wtorek, 20 maja 2014

Co robić po japonistyce - dalsze rozważania

Temat powraca do mnie jak sierść mojego psa na świeżo wypranych ciuchach. Co jakiś czas dostaję wiadomości na fb, forum, gg (no, tego już od 2 miesięcy nie używam), z pytaniem - "co robić po japonistyce". 

Ok, wiem, że część moich czytelników stoi przed wyborem wybrania kierunku studiów i jestem pewna (no jestem w stanie się założyć nawet o ciastka - mmmm ciastka), że każdemu przez myśl przemknęło hasło "japonistyka". Pewnie wiecie (zakładam, że tak), że mamy w Polsce japonistykę jako filologię (UJ, UAM, UMK) i jako kulturoznawstwo (UW). Na poziomie licencjatu oba typy wyglądają niemal identycznie i dopiero na studiach magisterskich widać, gdzie jest większy nacisk na kulturę (zajęcia z japońskiego są w niewielkiej ilości), a gdzie bardziej stawia się na język. Weźmy na tapetę filologię japońską, bo taką ukończyłam i z tym jestem bardziej obeznana. Na stronach www uniwerków można nieraz poczytać o "specjalizacjach", które w praktyce wyglądają tak, że wybiera się tematykę pracy licencjackiej/magisterskiej, promotora, który będzie w stanie nam to poprowadzić i tyle z wyboru. Standardowe specjalizacje to literaturoznawstwo i językoznawstwo, ale czasem dojdzie też kulturoznawstwo, historia itp. Czyli "specjalizacji" jako takich - w postaci osobnych przedmiotów specjalistycznych - w trakcie studiów się nie uświadczy (a przynajmniej jak ja kończyłam, to się nie uświadczyło) . 

To teraz szybki skrót, co można robić po filologii? A co można robić po jakiejkolwiek filologii, np. angielskiej, niemieckiej, francuskiej itd? No? Po filologii - poza tym, że ma się wiedzę (jakąś, różnie przyswojoną) na temat kultury, literatury, historii danego kraju - to przede wszystkim ma się opanowany język (tu też stopień znajomości to kwestia mocno indywidualna). Japonistyka nie jest tu wyjątkiem od reguły. Czyli znając język przede wszystkim przychodzą na myśl 2 zawody - nauczyciel i tłumacz. Jeśli komuś nie pasuje ani jedna, ani druga opcja to musi sięgnąć po dodatkowe kwalifikacje, bo sama filologia nic więcej nam nie da

1. Tłumacz - biuro tłumaczeń, freelancer
Czy same studia wystarczą by być dobrym tłumaczem bądź nauczycielem? Nope. Zajęć z metodyki nauczania można ze świecą szukać i uczelnie nawet nie ściemniają w planie studiów, że coś takiego przewidują. A co do tłumaczeń to owszem, takie zajęcia są i to nie w ciągu jednego roku, ale kilku. Problem w tym, że tłumaczenia, powiedzmy na to, bardziej życiowe, czyli wszelakiej dokumentacji, instrukcji, dyplomów itp. są właściwie traktowane po macoszemu i jako dodatek do tych "prawdziwych" tłumaczeń, czyli ślęczeniem nad tekstami z literatury pięknej (nieraz z przed ponad 100 lat). Są to też wyłącznie tłumaczenia pisemne, chyba że już jakaś uczelnia (poza podyplomówką na UAM) wprowadziła zajęcia z tłumaczeń ustnych.
To teraz sami się zastanówcie jak bardzo potrzebni są kolejni (a co roku japonistykę opuszcza kilkadziesiąt osób) tłumacze literatury pięknej. Takich książek nie wychodzi u nas wiele, więc nie jest to zbyt dochodowy profil tłumaczeń. Ok, zaraz fani m&a powiedzą "No ale komiksyyyy! To moje powołanie!". Biorąc pod uwagę, że kolejne tomy też nie pokazują się z taką częstotliwością jak świadkowie Jehowy pod moimi drzwiami, to o zarabianiu na tym nie ma mowy. Do tego tłumacz dostaje pieniądze za ilość znaków w tekście, a nie oszukujmy się, komiksy składają się głównie z obrazków, więc po zliczeniu wszystkiego do kupy wychodzi bida i majaki z głodu. 

Co w takim razie zrobić by po japonistyce być tłumaczem? Przede wszystkim nie liczyć na to, że ukończenie studiów załatwi wszystko i praca będzie na nas czekać. Nie będzie - ok, bywa że będzie, ale o tym później. Już w czasie studiów starajcie się tłumaczyć jak najwięcej różnorodnych tekstów. By dostać pracę liczy się doświadczenie, więc nie unikajcie wolontariatów w zamian za referencje (umówmy się, osoba bez doświadczenia dla pracodawcy w ogóle się nie liczy skoro ten ma kilku innych kandydatów z doświadczeniem). Gdy już nabierzecie nieco doświadczenia to postarajcie się o płatne zlecenia. Można spróbować wkręcić się na staż do biura tłumaczeń - oj niełatwa sztuka, ale nie niemożliwa; można stworzyć sobie profil na jakimś portalu dla freelancerów i szukać zleceń. Ważne by zacząć działać jeszcze w trakcie studiów! Po studiach to już nieco po ptokach i nim zdobędzie się doświadczenie w wymarzonym zawodzie, będzie się musiało chodzić codziennie do mniej wymarzonej pracy, bo w końcu za coś trzeba płacić rachunki i przeżyć kolejny miesiąc.

2. Nauczyciel
Tak jak wspominałam wcześniej, na studiach nie ma zajęć przygotowujących nas do tego zawodu. Sami musimy zdobywać doświadczenie poprzez korepetycje, lekcje w szkołach językowych i tu również należy zacząć jeszcze w czasie studiów. Ja idąc na studia szłam z myślą "po zrobieniu magisterki chcę zostać na uczelni i uczyć japońskiego kolejne pokolenia". Póki co to marzenie się spełnia i mam nadzieję, że ten stan się nie zmieni :). Sama zaczynałam od robienia darmowych materiałów pomocniczych w nauce japońskiego. Później zaczęłam pomagać przez internetu innym uczącym się, zaczęłam udzielać korepetycji, aż w końcu zaczęłam uczyć w szkołach językowych. Skąd szkoła ma wiedzieć, że my szukamy roboty? Jesteśmy tak upierdliwi, że wysyłamy/zanosimy swoje CV bezpośrednio do szkoły nawet jak ta nie dała ogłoszenia, że kogokolwiek szuka. Tak właśnie ja dostałam swoją pierwszą pracę w szkole - wysłałam CV, a po paru miesiącach jak kogoś potrzebowali to się do mnie zgłosili. 

Pisałam, że praca na nikogo nie czeka, ale to połowiczna prawda. Po tym jak zaczęłam się udzielać w necie, zamieszczać swoje CV tu i tam to po jakimś czasie szkoły same zaczęły do mnie pisać/dzwonić z ofertą pracy, bo skądś pobrały moje dane. Również firmy japońskie szukające tłumaczy zaczęły się do mnie zgłaszać, bo moje dane trafiły na jakąś listę japonistów (wiem, że kilkoro moich znajomych też jest na tej liście i również dostają maile z ofertami). Niemniej takie oferty to rzadkość w mojej skrzynce, więc trzeba się przygotować, że o pracę walczy się samemu, a nie, że to ona do nas przychodzi. 

Plusy/minusy
Plusy powyższych zawodów chyba są oczywiste dla każdego, kto chce pracować z językiem japońskim, a minusy? Praca w biurze tłumaczeń, czy jako wolny strzelec to wyczekiwanie zleceń - jest zlecenie jest kasa, nie ma zlecenia jemy tynk ze ścian. Praca jako lektor, to jak w zawodzie powyżej, praca na umowę - zlecenie lub o dzieło. Są grupy w szkole - są zajęcia i jest kasa, nie ma chętnych lub zaczną się wykruszać - mmmm tynk ze ścian.
Oczywiście zdarza się, że nam się poszczęści i dostaniemy umowę o pracę, a to już daje comiesięczny stały dopływ gotówki, ale zwykle jednak to są tzw. "umowy śmieciowe", które dają pewną swobodę i mniejsze obciążenie podatkowe, ale przeważnie nie mamy stałej pensji. 

3. Tłumacz - firma
W kwestii finansów najbardziej opłacalna opcja (z umową o pracę), ale też najbardziej upierdliwa. Tłumacz w firmie zwykle nie tylko tłumaczy, ale zajmuje się wszystkim o co poprosi go szef - Japończyk. Mnie osobiście takie przywiązanie do biurka bardzo by denerwowało i nie zdecydowałabym się na taki rodzaj pracy pomimo wysokich zarobków (każda firma oferuje inne), ale są osoby, które lubią taki tryb. 

Pewnie zastanawiacie się ile jest firm japońskich w Polsce. Powiem, że tragedii nie ma i nawet pozwoliłam sobie znaleźć kilka linków obrazujących mniej więcej skalę tego zjawiska. 

Firmy japońskie w Polsce  - lista z przed kilku lat, więc część jest już nieaktualna. Osoby zainteresowane tematem same znajdą informacje w necie, gdzie można uderzać z CV, a gdzie jedynie pocałować klamkę.
Mapa firm - nieco inna lista

Linków do szkół językowych czy stron z ogłoszeniami korepetytorów/tłumaczy freelancerów nie podaję. To można sobie samemu znaleźć bez większego problemu.

4. Inny zawód
Pomysłów na siebie jest tyle ile ludzi na świecie. Nie chcesz być ani tłumaczem, ani lektorem? Żaden problem. Pomyśl co chcesz robić, następnie dowiedz się jakie wymagania musi spełniać osoba na danym stanowisku i już w czasie studiów zacznij działać w kierunku pozyskania potrzebnego doświadczenia.

Na koniec rzecz najważniejsza! Właściwie od tego powinnam zacząć cały wywód - jeśli nie interesuje Cię otoczka kulturowa, masz głęboko w pupu historię i literaturę danego kraju, a jedynie ślinisz się na hasło "język" to nie idź na filologię! Japonistyka to nie tylko nauka języka, ale całej, wspomnianej reszty. Jeśli chcesz się skupi wyłącznie na języku to idź na dobry kurs językowy (spokojnie, są takie, które uczą do poziomu uber - pro i super saiyan 4) oraz zrób sobie certyfikat potwierdzający twoją znajomość japońskiego. Nie każda firma czy szkoła językowa wymaga ukończenia studiów filologicznych, więc może będziesz mieć szczęście i inne papiery + doświadczenie wystarczą, by dostać upragnioną pracę. 

Pamiętaj! Nikt dziś nie da ci odpowiedzi na pytanie "czy pójście na japonistykę będzie opłacalne". Nikt nie wie (nawet Ty), czy w ogóle będziesz chciał pracować z japońskim, czy z czasem go nie znienawidzisz. Nikt nie wie jaka będzie sytuacja na rynku pracy za rok, a co dopiero za parę lat jak już ukończysz kurs/studia. Dla mnie przy wyborze kierunku było ważne by móc robić to co lubię, by uczyć się tego co mnie interesuje. Sam musisz sobie odpowiedzieć na podobne pytania i sam musisz zdecydować co dalej. 

17 komentarzy:

  1. Po sobie widzę ( 8 lat i postanowiłam mieszkac w Japonii < głupi bachor>, gdzie przypadkiem mieszkam od ponad roku), że cala fascynacja Japonią jest stanowi minimalny procent ambicji, która niezbędna jest aby ukończyc filologię... po roku rzuciłam studia i polazlam na zarządzanie, gdzi ematma i statystyka były moimi krolowymi.i to mi się podobało. ale nauka japońskiego pozostała- bo jednak ten kraj prawie na koncu swiata ( koniec swiata to dla mnie Nowa Zelandia) wciąz był dla mnie do odkrycia. PO roku bycia tutaj i koszmarnej dyskryminacji umiem stwierdzić, że jeżeli nie masz znajomości to fakt, ze znasz japoński...znaczy może odrobinę więcej co nic. Oczywiście jestem świadoma, ze moja znajomosc języka pozostawia wiele do życzenia. Ale tak jak w kazdym kraju będziemy obcy , a tutaj pierwsza opinia, która mnie dotyka ze względu na BLOND WŁOSY, to : jestes z Rosji? komentarz: nie , z Polski! Aha...
    Kończąc nalegam, aby osoby aplikujące na Japonistykę przemyslały ( zwłaszca kobity), czy pragną zyc w kraju pełnym dyskryminacji, gdzie kobieta nie znaczy zbyt wiele, no chyba, ze oibraca się wśród ścisłych Tokijczyków... Bo mi Jako kobiecie ze sfer normalnych...jest ciężko, ale to sobie wybrałam i nie marudzę. bo kocham, porządek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jakiej dokładnie dyskryminacji, bo pytanie "czy jest się z Rosji" nie uważam za dyskryminujące (w końcu nie masz na czole znaczka PL). Nie rozumiem też stwierdzenia, że kobieta nie znaczy zbyt wiele. Prosiłabym o szerszy opis, bo wiem jak wygląda sytuacja kobiet w pracy w Polsce, a pracy w Japonii nie doświadczyłam, a jedynie czytałam opinie innych.

      Usuń
    2. Moim zdaniem trzeba czasami dać ludziom fory. To tak jak w Polsce, jak się widzi Azjatę to wiele ludzi od razu uważa, że to Chińczyk. A jak ja mówię ludziom, że jestem Polką, to zawsze myślą, że jestem katoliczką i że jem mięso.

      Usuń
    3. Pytanie o Rosję pociąga za sobą kolejne pytanie: w którym snacku pracujesz. Co to Snack Bar pewnie wiesz i w tym momencie rozumiesz moje rozgoryczenie. To samo dzieje się w piątki na dworcach, czekając na pociąg widzisz meżczyzn podchodzących do obcych kobiec, pytających 'za ile' po rosyjsku- sama tego doswiadczyłam. za pół godziny byłam już na komisariacie, bo strzeliłam gościowi w pysk... Na szczęście przyjechał brat i mąż i mnie stamtąd wyciągneli, ale nie przeprosiłam ani razu, bo za co?! I nie nie mam cycków, nóg czy niczego super wspaniałego... taki tutaj szacunek... Oczywiście nie wszyscy tacy są! Ale
      Patrząc na sytuację kobiet tutaj, oczywiscie to jest moje subietkywne zdanie, po roku w Japonii i obracania się w różnych kręgach ludzi. Pensja kobiety będzie nższą o mniej więcej 30% co jest dla mnie karygodne! I tutaj informacja od męża z poprzedniej pracy, gdzie nie kobiety lepiej wykonywały pracę niż meżczyźni, bo są po prostu bardziej zręczne, mają chudsze palce itp. Mężczyzna 1200/h a kobieta 920/h. Nadgodziny tylko dla mężczyzn. Jak się spóźniała wypłata, to tylko ta dla płci pięknej. Gdy szukałam pracy i pytałam o stawkę godzinową wymienioną w ogłoszeniu spotykałam się w 90% przypadków z odpowiedzią- to jest stawka dla meżczyzn. W marketingu nie ma różnicy, czy to baba czy chłop robi kampanię... Gdy kobieta chce wyjść wczesniej z pracy, bo musi iść po dziecko do przedszkola itp za 4 razem do pracy już nie wraca. Mężczyzna po dziecko nie chodzi. Wpychający się salaryman przez grupkę kobiet do pociągu już wrażenia na mnie nie robi, ale chyba jestem jedyną która go odpycha głośno mówiąć że stoją przed nim ludzie. Kilka razy zapytał mnei taki, przecież to kobiety i one do pracy nie jadą. Oj jak bardzo się pomylił.
      Jest wiele przykładów. To są te niektóe minusy życia tutaj, gdzie kobieta jest od siedzenia w domu i wychowywania dzieci. Druga sprawa, że Japonki, które nie pracują, bo mezuś zasuwa również potrafią dopiec kobiecie pracującej, bo przecież nie zajmuje się swoim dzieckiem.

      Takze to są niektóre minusy, ale przewaga plusów sprawia , ze wciąż tutaj jestem i zamierzam być dłużej. A druga moja bezpieczna opcja, jest bardzo polska... Polacy poznani tutaj są jak rodzina.

      Usuń
    4. Nadal tego, że biorą cię za Rosjankę nie uważam za przejaw rasizmu, bo skąd mają wiedzieć, że jesteś z Polski. Dla przeciętnego Polaka każdy Azjata to Chińczyk i każdy kojarzy się z handlem na bazarach lub z pracą w podłej knajpie. To, że niektórzy biorą Cię za jawnogrzesznicę z byłego ZSSR to tylko i wyłącznie przejaw głupoty i wąskiego myślenia danych jednostek, a nie wszystkich Japończyków.
      W Polsce akurat pensje kobiet też są niższe niż mężczyzn. Do tego faceci są chętniej zatrudniani bo nie pójdą na macierzyński, czy tam tacierzyński, więc tu Japonia nie odstaje w niczym od Polski.

      Usuń
    5. Może nazwanie Rosjanką nie jest rasizmem, ale Japończycy ogólnie mają fisia na punkcie Rosjan, Amerykanów i Niemców. Jak gdyby tylko te kraje istniały. Polski nikt nie zna i to jest smutne, a denerwujące jeśli ktoś zareaguje na odpowiedź, że nie jest z Rosji tylko z Polski zawiedzione "Aha"...

      Usuń
  2. A ja będę poliglotką i znawczynią ainu. :) Trzeba jeszcze tylko znaleźć kogoś, kto mi za to zapłaci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi jak opis prof Majewicza - poliglota i znawca Ainu ;)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis, zwłaszcza dla wciąż licznego (chyba) grona maturzystów zainteresowanych japonistyką :) Przed pójściem na japonistykę uważałam się za fascynatkę wszystkiego, co jest związane z tym krajem. Potem okazało się, że owszem, podoba mi się język i niektóre aspekty kultury, ale zajmowanie się "japońszczyzną" na pełen etat męczy mnie i nudzi. Być może JLPT, które chcę zrobić głównie dla własnej satysfakcji, przyda mi się kiedyś też w innym celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc po statystykach to wciąż liczne grono pomimo zwiększenia limitu przyjęć i otwarcia studiów wieczorowych na UAM ;). Mnie też nie interesuje każdy aspekt kultury japońskiej i jakby ktoś kazał mi zająć się na pełny etat teatrem, malarstwem, literaturą klasyczną, czy historią to miałabym ochotę pociąć się gąbką. Każdy z czasem znajduje dziedzinę, w której czuje się dobrze i w której chciałby się specjalizować (bądź nie, bo nie każdy absolwent chce później pracować na uczelni, czy jako specjalista od czegoś więcej niż języka).
      JLPT może się przydać. Wczoraj z ciekawości wpisałam w google "praca dla lektora języka japońskiego" i jednym z pierwszych wyników było to: http://www.kotonoha.pl/kontakt/praca-dla-lektorow-jezyka-japonskiego.html
      Jak widać, nie ma w wymaganiach "absolwent japonistyki", a jedynie certyfikat z N1.

      Usuń
  4. Super wpis! Daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, mam pytanie, obecnie jestem w gimnazjum, wiec jeszcze trochę czasu do wyboru mam. Ale chciałabym iść na filologie japońską na UJ, i chciałabym tłumaczyć mangi. Ale z tego co widzę to nie jest dobrze płatna praca ( a to oczywiste ze kazdy chce dobrze zarabiać ) a nie ciągnie mnie jakos do tłumaczenia literatury pięknej... I teraz mam dylemat... Dążyć do celu, iść na japonistykę i zostać tłumaczem ale mało zarabiać czy odpuścić sobie. I znaleźć lepiej płatną prace ? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenie komiksów, to jedynie praca dorywcza, bo za 200-300 zł miesięcznie (a nieraz więcej się nie wyciągnie) nie da się nawet czynszu zapłacić. Jeśli mangi to jedyny powód do podjęcia tych studiów, to polecam rozpoczęcie innego kierunku, a japoński traktować jedynie jako hobby.

      Usuń
  6. Hej, mam pytanie. Jako że jestem w liceum i niedługo matura, muszę zdecydować się na jakies studia. Japonią interesuję się od postawówki, język, sztuka, kuchnia, edukacja, życie codzienne, wszystko mnie fascynuje. Dlatego właśnie miałam w planach iść na japonistykę, a potem wyjechac do Japonii, ale po przeczytaniu wpisu i komentarzy zaczęłam mieć wątpliwości. Mieszkanie w Japonii to moje marzenie od dziecka, ale boję się, ze sobie nie poradzę na studiach i za granicą. I teraz nie wiem czy spełniać marzenie czy zostać tutaj i wybrać inny kierunek? Jak sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko doradzić komuś kogo się nie zna. Jeśli interesuje Cię Japonia, wiążesz z nią plany na przyszłość i przede wszystkim masz jakiś zarys planu co mogłabyś robić po studiach, to spróbuj pójść na japonistykę. Najwyżej po roku stwierdzisz, że to nie to i zmienisz kierunek.

      Usuń
  7. Być może pamiętasz mnie z moich komentarzy pod Twoim innym postem. Jeśli tak, to cieszy mnie to, jednak teraz nie o tym.
    Mimo że już całkiem nieźle znam japoński, chciałbym pójść na japonistykę. Od zawsze interesowała mnie historia i geografia (choć to bardziej hobbystycznie), a w liceum pokochałem literaturę (zarówno prozę, jak i lirykę) z lekcji j. polskiego + uwielbiam języki obce, więc myślę, że i japońską historię czy literaturę będę w stanie polubić. Natomiast nigdy nie marzyłem o życiu w Japonii. Wolałbym zostać tu, w Europie (niekoniecznie w Polsce), i próbować swoich sił jako tłumacz albo nauczyciel japońskiego.
    Z drugiej strony bardzo przeraża mnie perspektywa wiecznego bezrobocia w przyszłym życiu. Czy nawet nie tyle bezrobocia, o ile tego, że po prostu nie będzie zapotrzebowania na osoby z moim wykształceniem i skończę pracując w kompletnie innym zawodzie, gdzie nie będę miał ani dobrej pensji, ani satysfakcji z pracy (którą mógłbym mieć, pracując z j. japońskim). Gdziekolwiek bym nie spojrzał, widzę opinie, że z samą filologią nic się nie zdziała i trzeba jeszcze zrobić sobie jakiś kierunek techniczny. I w sumie nie miałbym nic przeciwko jakimś dodatkowym studiom w tym kierunku, jednak szczerzę wątpię, że gdziekolwiek by mnie przyjęli.
    Obecnie czekam na wyniki matury, choć już teraz wydaje mi się, że będą bardzo dobre, wystarczające, by dostać się na japonistykę. A więc...
    Moje pytanie brzmi: czy naprawdę, podejmując oczywiście opisane przez Ciebie wysiłki, można po japonistyce odnaleźć się na tłumaczeniowym/nauczycielskim rynku pracy i prowadzić w miarę godne życie? Ważne jest dla mnie, by robić to, co lubię, szczególnie, że prócz tego pewnie niewiele miłych rzeczy spotka mnie w życiu. Ale przecież nikt nie chce też umrzeć z głodu gdzieś pod mostem, nie mając nawet tego 'tynku' ze ścian do jedzenia :3 A z drugiej strony nie znam nikogo innego, z kim mógłbym to skonsultować. Wybacz mi także, proszę, długość i nastrój mojego komentarza. Chyba musiałem się trochę wygadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można po samej filologii mieć pracę związaną z japońskim, bo sama jestem taką osobą i znam inne takie osoby. W Polsce z pracą nie jest łatwo, ale można co jakiś czas trafić na ofertę poszukiwania tłumacza do jakiejś firmy (do mnie piszą z taką propozycją średnio raz na rok), a w UE pewnie takich ofert jest więcej (sama nigdy nie szukałam, bo nie miałam zamiaru wyjeżdżać).
      Nikt Ci niestety nie da gwarancji na znalezienie takiej pracy i to obojętnie czy po samej japonistyce czy po japonistyce + coś, ale jak chcesz próbować swoich sił na takich studiach, to próbuj. Skoro już znasz japoński na jakimś poziomie, to będziesz miał ułatwiony start i już w czasie studiów będziesz miał czas na poszukiwanie staży lub prac dorywczych związanych z japońskim, tak by po zrobieniu dyplomu mieć co wpisać w cv.

      Usuń