poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Chciwość, idiotyzm, a może i to i to?

Post z kategorii bulwers i chęć przywalenia komuś. Na wallu koleżanki zauważyłam ogłoszenie z urzędu pracy skierowane do lektorów, w tym też do tych posługujących się językami orientalnymi. Pomijając wymagania, stawka wręcz zabójcza, bo całe 1500 zł brutto... Co ludzie dający takie ogłoszenia mają w głowach?!
Pamiętam jak pod koniec studiów szukałam pracy w mieście, w którym japonista nie jest wielką rzadkością. W biurze podróży zaoferowano mi 5 zł/h i jeszcze właścicielka tego biura powiedziała bym kontaktowała się z japońskimi klientami jedynie ze swojego telefonu. Chyba nie spodziewała się, że mogę wybuchnąć śmiechem i tak po prostu wstać i wyjść.
Dwie kolejne sytuacje dotyczyły już szkół językowych. Jedna chciała mi zaoferować jakieś 30 zł/h, ale miałam prowadzić lekcje nie w szkole, a dojeżdżać do grupy uczniów 2h w jedną stronę, zadbać o materiały dla siebie i dla nich oraz jakoś skombinować tablicę, no bo profesjonalizm musi być! Pan się zdziwił, że od razu odmówiłam, ale przynajmniej chciał coś zapłacić w przeciwieństwie do innego jegomościa. Zadzwonił czy nie chciałabym uczyć w jego szkole oraz jednocześnie być sekretarką, a do tego zadbać o reklamę, bo w końcu jak sama sobie uczniów nie zjadę no to kto mi znajdzie (lol). Ile miałam dostać za tę "przyjemność"? Okrąglutkie, zero totalne :D. Tak, pan zaoferował mi bym pracowała za darmo, ale na słowie "za darmo" zaczął się śmiać do słuchawki, bo chyba nie mógł uwierzyć w to o mówi. 

Dwie wspomniane szkoły padły. Co z biurem to cholera wie, ale jakoś jego los mnie nie obchodzi. Wspomniane sytuacje były z przed kilku lat i liczyłam na to, że nie będzie mi dane już nigdy więcej ani spotkać ani nawet słyszeć o podobnych wyskokach. Niestety, nie udało się :(. Oby Wam nigdy coś takiego się nie trafiło.

9 komentarzy:

  1. Nie wiem, co mają w głowach, ale się uśmiałam, jak zobaczyłam stawkę. Ja im życzę powodzenia w szukaniu jelonków :)
    Szkoda, że w naszym pięknym kraju szuka się ludzi, którzy będą pracować niemalże za darmo... ja bym się zapytała takich osób, czy jedzenie też ma mi z nieba spaść, bo jeść coś trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wielu pracodawców nie interesuje co Ty będziesz jeść i za co płacić rachunki. Pracowałam w różnych miejscach i naprawdę czasem było ciężko nawet patrzeć na wydruk wypłaty.
      Ignorancja pracodawców to jedno, ale chyba gorsze jest to, że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie pracował za te grosze. Gdy byłam na 1 roku (chyba wtedy, bo to już było kupę lat temu) była taka sytuacja, że w Warszawie jakieś studentki japonistyki postanowiły prowadzić kursy japońskiego w grupach, gdzie stawka za godzinę zajęć wynosiła 5 zł od osoby! Oczywiście w internecie zrobił się szum, że jak tak można, że głupie siksy psują rynek itd. Doskonale rozumiem awanturujących się i kompletnie nie rozumiem motywu tych dziewczyn. Jasne, na początku drogi lektorskiej nie należy brać stawki jak osoba z kilkuletnim stażem, bo po prostu trzeba sobie wyrobić pewne umiejętności, ale nie można też się tak szmacić. Za roznoszenie ulotek, gdzie niewymagana jest jakakolwiek umiejętność (nawet mówić nie trzeba) stawka za 1h jest większa, więc po co na dzień dobry tak bardzo sobie strzelać w kolano?

      Usuń
  2. japonski tylko hobbystycznie. z praca i kokosami nie oszukujcie sie nie ma szans. dziwie sie tym tlumom na japonistyke. jesyka mozna uczyc sie samemu sa materialy i wlasnym tempem bezpresji. jesli komus zalezy by dogadac sie z japonczykiem lub osoba mowiaco w tym jezyku nie trzeba mowic perfect jak po filologii a maja znajomych np na fejsie czy tez w realu azjatow i tak z czasem doszlifuje sie ten jezyk. wiem po sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, nie zaniedbuj polskiego, bo bardzo źle się czyta takie komentarze.

      Trzeba rozróżnić naukę języka dla samego siebie, a naukę by na nim w przyszłości zarabiać. Bardzo dobra znajomość języka to tylko jeden z elementów bycia bardzo dobrym tłumaczem, a pozostałych sam kurs ci nie da.
      Podobnie z byciem lektorem. Nie każdy mówiący perfekcyjnie po japońsku, angielsku itp. potrafi nauczać innych.

      No i na koniec, 'dogadanie się' to nie to samo co bardzo dobra znajomość języka, bo można się dogadać na poziomie 'Kali jeść', a nie jest to oszałamiający poziom.

      Usuń
  3. najważniejsza sprawa to sytuacja pracodawcy w naszym kraju. najśmieszniejsze jest to, że tak jak autor, prawie każdy rzuca obelgami na pracodawce. chciwy, idiota, gbur, złodziej, wyzyskiwacz.

    to teraz tylko zamienić się miejscami. zus, podatki w naszym pięknym kraju są tak horrendalnie wysokie, że zamiast inwestować w pracownika, to trzeba walić w haracz. nie zapominajmy, że nie mówimy tutaj o wielkich zagranicznych firmach, tylko o mniejszych.

    wiadomo, że można się spierać, "no ale aż tak nisko"? może i tak ale mając tak duży haracz, w większości budzi się dusza takiego "wyzyskiwacza". nie ma co się oszukiwać. nie jesteśmy altruistami. każdy chce dla siebie jak najlepiej. skoro nie ma warunków do ułatwiania innym, to dlaczego ja mam na tym cierpieć?

    proszę zobaczyć jak wygląda prowadzenie firmy gdzie indziej (podatki, łatwość w zakładaniu i biurokracja) i jak mają się do tego zarobki.

    no i oczywiście kwestia tego, że mamy zbyt dużo osób po japonistyce w porównaniu do zapotrzebowania na rynku. w takim wypadku pracodawca może walnąć niskie wynagrodzenie. zazwyczaj znajdzie się jakiś desperat co pójdzie za takie pieniądze. a jakość? kogo to obchodzi.

    nie chciałbym być niemiły ale dla mnie ten wpis tylko sugeruje, że autor nie zna sytuacji i realiów panujących w naszym niszczonym przez złodziei kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa i nie mogę edytować. najłatwiej mój post będzie zrozumieć w ten sposób.

      proszę założyć firmę w polsce i spróbować zatrudnić lektora japońskiego. bardzo łatwo padnie kubeł zimnej wody, w postaci haraczu i biurokracji, taki kubeł zimnej wody bardzo łatwo zmyje wyższe zarobki niż 1500 zł :) proszę mi wierzyć. potem zobaczymy czy nadal pracodawca będzie tym żałosnym ignorantem :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z tego jaki haracz musi odprowadzić pracodawca na rzecz państwa, ale niech też on sobie zda sprawę, że płacąc poniżej minimalnej krajowej (a takie przypadki zostały przytoczone), czy nawet to minimum za taką, a nie inną pracę to daje tylko złe świadectwo o sobie. Japonista wcale nie musi żebrać o pracę w zawodzie za śmieszne pieniądze, bo znając języki (a studia nie skupiają się wyłącznie na 1) może szukać pracy w innej branży. Państwowy haracz haraczem, ale nikt za grosze, za które nie da się przeżyć do pierwszego, nie będzie pracował.
      Nie neguję każdego pracodawcy. Nie mówię, że każdy zaraz po studiach powinien zarabiać kokosy, bo nie powinien, do tego trzeba dojść własnymi siłami, ale jeśli wykwalifikowanym pracownikom oferuje się płacę niższą niż osobom roznoszącym ulotki to coś jest nie tak.

      Usuń
  4. to nie ta rzeczywistość. ciągle piszesz jakbyś nie żyła w Polsce. nie ma mowy o płacy odpowiedniej do danego stanowiska jeżeli pracodawca nie może sobie na to pozwolić. mógłby sobie pozwolić jak to jest duża firma, długo już siedzi w biznesie, ma duże obroty. podane przykłady tutaj chyba nie mówią o tym, prawda? a nawet gdyby to i tak tego nie zrobi bo ciągle jest haracz i wbrew temu co piszesz, są osoby co będą za grosze pracować.

    skończysz studia, zdobędziesz zawód to chcesz zarabiać odpowiednie pieniądze, prawda? pracodawca przecież myśli tak samo. zakładając firmę chcę zarabiać. i co? ma dawać więcej pracownikom, tym samym ma mniej zarabiać od nich albo podobnie? śmiechu warte.

    miałem (nie)przyjemność założyć firmę w naszym złodziejskim państwie i firmę w uk. różnica jest nie do opisania. pieniądze, które przeznaczyłbym w cebulandii na haracz, w uk mogę dać w rozwój pracownika, rozwój pracownika oznacza lepszą jakość, a to oznacza lepszą wydajność i tak dalej. w polsce to wszystko się zatrzymało na samym początku. cierpi jakość, cierpi pracownik. o biurokracji nawet nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj jeszcze raz mój post. Zastanów się czy czepiam się standardowego traktowania pracowników/kandydatów do pracy, czy skrajności, które w moim (i nie tylko) mniemaniu należy tępić. Jeśli dalej nie widzisz różnicy między zwykłym oferowaniem pracy, a oferowaniem jej za darmo lub za 5 zł/h przy umowie o dzieło, to współczuję.

      Niby gdzie choćby zasugerowałam, że pracodawca ma zarabiać tyle co pracownicy? Ochłoń.

      Usuń