czwartek, 26 września 2013

Czas przygotowań

Powoli zbliża się moment, w którym rozpoczynają się zajęcia. Oczywiście nim to nastąpi skupiam się mocno na byciu zen by mnie przypadkiem szlag nie trafił w czasie wszelakich ustaleń z ilością zajęć i grup przypisanych do każdego lektora oraz jak to sensownie dopasować do ilości grup i ich zajęć. 

Właśnie wczoraj po otrzymaniu "radosnej" rozpiski godzinowej i przy próbie układania tego sensownie (z jednym przedmiotem nie wyszło, ktoś odgórnie podzielił 1 zajęcia pomiędzy 3 osoby - wdech, wydech, bądź zen) słyszałam jak to kilka osób poprawia egzamin ustny. Nie wypowiem się o całości, bo nie ;), ale jedna wypowiedź rozbawiła naszą całą trójkę (mnie, egzaminatorkę i osobę zdającą). Padło pytanie "Gdybyś miała drzwi, przez które możesz przejść dokądkolwiek, to gdzie byś poszła i co robiła".
Oczywiście jak egzamin to i stres, co mnie w ogóle nie dziwi, bo sama zawsze czułam ścisk w żołądku. No i przez stres powstał początek wypowiedzi "ジャパンに行って..." (Japan ni itte... - "Pojadę do Japonii i...). Oczywiście Japan nie jest japońskim słowem i wypadało podać poprawną nazwę, czyli 日本 (Nihon).

Wszystko przeszłoby pewnie bez większego echa gdybym ja, mająca już wodę zamiast mózgu i zeza rozbieżnego od 'biegania' wzrokiem po rozłożonych kartkach i tabelach, nie wypaliła: "Mmmm Japan ... japango!". Dla osób kompletnie nie znających japońskiego - "język japoński" to 日本語 (nihongo), a mój zbolały mózg od razu podpowiedział mi wersję ジャパン語 (japango). Żarcik w standardowych sytuacjach niesamowicie suchy, ale w momencie stresu jednej osoby i zmulenia mózgowego drugiej potrafił rozbawić ^^. Ot, był to miły przerywnik przy papierkowej robocie :).

Co do samego przekręcania Japonii i japońskiego to nie był to pierwszy raz. W poprzednim semestrze na teście z pisma otrzymałam podpisy 日本語 jako "nimango" (lol, 2 mango?) oraz "nikengo". 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz