wtorek, 20 października 2015

zastanówmy się chwilkę

Dziś miałam przyjemny dzień na uczelni. Po pierwsze, udało mi się zaparkować na parkingu przed wydziałem i nie musiałam wkurzać się na "kierowców" parkujących na 2-3 miejscach (tak, nawet na 3 można i to mając małe auto). Po drugie, moje pierwszaczki były dziś całkiem nieźle zdyscyplinowane, powolutku uczą się mówić (każdy pięknie powiedział o sobie z 4-5 zdań, choć na dzień dobry twierdzili, że nie ma takiej opcji), powolutku kojarzą, rozumieją coraz więcej (mina jednego studenta: "Boże, odgadłem; rozumiem; umiem odpowiedzieć" - bezcenna :D), no i hasło Stalin-chan mnie rozbroiło ^^.

Ale co jakiś czas dostaję też sygnały, że na niektórych zajęciach, prowadzonych przez innych wykładowców, coś jest nie tak. Zresztą moje też niepokojąco często nie wyglądają zbyt kolorowo. 
Poniżej prezentuję sytuacje, które spotkały mnie i/lub moich kolegów/koleżanki z uczelni. Prosiłabym by każdy kto czyta poniższe pytania zastanowił się, czy kiedykolwiek zachował się w ten sposób na jakichkolwiek zajęciach:
 - Czy rozmawiałeś na zajęciach pomimo upomnień nauczyciela by tego nie robić?
 - Czy nagminnie opuszczałeś zajęcia? (nie liczy się wizyta u lekarza czy choroba)
 - Czy w trakcie lekcji zamiast uczestnictwa w zajęciach: grałeś na telefonie/tablecie/konsoli/komputerze?
 - Czy w trakcie lekcji przeglądałeś Facebooka czy inne strony internetowe zamiast skupiać się na zajęciach?
 - Czy przeszkadzałeś w zajęciach bawiąc się jakimiś gadżetami?
 - Czy głośno przeklinałeś? (nie chodzi o pojedyncze, wyrywkowe wypowiedzi, których czasem można nie zauważyć, ale nagminne przeklinanie) 
 - Czy na testach ściągałeś pomimo upomnień by tego nie robić?
 - Czy nagminnie przychodzisz nieprzygotowany na zajęcia? (zalicza się w to częsty brak materiałów do nauki/ćwiczeń/podręcznika)
 - Czy pomimo upomnień nauczyciela olewałeś jego prośby i wracałeś do robienia rzeczy niezwiązanych z zajęciami?
 - Czy na danej lekcji zamiast uczestnictwa zajmowałeś się nauką na inne zajęcia?
 - Czy kiedykolwiek przyszedłeś na zajęcia pijany lub pod wpływem innych środków odurzających?


Nie jestem pewna, czy wymieniłam wszystkie sytuacje z jakimi się zetknęłam lub o których słyszałam, bo przez te 3 lata na uczelni trochę się tego zebrało.

Jeśli na choćby 1 pytanie odpowiedziałeś tak, to teraz postaw się w sytuacji nauczyciela. Pomyśl, że przygotowywałeś się przez kilka godzin do zajęć, wyszukałeś materiały, opracowałeś je, zrobiłeś notatki, pomoce naukowe dla uczniów. Następnie przychodzisz na zajęcia, a tu większość grupy nie ma materiałów lub nie ma większości grupy ... znowu. Przyszedłeś na zajęcia, starasz się je prowadzić, a tu kilka osób rozmawia ze sobą i tworzy się szum, nie słyszysz co odpowiada pytana osoba. Upominasz studentów, zaczynasz mówić i po chwili znowu słyszysz, że ktoś rozmawia ignorując twoją prośbę o ciszę. Próbujesz zaangażować studentów do ćwiczeń, albo tłumaczysz dane zagadnienie i widzisz, że kilka osób ma cię totalnie w dupie, gra na telefonie, przegląda jakieś strony czy bawi się jakimiś pierdołami. Upominasz ich, ale po jakimś czasie widzisz, że sytuacja się powtarza. 
Czy w takiej sytuacji czułbyś się komfortowo? Czy uważasz, że twoja wielogodzinna praca była tego warta? Czy czujesz się szanowany i doceniony?

Osobiście spotkałam się z niemal każdą z wymienionych sytuacji i to nie jednorazowo, ale wielokrotnie, żeby nie powiedzieć, że nagminnie. Na szczęście nie doświadczyłam jedynie tej najbardziej ekstremalnej, ale czasem mam wrażenie, że to tylko kwestia czasu... Współczuję za to osobie, która w trakcie zajęć musiała sobie poradzić i z tym problemem.

Nie krzyczę na studentów, uważam, że zachowuję się w stosunku do nich fair i oczekuję podobnego traktowania mojej osoby, ale czasem jest naprawdę nieciekawie i czuję, że cały mój trud poszedł na marne. Mam sporą cierpliwość, ale ona też ma swoje granice i bywały już sytuacje, że naprawdę miałam ochotę wstać, podziękować za takie zajęcia i wyjść z sali. 

Dlatego chciałabym by każdy z Was zastanowił się nad swoim dotychczasowym postępowaniem i jeśli coś było nie tak, to wyciągnął wnioski na przyszłość.

8 komentarzy:

  1. O. Ja jednegi przeklinającego gagatka wywaliłam z sali, i to dość bezczelnie bo w prywatnej szkole językowej. Więcej już nie przeklinał:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Często bawiłam się telefonem, ale tylko na jednych, jedynych zajęciach. Dlaczego? Wykładowca przez cały przedmiot mówił tylko o sobie, swoich osiągnięciach i swoich kotach. Przedmiot był bardzo ważny, nie wiem z niego nic. Wiedzę musiałam uzupełniać sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że każdy wykładowca dobrze prowadzi swoje zajęcia. Nie mówię też, że każdy przykłada się tak samo do swojego przedmiotu, bo zdarzają się przypadki, że ktoś po prostu czyta książkę (niejednokrotnie swojego autorstwa) i tyle. Nie zmienia stylu i treści swoich zajęć od x-lat. Ale ja głównie odnoszę się nie do wykładów, ale do ćwiczeń, lektoratu, zajęć z praktycznej nauki języka, które jednak wymagają od prowadzącego większego przygotowania do każdych zajęć.
      Poza tym, tak jak pisałam na FB, rozumiem jak ktoś na zajęciach się zapomni, ale gdy zwraca mu się uwagę, to powinien jednak dać na wstrzymanie i po prostu przestać gadać/grać/bawić się telefonem.

      Usuń
  3. Myślę, że takie zachowania przeszkadzają także studentom, którzy chcą się czegoś nauczyć podczas zajęć. I mam pytanie niezwiązane z tematem, ale to dla mnie ważne. Co trzeba zrobić, żeby dostać się na japonistykę? (Chodzi mi o przedmioty na maturze, profil w liceum). Czytałam na forach, że ciężko się dostać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i jeszcze coś. Czy jest szansa, że znajdę pracę w Japonii jako tłumacz? A jeśli nie, to jaki inny zawód?

      Usuń
    2. Z pewnością innym studentom to też przeszkadza, bo nawet jak takie osoby usiądą sobie z przodu sali, to szum rozmów niesie się po całej klasie. Tak samo, gdy odpytuję daną osobę, to też rozmowy innych przeszkadzają osobie, która odpowiada. Zwykle w takiej sytuacji uciszam, odsłuchuję wypowiedzi danej osoby by po jakimś czasie uciszać znowu. Problemem są też duże grupy, bo w grupach kilkunastoosobowych byłoby bardziej kameralnie, miałabym większy kontakt z każdym studentem i przez to każdy musiałby się bardziej skupiać, bo prawdopodobieństwo odpytania byłoby większe.

      Co do rekrutacji na japonistykę, to polecam sprawdzić jakie są wymagania na danej uczelni. Od lat już nie śledzę jakie przedmioty są wymagane na UJ, UAM, UW czy UMK, więc to po prostu trzeba sobie na bieżąco sprawdzić na stronach uniwersytetów. Jakieś poglądowe progi punktowe z poprzednich lat też powinny być gdzieś tam zamieszczone.

      Usuń
    3. Szansa jakaś jest. Najlepiej próbować na studiach załapać się na staż przez AIESEC do jakiejś firmy japońskiej, poczuć na własnej skórze czy taka praca nam odpowiada i później starać się o pracę. Oczywiście praca tłumacza na etacie w firmie to nie tylko siedzenie i tłumaczenie, ale o to najlepiej pytać tłumaczy zatrudnionych w firmach (nie w biurach tłumaczeń).

      Usuń
    4. Dziękuję za szybką odpowiedź :)

      Usuń