środa, 23 marca 2016

Co tam panie w testowaniu?

Ostatnio zwolniłam z tempem testowania. Tak, pewnie część osób z pierwszego roku (a może cały?) właśnie się zaczęło zastanawiać czy można robić częściej testy (yep, można ^^), no ale uwierzcie, że zwolniłam. Rok i 2 lata temu robiłam co tydzień tak zwane "wstępniaki", czyli szybciutkie testy ze słówek mające głównie na celu, wyrobienie w studentach nawyku systematycznej nauki. Testy były banalne - 10 słów do przetłumaczenia z polskiego na japoński i 10 z japońskiego na polski. Tak jak pisałam, miały na celu wyrobienie pewnego nawyku. Niestety, nic z tego nie wyszło. Mówiąc w skrócie, skończyły się testy i dupa, regularna nauka poszła w siną dal, a niepowtarzane słownictwo wylatywało z głowy het het daleko. Sama forma testowania też była daleka od ideału, bo nie sprawdzała czy studenci potrafią użyć danego słowa w odpowiednim kontekście. Dlatego też w tym roku zmieniłam formę testowania. Testy są co 2-3 tygodnie, z większej ilości materiału, trwają dłużej niż kilka minut i mają bardziej skomplikowaną formę. Początkowo co prawda dawałam kilka przykładów z tłumaczeniem, a resztę to wykreślanki niepasującego słowa i uzupełnianie zdań dowolnie wybranym przez siebie wyrazem, ale i ta forma została zmieniona ku rozpaczy studentów. Póki co, nowa forma się sprawdza, tzn. sprawdza nie tylko czy dana osoba zna dane słowo, ale też czy rozumie gramatykę użytą w przykładach do uzupełniania, czy potrafi odpowiednio odmienić i dopasować podane wyrazy (bo już nie ma dowolności, ale są w tabeli konkretne wyrazy, których należy użyć). Sam fakt, że w czasie testu usłyszałam "rozumiem zdania, rozumiem znaczenie wyrazów, ale nie umiem dopasować" oznacza, że forma testowania jest dobra, bo jeśli ktoś zna znaczenia, ale nie potrafi użyć tych słów, nie wyłapuje kontekstu, to znaczy, że jednak ktoś się uczył, ale nie nauczył i należy jeszcze nad tym przysiąść. Dziś po oddaniu poprawionych testów słyszałam jęki rozpaczy i prośby czy mogłabym dodać jednak też samo tłumaczenie jp-pl, ale nie, nie ma opcji, a forma póki co pozostanie niezmieniona.

Na zajęciach ze starszymi rocznikami już nie prowadzę osobnych testów ze słówek. Obecnie mój stan na to zbytnio nie pozwala, ale nawet jakby wszystko było ok, to i tak nie mogę przecież ludzi zasypywać samymi testami, zwłaszcza, że nie tylko ja ich testuję. Za to  teściki z gramatyki uległy pewnej zmianie i też posiadają zadanie ze słownictwa wzorowane na tym co dostaje pierwszy rok, zmodyfikowane zadanie z partykułami sprawdzające również rozumienie dłuższego tekstu i dorzucone zadanie, które ze względu na ilość punktów i formę miało najwięcej sprawdzać, ale też najwięcej ratować, bo znając gramatykę można tworzyć dowolne zdania, a nie np. tłumaczyć z góry narzuconą treść. Ale, mimo modyfikacji (moim zdanie nieco ułatwiających) testy wcale nie idą coraz lepiej, za to ja dokładniej widzę gdzie dana osoba ma braki. Dla studentów jest to ból, bo widzę to po ocenach, ale wierzę, że taki szok i takie formy testów wyjdą im na dobre, bo zmuszają do większej mobilizacji. Niestety, poklepywanie po plecach i pójście na rękę byle zaliczyć nie ma sensu, bo studenci sami widzą, że z roku na rok materiał robi się coraz trudniejszy, wszystko bazuje na formach omawianych wcześniej i gdy ktoś ma spore braki z poprzednich lekcji, to nagle nie jest sobie w stanie poradzić z bieżącym materiałem. 

Zastanawiam się jeszcze nad zmianą formy testów z pisma, bo te idą świetnie, ale po teście ta wiedza idzie w las i na zajęciach niektórzy mają problem z przeczytaniem bardzo prostych złożeń. Pierwszy rok już jest prowadzony moim nowym systemem nauki kanji i zobaczymy co po roku z tego wyjdzie, ale jak będzie klapa, to i testy się zmienią (a tego chyba studenci nie chcą ^^). 

Tak więc drogie studenty, uczta się, bo wiecie co was czeka ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz