłonkowania różnych rzeczy. Czyli ciuchy porozwalane po pokoju to nie burdel czy syf. Są po prostu w trybie bara bara ;).


4. 馬の骨 (uma no hone) - dosłownie. "końska kość" - Jest to prześmiewcze określenie osoby, której pochodzenia nie znamy lub obdartusa, niegodziwca.





wtorek, 20 sierpnia 2013

Twarze z kany

Nadal mamy wakacje, więc nadal trwa wakacyjna posucha, w związku z czym postanowiłam dzisiejszy post zadedykować osobom całkowicie początkującym. A od czego zwykle zaczyna się naukę japońskiego? Jeśli odpowiedziałeś 'anime' to nie jest to prawidłowa odpowiedź, bo anime może być zachętą do nauki, a nie prawdziwą nauką. Ta prawdziwa, dająca nam coś więcej niż wykrzykiwanie バカ (baka - "głupek") jak popieprzony to oczywiście nauka pisma, a tę zaczyna się od 2 sylabariuszy: hiragany i katakany. Jakoś tak zwykle wychodzi, że to ta bardziej okrągła, gładziutka, pozawijana i po prostu ładniejsza hiragana jest tym, za co najpierw bierze się świeżo upieczony samouk. Oczywiście nie jest to regułą, ale osób zaczynających od katakany jest zwykle mniej, niż tych co zaczęli od hiragany. Niemniej od czego by się nie zaczęło to i tak trzeba nauczyć się obu tabel, by potem z przyjemnością (niejednokrotnie równą tej towarzyszącej przy wizycie u proktologa) zająć się nauka kanji. 
Internet roi się od darmowych tabel, więc nauka kany należy zdecydowanie do tych prostszych i tańszych elementów nauki języka japońskiego. Poza "suchymi" tabelami, można też trafić na darmowe materiały pokazujące, np:
- Jak stawiać kreski krok po kroku.
- Do czego porównać wygląd znaku.  
- W jakich wyrazach występuje dany znak.

Przykładem takiej dodatkowej tabeli może być ta:
Większy rozmiar dostępny tu: http://tenkatsukyuu.files.wordpress.com/2011/03/hiragana_chart2.jpg

Oczywiście nikt nie nauczy się znaków jedynie poprzez wydrukowanie tabeli, ale co do sposobów nauki to jest ich tyle ile uczących i każdy sam musi wybrać najbardziej efektywny dla siebie. Takimi standardowymi metodami są oczywiście:
- pisanie samych znaków aż do porzygu
- pisanie całych wyrazów
- nauka poprzez fiszki
- mnemotechnika (przyrównywanie wyglądu znaku do czegoś nam znanego)

Poza tymi wyróżnionymi powyżej, chciałabym zaprezentować jeszcze jedną technikę, którą podpatrzyłam kilka lat temu na pewnej stronie dla nauczycieli języka japońskiego. Niestety link już jest nieaktywny, a pozostałe zasoby portalu zabezpieczono hasłem, więc pozwolę sobie nie podawać adresu źródłowego.
O jakiej metodzie mowa? Roboczo nazwałam ją "twarze z kany", a jest to nic innego jak graficzne przedstawienie imienia i/lub nazwiska danej osoby za pomocą znaków kany zapisanych tak, by całość wyglądała jak twarz. Najbardziej znaną "twarzą" jest へのへのもへじ (henohenomoheji) i prawdopodobnie to od niej wszystko się zaczęło.
Poniżej prezentuję kilka przykładów z mojego zachomikowanego na dysku zbioru:
へのへのもへじ (henohenomoheji)
 
ふじいミナコ (Fujii Minako)
けんタロウ (Kentarou)
なかむラ めぐミ (Nakamura Megumi)
けいタ (Keita)
タカダ くみこ (Takada Kumiko)

なおき (Naoki)

Być może ktoś z Was chciałby spróbować zapisać w ten sposób swoje imię po japońsku. Jak widać z powyższych wzorów, wszelkie chwyty są dozwolone i jak najbardziej można mieszać sylabariusze i nieco "naciągać" wygląd danego znaku ;)
Sama próbowałam zapisać własne imię w ten sposób, ale póki co wychodzą mi niesamowicie parszywe gęby, a w necie każdy chce być piękny, więc swojej wersji póki co nie udostępniam (^_^ ).





sobota, 10 sierpnia 2013

Poradnik dla kandydata na japonistykę.

Drogi przyszły kandydacie na japonistykę. Skoro już postanowiłeś złożyć papiery na ten kierunek to pewnie marzenia lub fascynacja (bo to raczej kieruje większością kandydatów) cię do tego popchnęły. No to teraz czas stawić czoła rzeczywistości i zapoznać się nieco z realiami życia japonisty, w czym mam nadzieje pomoże poniższy artykuł. 

Najpierw może małe informacje wstępne odnośnie linków. 
Jeśli spodziewałeś się, że podam tu linki do zasad rekrutacji czy stypendiów to się myliłeś. Dlaczego ich nie podałam? Ano dlatego, że one i tak wygasają po kilku miesiącach, więc co chwilę musiałabym aktualizować post. Dodatkowo skoro chcesz być studentem, to wypada wykazać się chociaż odrobiną samodzielności i zaradności. Google nie gryzie, nazwy uniwerków będą podane, więc w czym problem by samodzielnie poszukać informacji, które cię interesują? A jeśli próbowałeś i nie potrafiłeś znaleźć żadnych wiadomości na stronach www uczelni to mam dla ciebie złą wiadomość - chyba jeszcze nie dorosłeś do roli studenta, bo na studiach nieraz o wiele bardziej trzeba się nagimnastykować by dotrzeć do jakichkolwiek informacji. Nikt nikomu niczego na tacy nie poda - witamy w dorosłym życiu. 


Na początku trzeba też wyjaśnić różnicę między studiowaniem filologii, a pójściem na kurs językowy. Tak, jest różnica, choć niektórzy zdają się jej nie zauważać.
Po pierwsze filologia to nie tylko nauka języka. Jeśli kogoś kompletnie nie interesuje otoczka kulturowa w postaci zajęć z literatury, historii czy kultury, ani nie ma zamiaru wdrążać się w język od strony językoznawczej, to nie powinien wybierać studiów filologicznych, ale iść na kurs. Panuje powszechna opinia, że nigdzie nie nauczymy się tak dobrze języka jak na filologii, co jest zwykłym kłamstwem. Dobry, intensywny kurs + jeszcze lepiej wyjazd za granicę (bardzo przydatny również na filologii) może dać takie same efekty w nauce języka co studia. Wszystko tak naprawdę zależy od ucznia.Trzeba pamiętać, że filolog to specjalista od danego języka (tak, razem z całą otoczką kulturową), a nie tylko osoba znająca dany język. Jeśli ktoś nadal nie widzi różnicy to niech spojrzy na ten przykład i sam sobie odpowie: wiele osób zna język angielski (w końcu niemal każdy się go uczy), ale czy wszystkie te osoby możemy z ręką na sercu nazwać anglistami?  

Skoro już sprawa 'studia a kurs' została wyjaśniona, to czas przejść do opisu trybów studiowania, bo być może nie każdy zna różnicę: 
- Studia dzienne są najczęściej wybierane ze względu na to, że w chwili obecnej nie trzeba za nie płacić czesnego (nie dotyczy uczelni prywatnych). Oczywiście sprawa komplikuje się przy studiowaniu 2 kierunków jednocześnie, ponieważ od niedawna drugie studia są już płatne, nawet jeśli są w trybie dziennym. Przy takich studiach (w przypadku japonistyki) ma się zawalony zajęciami cały tydzień (od poniedziałku do piątku), więc dorabianie sobie jest praktycznie niemożliwe. Dopiero z czasem, gdy zmniejsza się ilość zajęć pojawia się taka opcja przy dobrym rozplanowaniu czasu, ale trzeba uważać by nie odbiło się to na nauce. 
- Studia wieczorowe mają taki sam program jak studia dzienne lub dość zbliżony (niestety, jest to zmienna, której nie da się przewidzieć, bo zależy od polityki danej uczelni). Tu pojawia się konieczności płacenia czesnego oraz  zajęcia zaczynają się od popołudnia. 
- Studia zaoczne to takie, gdzie zjazdy odbywają się co weekend lub co drugi weekend (zależności od uczelni) i trwają sobota - niedziela lub piątek - sobota - niedziela. Program takich studiów jest okrojony w stosunku do tego jaki jest na studiach dziennych bądź wieczorowych (jedynie japonistyki prywatne oferują tryb zaoczny). 
Obecnie wszystkie studia są w systemie 3+2! Dlatego robiąc licencjat na jednej uczelni jest możliwość dokończenia studiów na drugiej. Tak, tyczy się to również japonistyki prywatnej, dzięki czemu można od razu porównać czy lub jaka jest różnica w poziomach nauczania między uczelniami. 

Japonistyka na uczelniach państwowych.
Obecnie nie ma rozmów kwalifikacyjnych, a jedynie przyjmowanie na podstawie % zdobytych na maturze. Jeśli ktokolwiek myśli, że ma szansę dostać się na studia dzienne zdając jedynie poziom podstawowy z jakiegokolwiek wymaganego przedmiotu to się może bardzo zdziwić, bo nie, nie wystarczy. Co roku chętnych jest tak dużo, że uczelnia naprawdę ma w kim wybierać. Jedynie tryb wieczorowy jest pod tym względem nieco luźniejszy, ale tak samo łatwo z niego wylecieć jak i ze studiów dziennych, więc przygotujcie się na systematyczną naukę w dużych ilościach.  


1.UW (tryb dzienny i wieczorowy): 
- Kulturoznawstwo – jednak nauka języka przez 3 lata licencjatu jest tak samo intensywna jak na filologii, największa różnica pojawia się dopiero na studiach magisterskich, gdzie godziny z nauki japońskiego są mocno okrojone i pojawiają się zajęcia z kultury, których nie ma na pozostałych uczelniach. 
- Lista przedmiotów o szeroko pojętej kulturze japońskiej jest o większa niż na studiach filologicznych. 
- Studia licencjackie i magisterskie. 
- Spora różnorodność specjalizacji, np. językoznawstwo, literaturoznawstwo, kulturoznawstwo, translatoryka itp. O wszystkim można poczytać na stronie wydziału. 


2. UAM (tryb dzienny i wieczorowy): 
- Filologia 
- Studia licencjackie i magisterskie. 
- Specjalizacje: językoznawstwo i literaturoznawstwo (jednak zależnie od dobrej woli promotora można jakoś podciągnąć temat pod inne dziedziny). 


3. UJ (tryb dzienny oraz zaoczny dla studiów kulturoznawczych „cywilizacje Dalekiego Wschodu” – nie są to jednak studia tożsame z japonistyką, ale można je uznać za pewną alternatywę): 
- Filologia 
- Studia licencjackie i magisterskie. 
- Specjalizacje: językoznawstwo i literaturoznawstwo (ale tu też jak człowiek się postara to podciągnie temat pod inne dziedziny). 


4. UMK (tryb dzienny): 
- Filologia 
- Studia licencjackie. 
- Specjalizacje zbliżone do tego co oferuje UAM i UJ. 

5. (tryb dzienny i wieczorowy) - ale to nie filologia japońska! - tu mamy anglistykę z programem tłumaczeniowym z języka japońskiego. Nie jest to zwykły lektorat z 1-2 zajęciami w tygodniu, ale ilość zajęć z japońskiego odpowiada temu, co jest na japonistykach prywatnych. 
- Filologia 
- Studia licencjackie.  
- Specjalizacje dostosowane do anglistyki, a nie japonistyki!

Japonistyka na uczelniach prywatnych
Trzeba to od razu zaznaczyć – rekrutacja na takich studiach polega jedynie na wpłaceniu wpisowego i podpisaniu umowy. Nie ma czegoś takiego jak limit miejsc!. Uczelnie prywatne przyjmują każdego jak leci, a jeśli na swojej stronie www ogłaszają, że są limity to od razu traktujcie to jako chwyt marketingowy mający na celu przekonanie kandydata, że jeśli nie zapisze się już teraz to zabraknie dla niego miejsca. Skoro takie uczelnie przyjmują wszystkich chętnych to odbija się też to na poziomie nauczania. Zależnie od uczelni może on być zbliżony do japonistyk państwowych lub leżeć i kwiczeć.  



1. WSJO w Poznaniu (tryb dzienny): 
- Filologia 
- Studia licencjackie. 
- Specjalizacje: językoznawstwo i literaturoznawstwo (jednak zależnie od dobrej woli promotora można jakoś podciągnąć temat pod inne dziedziny). 


2. WSSM w Łodzi (tryb dzienny i zaoczny): 
- Filologia 
- Studia licencjackie i magisterskie. 
- Specjalizacje do pisania pracy licencjackiej jak wyżej, ale tu znowu jak ktoś znajdzie chętnego promotora to i z kultury napisze. 


3. PJATK (dawniej PJWSTK) w Warszawie (tryb dzienny i zaoczny): 
- Kulturoznawstwo – jednak różnica programowa (zwłaszcza poziom japońskiego) między tymi studiami, a japonistyką na UW jest tak duża, że prawdopodobnie nie ma możliwości kontynuacji studiów po zrobieniu licencjatu na PJWSTK. 
- Studia licencjackie. 



Różnice między japonistyką prywatną i państwową
- Konieczność płacenia czesnego na uczelni prywatnej (cena za miesiąc nauki jest podana na stronie www danej uczelni). 
- Wszystkie japonistyki państwowe mają mniej więcej tyle samo godzin z pnj (praktycznej nauki języka) natomiast japonistyki prywatne mają w stosunku do państwowych tych godzin mniej. Czasem sami wykładowcy traktują ludzi z japonistyk prywatnych bardziej pobłażliwie (na szczęście nie każdy to robi) przez co poziom również idzie w dół. Na uczelni państwowej przeważnie zaliczenie/egzamin/kolokwium jest zaliczane od 75%, a na prywatnej od 60%. Jednak każdy jest kowalem swojego losu i nawet ucząc się na uczelni prywatnej przy odrobinie dobrych chęci, samozaparciu i systematyczności można osiągnąć taki sam poziom znajomości japońskiego jak osoby ze studiów państwowych! (Tak, ta kwestia jest już sprawdzona i nie jest to jedynie gdybanie.)
- Brak stypendium „uczelnianego” (choć czasem pojawia się coś a'la stypendium, które chyba lepiej nazwać kontraktem między uczelniami, gdzie student sam sobie część lub całość opłaca). Większość uniwerków ma własne stypendia podpisane z uniwerkami w Japonii. Uczelnie prywatne na dzień dzisiejszy takich umów nie posiadają. 



Różnice między japonistykami prywatnymi
- Najniższy poziom nauki japońskiego jest na PJATK, dlatego że z racji specyfiki studiów (kulturoznawstwo) godzin pnj jest tam najmniej, ale same studia są podzielone na 2 tryby (normalny i intensywny) i tak 'normalny' wypada dość słabo (poziom N4 po 3 latach), ale 'intensywny' już nie tak źle (N3+). WSJO i WSSM mają porównywalną ilość godzin z japońskiego ale: 
· Japonistyka na WSJO powstała wcześniej niż na WSSM. 
· Ilość native speakerów oraz wykładowców, którzy od lat nauczają na japonistyce państwowej jest większa na WSJO. 
· Licencjaci, którzy już opuścili mury WSJO jakoś lepiej potrafili się wtopić w szeregi japonistów na uczelniach państwowych niż absolwenci WSSM (ale należy dodać czynnik ludzki - absolwenci to pojedyncze jednostki, a nie masa, więc są różnice w poziomie znajomości języka pomiędzy absolwentami z tego samego roku).  
- Najwyższe czesne jest na PJATK, a najniższe oferuje WSSM. 
- WSSM ma własny akademik. 



Stypendia 
Poza stypendiami uczelnianymi (o nich można dowiedzieć się bezpośrednio w sekretariacie lub na stronie www danego uniwersytetu) japonistów obejmuje stypendium z ambasady Japonii - 文部科学省 (Monbukagakushou) zwane w skrócie文部省 (Monbushou) lub MEXT. Rekrutacja na to stypendium odbywa się raz w roku i może przystąpić do niego każdy student japonistyki (tak, ci z prywatnej też), ale trzeba się liczyć z bardzo dużą konkurencją. Oczywiście istnieją też inne stypendia, w tym takie przeznaczone dla pracowników naukowych czy osób starających się o studia doktoranckie. Informacji o nich najlepiej szukać u swojego promotora lub na własną rękę przetrząsając internet. Niektóre uniwersytety japońskie posiadają własną ofertę stypendialną, ale poszukiwanie dokładnych informacji to również zadanie zainteresowanego ;). W poszukiwaniu stypendium polecam przejrzeć stronę ambasady Japonii w Polsce, stronę Fundacji Japońskiej czy JASSO.

Odwieczne pytanie – co można robić po japonistyce
Same studia tak naprawdę dają niewiele, bo podstawowa wiedza to ta dotycząca kultury i umiejętności językowe. Można zostać: 
- Tłumaczem (w firmie, w biurze tłumaczeń, wolny strzelec). 
- Nauczycielem japońskiego (prywatnie, w szkole językowej lub - przy odrobinie szczęścia - robić karierę na uniwersytecie). 

Jeśli kogoś nie interesuje żaden z wymienionych zawodów no to niestety niezbędny będzie drugi fakultet (jego wybór zależy od tego jaki zawód chce się wykonywać) lub jakieś kursy. 

Kwestia pracy w Japonii po japonistyce – jedyna umiejętność japonisty (jedynie po studiach japonistycznych) to szeroko rozumiana wiedza o Japonii oraz znajomość języka. Czy naprawdę jest to coś co może zainteresować japońskiego pracodawcę w KKW? Hmmm, co prawda  miliony Japończyków zna japoński lepiej niż nie jeden japonista, a do tego mają do zaoferowania również inne umiejętności zawodowe, ale japonista nie jest na zupełnie straconej pozycji. Chcąc pracować w Japonii sam japoński to nie aż tak wielki atut w staraniu się o dobrą pracę, ale jednak atut. Bez znajomości japońskiego jest gorzej i z pracą i ogólnym zaaklimatyzowaniem się w kraju zapisanym w "krzaczkach". Do tego obcokrajowcy zwykle lepiej znają języki obce (europejskie) niż Japończycy (chodzi głównie o wymowę), więc mogą starać się, np. o posadę tłumacza lub konsultanta do obsługi klientów zagranicznych. Oczywiście nie są to jedyne opcje, ale jak pisałam już wcześniej, to przyszły japonista musi wiedzieć co chce robić w życiu i starać się dążyć do celu po kolei zdobywając nowe doświadczenia. Mówiąc ogólnie - tak, załapanie pracy w Japonii jest jak najbardziej możliwe. Już na studiach można starać się o staż/praktyki w Japonii z ramienia AIESEC. 

Na sam koniec informacja, która w zasadzie powinna być czymś oczywistym dla każdego: studia językowe wymagają systematyczności! Jeśli liczysz na to, że cały semestr będziesz się opieprzać, a na naukę poświęcisz jedynie kilka dni przed sesją no to powodzenia. Wywalenie na pysk boli. Nie trzeba mieć wybitnych zdolności językowych, ale bez samozaparcia - choć zapewniam, że nawet największego zapaleńca po jakimś czasie widok kanji i kolejnych form gramatycznych doprowadza do szału – nie ma szans na skończenie tych studiów z taką znajomością japońskiego, która pozwoli na pracę w zawodzie.
No i jeszcze jedno, chcesz iść na japonistykę bo kochasz wielkookie, kreskówkowe postacie i chciałbyś czytać mangę w oryginale? Cóż, fajnie że masz jakieś hobby, ale bez japonistyki na pewno będziesz mieć więcej czasu na jego kontynuowanie, a do tego fan mangi (i niczego więcej!) może czuć się bardzo zagubiony w świecie poważnej literatury, tony informacji z historii i zetknięciu z prawdziwą kulturą, a nie tą podkoloryzowaną. 

Nim zdecydujesz się na te studia sam sobie odpowiedz jakie motywy tobą kierują, co chcesz robić w przyszłości i czy te studia są niezbędne do osiągnięcia zamierzonego celu, czy może jest inna droga.  

czwartek, 8 sierpnia 2013

Za 20 lat to ...

Dziś na zajęciach ćwiczyliśmy m.in. formę ~かもしれません (~kamoshiremasen - "chyba, prawdopodobnie") i pojawiło się ćwiczenie, w którym uczeń musiał opowiedzieć jak będzie wyglądać wyglądać jego życie za 20 lat. Były przy tym pytania pomocnicze, dzięki którym otrzymałam taki opis planów na życie:

 グリヴィツェに住んでいるかもしれません。(Gurivice ni sunde iru kamoshiremasen.) - "Chyba będę mieszkał w Gliwicach."
結婚しているかもしれません。(Kekkon shite iru kamoshiremasen.) - "Chyba się ożenię."
家内はみにくいですが、お金持ちかもしれません。(Kanai wa minikui desu ga, okanemochi kamoshiremasen.) - "Moja żona pewnie będzie brzydka, ale bogata." (yeah!)
子供がたくさんいるかもしれません。(Kodomo ga takusan iru kamoshiremasen.) - "Chyba będę miał dużo dzieci."
僕は失業者かもしれません。(Boku wa shitsugyousha kamoshiremasen.) - "Pewnie będę bezrobotny."
お金持ちかもしれません。(Okanemochi kamoshiremasen.) - "Chyba będę bogaty." (No tak, bez pracy ale brzydka żona dość majętna ;))
週末、何もしないかもしれません。(Shuumatsu, nanimo shinai kamoshiremasen.) - "W weekendy chyba nic nie będę robił."
日本語を勉強しているかもしれません。(Nihongo o benkyou shite iru kamoshiremasen.) - "Chyba będę uczył się japońskiego."

Nie ma co, plan na przyszłość idealny (zwłaszcza to ustawienie się finansowo u boku bogatej żony). 
Że też ja nie miałam nigdy tak dobrych odpowiedzi na pytanie "gdzie siebie widzę za 5 lat" w czasie rozmów o pracę (^_^ ). 

środa, 7 sierpnia 2013

"~ga arimasen" vs. "~ja arimasen"

Wakacje, wolne, więc w końcu nastał czas na przejrzenie kserówek, nieodebranych testów czy zadań domowych (kto nie odebrał w czasie roku akademickiego to sorry, poszło na przemiał). 
I tak siedząc na podłodze w całej tonie papieru i decydując co dać do kosza, a co jeszcze się przyda, nasunął mi się pomysł na dzisiejszą notatkę. Dodatkowo kilka prywatnych wiadomości na różnych forach, gdzie zwykle początek głosi "proszę o sprawdzenie", utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto poruszyć ten temat.
A o co chodzi? Niby o banał, bo temat dotyczy zdań z przeczeniem w orzeczeniu, a dokładniej ~がありません (~ga arimasen) i ~じゃありません (~ja arimasen), lub jak kto woli (w formie słownikowej): ~がない (~ga nai) i ~じゃない (~ja nai). Prostych zdań, od których zaczyna się naukę, a mimo to pomyłek zdarza się całkiem sporo.

To nie blog - kurs online, więc nie będę dokładnie opisywać co te formy oznaczają.  Skupię się jedynie na przedstawieniu różnicy, tak by to zapamiętać raz na zawsze i więcej nie mylić (ja wiem, wiem, tu i tu arimasen, więc każdemu może się pokiełbasić).

No to zaczynamy!

By dokładnie opisać różnicę, najpierw musimy wyjść od zdania twierdzącego, czyli:
これはうんこです
Kore wa unko desu.
"To kupa."

No ciężko pomylić to z czymś innym skoro ma wszystkie znamiona bycia kupą. Jest brązowa, śmierdzi i wyszła skąd wyszła (nie wdawajmy się w szczegóły).

 A teraz przeczenia.

PUFF! Nie ma kupy!
うんこがありません
Unko ga arimasen.
"Nie ma kupy"
~がありません (~ga arimasen) pokazuje nam, że fizycznie czegoś po prostu nie ma.

これはうんこじゃありません
Kore wa unko ja arimasen.
"To nie kupa."
No przecież widać, że nie. Ok, jest brązowa, ale kto widział puchatą kupę? 
(Info dla osób nie znających tego fantastycznego zwierzątka - to alpaka. ^^)
Czyli ~じゃありません (~ja arimasen) to jedynie przeczenie od です (desu), które nam pokazuje czy coś jest danym przedmiotem (ma wszelkie cechy by jednoznacznie stwierdzić, że czymś jest) czy też nie (bo nie ma tych cech). 

Ja wiem, że to banał, ale pewnie niektórzy z was zdziwili by się jak wiele osób to ze sobą myli.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Poradnik dla samouka

Jeśli patrząc na sam tytuł stwierdziłeś, że gdzieś już to było, to masz rację. Pierwsza wersja tekstu pojawiła się w 2010 r. na forum ohayo-nippon. Niemniej od tego czasu moje doświadczenie w nauczaniu i obcowaniu z samoukami nieco się powiększyło, więc postanowiłam odświeżyć nieco ten tekst. 

No to jazda!

Stało się...Być może naoglądałeś się anime, zainteresowałeś Japonią poprzez książki i filmy, a może chcesz błysnąć wśród znajomych? Nieważne jak doszedłeś do tej decyzji, ważne, że w przekonaniu wielu okazałeś się na tyle szalony by rozpocząć naukę japońskiego! 

Zapewne tak jak większość zapaleńców nie wybrałeś się na kurs czy prywatne lekcje, ale postanowiłeś rozpocząć samodzielną naukę. Nauka pod okiem nauczyciela to oczywiście najrozsądniejsze wyjście, bo nie jesteś pozostawiony samemu sobie i ktoś czuwa nad twoimi postępami. Ale wiadomo, japoński to nie angielski i nie wszędzie jest możliwość uczestnictwa w takim kursie, a nawet jeśli jest to nie każdy chce od razu zapisać się na taki kurs ze względów finansowych. Nie oszukujmy się, Internet wręcz tonie w darmowych źródłach nauki japońskiego – tych legalnych i tych nieco mniej, co kusi i to kusi jak diabli ^^.

Skoro już jednak wybrałeś ten najtańszy choć nie najprostszy sposób nauki, czas na zaplanowanie wszystkiego nim rzucisz się na głęboką wodę (i walniesz o dno bo bez przygotowania raczej tak to się kończy). 

Na naukę japońskiego składa się, tak jak w przypadku nauki każdego innego języka obcego:

- Opanowanie gramatyki i słownictwa.

- Umiejętność mówienia (bo jednak dobre porozumiewanie się w piśmie nie gwarantuje dobrej komunikacji ustnej).

- Oraz coś co odróżnia japoński od języków europejskich – nauka pisma (ach krzaczki, krzaczki, krzaczki!)

No to po kolei:

1.Podręcznik do gramatyki to podstawa, ale mówimy tu o dobrym podręczniku, a nie rozmówkach (czyt. nie Edgard i nie Pons)! Zakup samych rozmówek to jak strzał w stopę, ale jakimś dziwnym trafem właśnie taki szajs jest najchętniej kupowany przez samouków (znowu kwestia ceny, która jest adekwatna do poziomu prezentowanej treści). 

Co w takim razie powinna zawierać książka, by nadawała się do czegoś więcej niż wykucia zdań typu „Przepraszam, ile kosztuje ten fajny gadżet, który i tak nie będzie działał w moim kraju? lub „Pomocy! Sedes do mnie mówi, a ja chcę tylko spuścić wodę”? Otóż dobry podręcznik musi zawierać: 

- Jasno opisaną gramatykę, tak by osoba ucząca się samodzielnie nie musiała odgadywać co autor miał na myśli (problem stosowania zbyt zawiłej terminologii lub bardzo ubogie wyjaśnienia). Na etapie początkującym ważne jest, by wyjaśnienia były w takim języku jaki jest w stanie zrozumieć uczeń, natomiast w późniejszej nauce bardzo dobre są podręczniki wyłącznie po japońsku. Ale również tu opis gramatyki nie może być zbyt lakoniczny, bo nie wyjaśni wszystkich niuansów użycia danej konstrukcji. 

- Przykłady użycia danej formy gramatycznej, najlepiej z podziałem jak trzeba i jak nie powinno się konstruować danego zdania. 

- Nie może być wyłącznie w rōmaji! Już na samym początku nauki trzeba oswajać się z kaną i kanji, a zapis jedynie w rōmaji tak naprawdę tylko wypacza naukę i rozleniwia ucznia. Będzie on odkładał naukę pisma tak długo, jak to tylko możliwe. 

- Jakiś sensowny zakres materiału tzn. albo podział według poziomów egzaminów JLPT (od N5 do N1) albo na wzór japoński 初級 (shokyuu – poziom podstawowy)・中級 (chuukyuu – średniozaawansowany)・上級 (joukyuu – zaawansowany)・超級 (choukyuu - super, hiper, ultra, naj – to właśnie na tym poziomie doznajesz oświecenia, oczy robią ci się skośne, a Cesarz mówi do ciebie ‘synu’). 

- Ćwiczenia, choć te można również kupić osobno. Ważne jednak, by jakieś były, bo gramatyka nie utrwala się poprzez czytanie w kółko przykładowych zdań, ale właśnie poprzez praktykę (inna sprawa, że wykucie iluśtam zdań pomaga, bo na ich podstawie można budować własne). Podręcznik dla samouka musi mieć klucz odpowiedzi, bo robienie ćwiczeń bez możliwości sprawdzenia ich poprawności jest bez sensu. 

- Zaznaczenie czy dana konstrukcja używana jest tylko w piśmie czy również w mowie bo japoński to taki język, w którym jest rozróżnienie nie tylko na jego odmianę mówioną i pisaną, ale również na język mężczyzn i kobiet (dochodzi też kwestia języka grzecznościowego i potocznego, ale to chyba opisano w niemal każdym podręczniku). Dobrze by było gdyby później nie wychodziły kwiatki, że samouk (płci brzydszej) mówi jak hmmm baba i do tego zwrotami używanymi jedynie w piśmie. 


2.Podręcznik do nauki pisma jest czymś co po prostu trzeba mieć, jeśli nie chce się uchodzić za „japońskiego analfabetę”. Do nauki hiragany i katakany wystarczy tabelka wydrukowana z netu, bo każdy z sylabariuszy zawiera jedynie 46 bardzo prostych znaków, więc na naukę całej kany wystarczy od kilku dni do 2 tygodni (no chyba, że ktoś jest oporny i nie da rady nauczyć się tego przez kilka miesięcy; jednak w takim wypadku powinien poważnie zastanowić się nad dalszą nauką japońskiego). 
Co powinien zawierać taki podręcznik? 

- Znak kanji z zaznaczoną kolejnością stawiania kresek, zestaw odczytów onyomi i kunyomi oraz złożenia zawierające dany znak wraz z ich tłumaczeniami. 

- Przykładowe zdania wraz z ich tłumaczeniami, pokazujące jak używać danego złożenia. 

- Ćwiczenia lub mini testy wraz z odpowiedziami, sprawdzające ile się już zapamiętało znaków. 

- Sensowny podział materiału, czyli nie wprowadzanie losowych kanji jak się komu podoba, tylko ułożenie materiału według jakiegoś porządku, np. według poziomów JLPT. 

- Ucz się z podręcznika, a nie słownika! Nie wiem co to za moda, że ludzie kupują słownik kanji (przeważnie ten najbiedniejszy z biednych – słownik autorstwa Nowaka) i potem się dziwią, że gówniany z niego podręcznik. To, że jako słownik też dupy nie urywa to inna sprawa, ale nijak nie można tego nazwać podręcznikiem.


3. Ćwiczeniówka. Nie jest obowiązkowa, ale biorąc pod uwagę, że w podręczniku ćwiczenia to tylko dodatek, to warto w taką się zaopatrzyć. Oczywiście tak jak w przypadku podręcznika – rōmaji dodawane do każdej lekcji odpada (ale przez kilka pierwszych lekcji jest ok). Fajnie jeśli ćwiczeniówka zawiera różnorodne ćwiczenia: słuchanie, czytanie, pisanie, uzupełniani itd. Nie ma nic gorszego niż wałkowane w kółko łopatologiczne podstawianie do wzoru. O ile takie ćwiczenia jako jedne z wielu są ok., bo pomagają zapamiętać formę gramatyczną, tak nauka jedynie poprzez takie zadania nie daje pożądanych rezultatów. Również nie należy przeginać w drugą stronę, czyli wziąć na tapet zdanie polskie i próbować je przetłumaczyć na japoński, mimo że jeszcze nie zna się gramatyki na danym poziomie. Jeśli chcesz robić tłumaczenia to rób to jedynie w zakresie tego, co już opanowałeś. 


4.Słownik! Może być tradycyjny (czyli papierowy), elektroniczny bądź jako program komputerowy, ale bez niego ani rusz! Słowniki też oczywiście dzielą się na te warte uwagi (i pieniędzy) oraz te, które nie nadają się nawet na zamiennik papieru toaletowego.

No to co w takim razie wypadałoby, by taki słownik posiadał? 

- Na samym początku nauki ważne jest, by słownik był dwujęzyczny, czyli by hasła można było sprawdzać w obie strony np. z japońskiego na polski i z polskiego na japoński. Na razie jednak zapomnijcie o takiej możliwości, bo na naszym rynku takiego papierowego słownika po polsku nie ma! Znaczy jest, ale powiem wprost, jest do dupy. Czyli w przypadku polskiego samouka jest mile widziana znajomość angielskiego lub innego języka obcego pomocnego przy nauce japońskiego. 
Na późniejszym etapie nauki warto zaopatrzyć się w słownik japońsko-japoński, bo takie słowniki bardzo szczegółowo opisują każde zawarte w nich hasło. 

- Zapis haseł w kanie i kanji (opcjonalnie też w rōmaji)! Dobry słownik nie może być zapisany jedynie „łaciną” ze względu na mnogość homofonów (wyrazów tak samo brzmiących, ale o innym znaczeniu). Dodatkowo taki słownik staje się nieprzydatny, gdy mamy tekst w całości w znaczkach i chcemy sprawdzić znaczenie jakiegoś słowa. 
Oczywiście w takim przypadku pomocny staje się słownik znaków, ale niewielu początkujących chce od razu inwestować w kilka różnorakich słowników. 

- Przykładowe zdania, by pokazać użycie danego słowa. 

- Zaznaczenie czy to rzeczownik, przymiotnik (a jeśli tak to jaki), czasownik (samogłoskowy lub spółgłoskowy) czy część konstrukcji gramatycznej. 

- Mnogość haseł, bo w końcu słownika nie kupuje się po to, by rzucić nim w kąt po roku nauki. Ma służyć nam przez lata. 


5. Osoba znająca japoński na poziomie wyższym niż podstawowy lub Japończyk wykorzystywany jako nauczyciel z doskoku. W nauce języka są niestety rzeczy nie do przeskoczenia samemu tj. nauka poprawnej gramatyki oraz umiejętność konwersacji. 

Niestety samemu nie można wyhaczyć własnych błędów, a gadanie do siebie to przejaw choroby, a nie nauka komunikacji (no chyba, że ktoś stara się opisać np. fabułę książki czy filmu to wtedy takie ćwiczenie w myślach jest jak najbardziej ok). W takich chwilach niezbędna jest druga osoba, która wyjaśni to, co wydaje się zagmatwane, poprawi wszelkie błędy i wyrobi umiejętność płynnego mówienia. 

O ile otrzymanie pomocy od osoby znającej dobrze japoński (np. japonisty) jest w miarę bezpieczne i ma się (mniej więcej) pewność, że przekazane info są poprawne, o tyle problem pojawia się w przypadku native’a. 

Samouk, jako osoba która często myśli, że wie najlepiej, zwykle od razu zaczyna napastować Japończyków na Skype, MSN, FB czy innym cholerstwie do komunikacji, w celu zawarcia znajomości i przeprowadzenia konwersacji. 
Niejednokrotnie samouk nie zdaje sobie sprawy, że jego wyjątkowo kulawy japoński jest na tyle spartolony, że zaczepiony Japończyk zwykle jedynie domyśla się (lub nie) co też autor miał na myśli, a nieraz olewa konwersację lub proponuje przejście na angielski (no bo po co za darmochę będzie się męczył z typem co posikuje się na hasło m&a i nadużywa słów "kawaii" i "baka"?)
Oczywiście bywają też dość cierpliwi Japończycy, którzy chcieliby pomóc samoukowi, ale za bardzo nie wiedzą jak. Wiele osób zdaje się mieć następujący tok myślenia: native = świetny nauczyciel, a tu zonk. Ilu z was potrafiłoby z miejsca wyjaśnić obcokrajowcowi jakieś zagadnienie z gramatyki języka polskiego? Pewnie niewielu i to samo tyczy się Japończyków. Nie każdy native wie jak nauczać własnego języka. To, czego my się dopiero uczymy i poznajemy dla Japończyków jest czymś naturalnym i oni, podobnie jak my, nie zastanawiają się dlaczego mówi się tak, a nie inaczej. 

Dodatkowo dochodzi kwestia dialektów. Japończycy na co dzień nie posługują się takim japońskim jaki jest w podręcznikach, tylko przeważnie mówią tak, jak się mawia u nich na dzielni (że tak to określę). Zróżnicowanie japońskiego pod względem dialektów jest dość duże. Co prawda na samym początku nauki to nie problem, bo Japończyk widząc jak delikwent kaleczy jego język będzie się starał mówić jak najprostszymi zdaniami i raczej użyje japońskiego standardowego. 
Inaczej to wygląda, gdy obcokrajowiec potrafi już błysnąć na jakimś poziomie. Wtedy niejednokrotnie zdarza się, że native się zapomina i mówi „po swojemu”. 
Czy to złe, jeśli uczeń osłucha się z jakimś dialektem? Jasne że nie (w mojej opinii to nawet plus), ale ważne, by zdawał sobie sprawę, co wchodzi w skład języka standardowego, a co jest dialektem. W przypadku braku takiej wiedzy może dojść do tego, że zacznie się mieszać ze sobą kilka dialektów. 

Trzeba jeszcze jasno i wyraźnie zaznaczyć – Japończycy (a zwłaszcza młodzież) popełniają masę błędów językowych! Dlatego nigdy nie należy traktować wszystkiego co mówi native jako pewniak, bo im również zdarzają się kwiatki jak nasze „poszłem”, „włanczać” czy „wziąść”. 


6. Osłuchanie się z językiem jest niezbędnym elementem komunikacji. Istnieje kilka sposobów, jak nie będąc w Japonii rozumieć co dany człek do nas mamrocze: 

- Rozmowy poprzez komunikatory internetowe, ale to już zostało wspomniane powyżej. 

- Oglądanie japońskich programów tv, seriali czy filmów (byle nie samurajskich, bo Japończycy nie drą tak gęby na co dzień). 

Niestety najczęściej samouk wybiera to co przeważnie ubóstwia i wielbi pod niebiosa, a co niejednokrotnie zionie kalectwem językowym czyli: 

- Anime, w których głosy postaci są specjalnie modulowane (często sposób wypowiedzi kreskówkowych postaci w znacznym stopniu odbiega od mowy naturalnej). Dodatkowym kwiatkiem są specjalnie wprowadzane błędy językowe, które mają na celu zaznaczenie, że dana postać jest po prostu głupkowata lub pochodzi z wiochy zabitej dechami (przykładem tego jest Naruto, który zaciąga wieśniactwem, a fani jak papugi powtarzają jego „kalectwa”). Anime może być którąś z kolei (byle nie na samym początku listy) pomocą naukową, ale by ta „pomoc” nie wyrządziła więcej szkody niż pożytku to samouk musi już mieć jakąś konkretną wiedzę z japońskiego. Anime traktowałabym raczej jako sposób na sprawdzenie ile rozumie się ze słuchu, a nie jako źródło nauki wymowy. 

- Jmusic – biorąc pod uwagę, że większość japońskiego rynku muzycznego to chłam, gdzie gwiazdki mają jedynie wyglądać, a nie umieć grać czy śpiewać, nie ma co liczyć na ambitne czy poprawnie zbudowane gramatycznie teksty piosenek. W takich tekstach nieraz pomijane są partykuły, tworzone są neologizmy czy wpychane na siłę słówka angielskie. Słuchając takiej muzyki można sprawdzać ile się już potrafi zrozumieć ze słuchu, ale pod żadnym pozorem nie radzę uczyć się z tego gramatyki! Nie warto również wymowy, bo na porządku dziennym jest używanie w piosenkach karykaturalnej wymowy – specjalne utwardzanie głosek, L zamiast japońskiego R.


No i wreszcie: „to z czego do jasnej, ciasnej ja mam się uczyć?!”


Wiele osób zamiast podręcznika wybiera (przeważnie darmowe) kursy internetowe. Jest to oczywiście jakieś źródło nauki, ale w życiu tak już jest, że za darmo to dobrze można tylko po ryju dostać. Internetowe kursy aż roją się od różnorakich błędów – od zwykłych literówek, aż po błędy merytoryczne. Co prawda czasem nawet podręczniki zawierają błędy (i to nie tylko edytorskie), ale zdecydowanie łatwiej trafić na błąd w darmowym kursie online niż w książce. W końcu kurs robią zwykle zapaleńcy (bardziej lub mniej obyci z japońskim), którzy nieraz mimo wiedzy na odpowiednim poziomie nie zauważają błędów jakie robią (auto-edycja jest ciężka jak człowiek wie co chciał przekazać i nie widzi, że tekst do końca tego nie przekazuje lub ma literówki). No i pomijam już kwestie kursów robionych przez osoby co ledwo potrafią się przedstawić, ale już zgrywają wielkich lektorów. 

To co poza kursami, które swoją drogą, mogą być uzupełnieniem innych źródeł?

Po pierwsze, trzeba „zaprzyjaźnić się” z kaną bo w końcu dobry podręcznik właśnie takie znaczki będzie posiadał. Nauka kany da uczniowi pewien wgląd w to, jak będzie wyglądała jego późniejsza nauka znaków i ile będzie musiał się przy tym nasiedzieć, namęczyć i nasapać aż stwierdzi „o motyla noga!”. 

Następnie zabieramy się za podręcznik z gramatyki, ćwiczymy każdą poznana formę gramatyczną, zarówno przez robienie zadań w ćwiczeniówce jak i rozmowy z kimś obcykanym w japońskim (o ile na początku trafi się taka możliwość). Uczymy się też słówek i poznajemy powolutku kanji. 

Tak, bierzemy się za wszystko od razu, ale nie rzucamy się jak świnia do koryta i czytamy po kilka rozdziałów z podręcznika na raz, a potem nie pamiętamy co to było です. Powolutku i dokładnie przerabiamy każdy rozdział osobno. Nikt nam od razu łopatą wiedzy do głowy nie nałoży, a przyswojenie materiału na zadowalającym poziomie wymaga czasu. 

W końcu jako samouk wybrałeś naukę we własnym tempie, więc nikt cię nie goni terminami testów. 

Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że samouk samoukowi nie równy. Takich delikwentów podzieliłabym na kilka typów:
- Samouk zaczynający japoński od zera i nie znający innych języków obcych lub jedynie 1 - najcięższy przypadek, który niestety często sam na siłę chce sobie zrobić krzywdę i taki wymaga najwięcej pomocy z zewnątrz, by wbić się na odpowiedni tor nauki. Jest też często najbardziej uparty i jak wybierze sobie jedną metodę nauki to ciężko go od niej odwieść (oczywiście o ile jest zła, bo dobrej nie ma sensu zmieniać). 

- Samouk, który co prawda uczy się japońskiego od zera, ale zna już po kilka języków obcych - taka osoba zwykle już wie co robić, by nie zrobić sobie bubu. Jeśli dodatkowo zna już jakiś język azjatycki to już w ogóle git.

- Samouk, który zna już japoński na poziomie co najmniej średnio-zaawansowanym - prawda jest taka, że im wyższy stopień znajomości japońskiego tym więcej samodzielnego ślęczenia nad książkami, prowadzenie konwersacji z Japończykami, więcej czytania i oglądania po japońsku. 


A teraz jako bonus kilka tytułów i stron do nauki (oczywiście jest ich cała masa w różnych językach, więc podaje tylko przykłady tego co jest najpopularniejsze w tej naszej, polskiej części internetu). Nie podaję dokładnych opisów poszczególnych książek, bo te bez problemu można znaleźć. W końcu jak chcesz się uczyć japońskiego, to najpierw rusz 4 litery i poszukaj z czego warto korzystać. Jeśli jesteś zbyt leniwy by to zrobić, to już na dzień dobry daj sobie spokój z nauką, bo nic z tego nie będzie.


1. Słówka. Na mnie najlepiej działają fiszki (własnoręcznie zrobione z list słów z podręczników lub w wersji elektronicznej).

- Polecam program Anki: http://ankisrs.net/ . Program jest darmowy z masą baz do nauki słówek, gramatyki czy kanji. Niejednokrotnie bazy są dostosowane pod konkretny podręcznik co według mnie jest ogromnym plusem. Zasada działania jest taka sama jak w Super memo, niemniej ten program o wiele bardziej mnie przekonuje.
- Obenkyo - (ja akurat mam jako program na androida) -  tu również mamy fiszki do słówek, kanji i gramatyki. Również jest to darmowy program, który można pobrać m.in. stąd: http://obenkyo.soft112.com/
- Fiszki do ściągnięcia (robione pod podręcznik "Genki") ze stron www.japonka.pl oraz www.benkyo.pl

2. Gramatyka.
Najpopularniejsze angielskie podręczniki, z których przeważnie korzysta się w szkołach językowych:
 - "Minna no nihongo" - recenzja dostępna tu: http://benkyo.pl/na-poczatek/recenzje-podrecznikow/minna-no-nihongo/
- "Genki" - recenzja z tej samej strony: http://benkyo.pl/na-poczatek/recenzje-podrecznikow/genki-i/

Najczęściej kupowane polskie podręczniki:
- Monika Szyszka "Nihongo wa kantan desu yo"
- Ewa Krassowska-Mackiewicz "Język japoński dla początkujących" i "Język japoński dla średnio-zaawansowanych" - tak naprawdę oba podręczniki to dopiero cały poziom podstawowy.

O tych książkach, jak i wielu innych, można poczytać na forum japonka.pl w dziale 'książki':  http://forum.japonka.pl/viewforum.php?f=19

Polskie, darmowe kursy online:
Oba nie mają jeszcze całego materiału na N5, ale wciąż się rozwijają.
http://poke.maikeru.pl/ - wszelkie materiały przygotowane przez studentów japonistyki (pierwotnie tych ze WSJO, a potem doszedł UAM, UJ, UMK i UW).

3. Kanji.
- Są w podręcznikach Moniki Szyszki podzielone na poszczególne poziomy JLPT.
- "Pismo japońskie" (tom 1, 2 i 3) wydawnictwa Nozomi - mimo że nie jest to cud miód to jednak są to póki co najlepsze książki do nauki pisma po polsku.
- Darmowe materiały do ściągnięcia w postaci pdf z www.japonka.pl, kilka znaków z kursu benkyo i materiały do ściągnięcia lub ćwiczenia online z Poke.
- Ewa Krassowska - Mackiewicz "Podstawowe znaki japońskie" - szału nie ma, ale zawsze jakaś alternatywa.
- Aplikacja na FB zwana "Kanjibox" - podział znaków na wszystkie poziomy JLPT.

4. Słowniki online.
O papierowych można poczytać na japonce.
- Słownik z Poke Lite. (pl - jap) http://poki.maikeru.pl/
- www.tangorin.com (ang - jap)
- www.tatoeba.org - (wielojęzykowa baza całych zdań) 
- JED na androida - baza z Tangorina
- www.jisho.org (ang - jap)

5. Ćwiczeniówki.
- "Praktyczny kurs gramatyki języka japońskiego. wybór ćwiczeń" wydawnictwa UAM - mój nr 1. Pozmiom N5 i N4.
- Osobne ćwiczeniówki wydawnictwa Matsumi dostosowane do książek "Nihongo wa kantan desu yo"  


Samych darmowych (legalnych!) materiałów do japońskiego jest w internecie tak dużo, że nie sposób tego wszystkiego ogarnąć. Dlatego jeśli ktoś szuka jakichś konkretnych, dodatkowych, o których tu nie wspomniałam to proszę o taką informację w komentarzu.

Dziękuję za uwagę (^_^ )