wtorek, 26 sierpnia 2014

Tetrady - pomysł na japoński tatuaż

Wiele razy na forach czy w prywatnych wiadomościach spotykałam się z prośbą, czy nie mogłabym przetłumaczyć jakiejś "wzniosłej" sentencji w celach wytatuowania jej sobie tu i ówdzie, o "wzniosłości" świadczącej o wyjęciu jej z głębin tyłka (sorry, zwykle dla postronnych tak to brzmi), a gdy ktoś stwierdza, że to bez sensu i po japońsku będzie wyglądać co najmniej źle, to zwykle spotyka się z atakiem "klienta". Jeszcze lepiej jak ktoś prosi o przetłumaczenie jakiegoś przysłowia na "katakanę". No to już świadczy o głębokiej wiedzy na temat japońskiego :D, więc tym bardziej się dziwie, dlaczego ktoś ni w ząb nie znający tego języka, powierza tłumaczenie anonimowej osobie z internetu, której kompetencji nijak nie można sprawdzić. No przecież takiego "kurczaka w pięciu smakach" będzie się nosić do końca życia (lub do zasłonięcia go smokiem czy innym feniksem).

Nie raz widziałam tatuaże z kanji, gdzie tu kreski brakło, tu powstał zestaw losowych znaków, a czasem też znak jest w lustrzanym odbiciu. Oczywiście nie mówię już o ładnych tatuażach słów, których właściciel owego dzieła wcale nie chciał. Na myśl nasuwa mi się moja koleżanka, która przez wiele, wiele lat myślała, że ma wytatuowany znak "szczęście". Było mi bardzo głupio, gdy przekazałam jej informację, że niestety to ... "kurczak" (ale ładnie zrobiony kurczak!).

Wracając jednak do tatuaży z wzniosłymi treściami, całkowicie rozumiem potrzebę wydziarania sobie tekstu, który dla kogoś miałby jakieś przesłanie, tylko po co kombinować? Nasze przysłowia tłumaczone na inne języki bardzo często brzmią zupełnie niezrozumiale i japoński nie jest tu wyjątkiem. Po co utrudniać sobie życie i tłumaczyć coś co być może ma swój odpowiednik w języku japońskim tylko wyrażony innymi słowami? 

Wszystkim przyszłym wytatuowanym polecam przejrzeć już istniejące przysłowia pod kątem poszukiwanego znaczenia, a najlepiej przyjrzeć się tetradom! Co to takiego? To cztero-znakowe idiomy - 四字熟語 (yojijukugo) -  które na pewno będą ładniej wyglądać niż standardowe przysłowia (諺 - kotowaza) czy przetłumaczone zdania (bo nie zawierają partykuł czy końcówek gramatycznych), są krótkie i na bank niosą ze sobą zrozumiałą treść, a nie wydumane dyrdymały.

Jeśli ktoś nie zna japońskiego, ale za to angielski nie jest mu obcy, to może sobie przejrzeć zawartość tego słownika: Yojijukugo 2005-2012 v.4.0.

A jeśli ktoś ma już opanowany japoński na poziomie przynajmniej N4, to może zmierzyć się z japońskim słownikiem: goo.

Którąkolwiek opcję wybierzecie, to i tak jest to lepsze niż tłumaczenie na siłę polskich przysłów/idiomów lub tekstów własnego autorstwa. 

3 komentarze:

  1. Czytam sobie Asahi Shinbun i tam nieraz można się natknąć na np. 15 kanji jeden pod drugim, nie wiem jak to odczytać ani co to znaczy, ale sam fakt, że bywają takie zbitki...
    Ponadto nieraz spotyka się też mało popularne znaki i obok furigane. To też fajne jest bo wówczas można je poznać w naturalnym środowisku.
    Nie wiem...z jednej strony niby Japończycy ponoć odchodzą powoli od kanji na rzecz kany, z drugiej strony lista znaków się poszerzyła i w sumie nadal np. w gazetach często można spotkać nawet te mało znane, co by wskazywało na tendencję odwrotną. Nie wiem jak to jest?
    I jeszcze jedno moje pytanie, odnośnie Chin i innych krajów z językiem chińskim, tam takiej listy iluś obowiązujących hanzi nie ma więc ile chińczyk zna znaków, ile w szkole poznaje? Czy oni lekturę książki lub gazety prowadzą ze słownikiem w dłoni? Ponadto pełne formy znaków np. na Tajwanie są nieraz tak mało czytelne w czcionce 10 lub 11 (czyli tak jak w książce) że dziwię się jak oni poznają co to jest za znak? Np. w japońskim nie znam żadnego znaku z listy 2016 plus jinmeyou który by był tak niewyraźny by go nie móc odczytać, nawet słynna melancholia, która ma sporo kresek, ale w związku z tym że jest takim rodzynkiem, łatwo ją poznać i zapamiętać. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. do komenta powyżej - - -nie 2016 tylko 2136 oczywiście :P mój błąd wyniknął z pisania w pośpiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Japończycy nie odchodzą od kanji i bardzo dobrze, bo teksty byłyby zupełnie nieczytelne biorąc pod uwagę ile złożeń ma dokładnie ten sam odczyt, ale inny zapis w kanji i inne znaczenie. Nie mówiąc już o braku spacji, więc sama kana zlewałaby się w jeden, mało czytelny wężyk.
      Ponoć Chińczycy nie mają jednej listy typu jouyou kanji, ale o informacje ile przeciętny Chińczyk musi znać znaków by przeczytać gazetę, należałoby zapytać jakiegoś sinologa. Ja niestety w tej kwestii nie pomogę :).
      Widać Tajwańczycy jakoś sobie radzą z tradycyjnym zapisem i jego odczytem skoro do tej pory nie przeszli na znaki uproszczone ;).

      Usuń