piątek, 24 października 2014

Trochę żali, trochę mojej durności

Zacznę od tego, że znooooowu bus 91 postanowił się spóźnić. Standardowo spóźnia się o 15 minut przez co, mniej więcej o tyle, jestem spóźniona na zajęcia, ale wczoraj przyjechał 10 minut później i postanowił poczekać jeszcze 5, bo jakże to tak wyjechać w trasę nie spóźnionym o 15!
Ponieważ chciałam jak najszybciej dobiec na uczelnię, to po wyjściu z busa olałam walkę o drożdżówkę z serem w piekarni niedaleko uczelni i fruuuu do ciepłego budynku. Dla tych co nie znają sytuacji o co chodzi z "walką" to już tłumaczę. W piekarni pracuje kilka pań ogarniętych i jedna, która albo nienawidzi klientów i specjalnie daje inne buły, albo od rana jest takim potato, że nie ogarnia co się dzieje. Co jakiś czas trafiałam właśnie na kobietę bardzo nieogarniętą i moje zakupy wyglądają tak:

1. "Poproszę drożdżówkę z serem." - dostałam z marmoladą.
2. -"Poproszę drożdżówkę z czekoladą." 
- "Którą?" (czasem chcą by wskazać konkretny egzemplarz)
- "Obojętnie."
- "To z serem?"
- "A z czekoladą jest?"
- Tak"
- "To poproszę" - dostałam z budyniem.
3. -"Poproszę drożdżówkę z serem." 
Babka bierze z serem, patrzy na nią, patrzy na mnie i mówi: "Ale nie ma z serem."
Jakoś pohamowałam śmiech i poprosiłam o inną.

Kolega doradził, że powinnam prosić o drożdżówkę "co najmniej z serem" to może w końcu dostanę, bo jak jest z serem i nakapaną na to (bo dodana ilość często wygląda jak kapnięcie) marmoladą albo makiem, to o wybranej drożdżówce mogę zapomnieć. 

Ok, wczoraj olałam tę walkę i jakimś cudem dotarłam do sali spóźniona tylko o 5 minut! Nie cierpię się spóźniać, więc pomimo deszczu dzień od razu stał się lepszy ... do czasu :P

Grupa, jak zwykle, postanowiła mieć głupawkę od rana. Niestety, jak sobie nie zapiszę gdzieś co im do głowy przyszło, to większość tej głupawki ulatuje mi z pamięci wraz z zajęciami z kolejnymi grupami, ale z tego co pamiętam, to wczoraj głównie dominowało stwierdzenie 死んでください (shinde kudasai) - "proszę umrzeć".
Robiliśmy kilka ćwiczeń, w których należało dodać drugą część zdania i powstawały twory:

1.あめ場合ばあいは...("W przypadku gdyby padał deszcz....") - "...proszę umrzeć."
2.地震じしん場合ばあいは...("W przypadku trzęsienia ziemi...")- "...proszę umrzeć."

3.おそくなる場合ばあいは...("W przypadku spóźnienia...") - "...proszę umrzeć."
4.ソスノヴィエツに場合ばあいは...("W przypadku pojechania do Sosnowca/Jeśli jedziesz do Sosnowca...")...proszę umrzeć." ewentualnie "...proszę wziąć paszport".

Również było zdanie "coś tam~のに人気がありません。" (~noni ninki ga arimasen.) - "Mimo że coś tam, to nie jestem popularny". Padło tu pisanie stron o sobie w Wikipedii, bo ponoć są osoby, które to robią. Trochę smutne (^ ^' ).

Również znane z "Yuki Onna: - "piździ" - znowu się pojawiło, ale tym razem w kontekście tłumaczenia haiku Natsume Sousekiego:


Haiku było w czytance objaśnione, no i jak pojawiło się さむそうです (samusou desu.) uznali, że jest to jedyne, słuszne tłumaczenie. Cóż, przynajmniej są konsekwentni w trzymaniu się obranej konwencji.

Dzień mijał, mijały kolejne zajęcia i nastała ostatnia lekcja, na której zdarzyło mi się palnąć coś bez zastanowienia jak to po polsku brzmi. 
Pierwszy rok miał wprowadzenie do czasowników i zamianę form słownikowych na formę ~ます (masu). Wszystko ok, aż przyszły wyjątki:
する (suru) - します (shimasu)
来る (kuru) - 来ます (kimasu)
No i by zaznaczyć zmianę w pierwszych głoskach tych wyrazów padło moje: "No i widzicie, tutaj tworzą się shiki". Dopiero po chwili, jak usłyszałam śmiech, doszło do mnie, że brzmiało to jak polskie "siki". 
No może przynajmniej dzięki temu to zapamiętają ;).






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz